Polacy na MŚ w 1982 r.: Zaczęło się od afery

Stan wojenny; transparent z napisem ?Solidarność? na trybunach podczas mecz z ZSRR; wreszcie brązowy medal i powrót z Hiszpanii, który omal nie zakończył się katastrofą samolotu z polską ekipą na pokładzie.

Nigdy nie będzie wiadomo, czy wszystko potoczyłoby się tak samo, gdyby nie.... afera.

Na początku grudnia kadra wyjeżdżała na mecz z Maltą rozpoczynający eliminacje do MŚ'82. Na lotnisko, nietrzeźwy, przyszedł bramkarz Józef Młynarczyk. Trener Ryszard Kulesza chciał go wyrzucić z drużyny. Weto powiedzieli Władysław Żmuda, Zbigniew Boniek oraz Stanisław Terlecki. Cała czwórka pojechała na poprzedzające mecz zgrupowanie w Rzymie. Do Włoch po "buntowników" przyjechał ówczesny prezes PZPN Marian Ryba i wrócił z nimi do Polski. Polska wygrała w La Valetcie 2:0 (mecz przerwano, bo maltańscy kibice obrzucili Polaków kamieniami), ale w końcu roku Kulesza podał się do dymisji. Bońka, Żmudę, Terleckiego i Młynarczyka zdyskwalifikowano na roku - potem jednak karę im zmniejszono.

5 stycznia 1981 roku trenerem kadry został Antoni Piechniczek. W eliminacjach Polacy dwa razy wygrali z NRD - w tym 3:2 w Lipsku - i awansowali do finałów. Co ciekawe, ostatni mecz międzypaństwowy przed mistrzostwami, rozegrali w listopadzie 1981 roku - 2:3 z Hiszpanią w Łodzi. Było to pożegnanie Jana Tomaszewskiego.

W 1982 roku, do samych mistrzostw, zespół Piechniczka - ze względu na stan wojenny - nie rozegrał ani jednego spotkania towarzyskiego. Trener zabrał do Hiszpanii dwóch medalistów z 1974 roku - Grzegorza Lato i Andrzeja Szarmacha. Gwiazdą miał być Zbigniew Boniek, który jeszcze przed mundialem został sprzedany do Juventusu Turyn.

Pierwsze dwa mecze Polaków zakończyły się bezbramkowymi remisami. O ile remis z Włochami można było przyjąć nawet z zadowoleniem, o tyle 0:0 z Kamerunem zostało w Polsce odebrane jako porażka. Na Piechniczka i reprezentantów posypała się fala krytyki. W decydującym meczu Piechniczek przesunął do ataku Bońka (za kontuzjowanego Andrzeja Iwana), a do środka pomocy wstawił Kupcewicza. Efekt? W pierwszej połowie żaden. Po przerwie jednak 20 minut wystarczyło, by Polacy strzelili pięć goli i wyszli z grupy na pierwszym miejscu.

W fazie ćwierćfinałowej pierwszy mecz z Belgią był popisem jednego zawodnika - Zbigniewa Bońka. Strzelił trzy fantastyczne gole. Na trybunach polscy kibice szaleli z radości z ogromnym transparentem z napisem "Solidarność" (w Polsce trwał wtedy stan wojenny). W decydującym - o awansie do półfinału - meczu ze Związkiem Radzieckim było 0:0. Włodzimierz Smolarek przez kilka minut "tańczył" z piłką w narożniku boiska, zarabiając cenne minuty.

W walce o finał Polska znowu grała z Włochami. Bez Bońka, który dostał żółtą kartkę w meczu z ZSRR (po wielu latach obecny wiceprezes PZPN powiedział, że szkocki sędzia Valentine celowo go upomniał, by nie grał w następnym meczu). U Włochów kapitalnie spisał się Paolo Rossi, późniejszy król strzelców mundialu. Strzelił dwa gole i to Włosi grali o złoto, a Polska - o trzecie miejsce. Wygrała w tym meczu z Francją 3:2 i powtórzyła osiągnięcie zespołu Kazimierza Górskiego z 1974 roku.

W drodze powrotnej do Polski zepsuł się jeden z silników samolotu, który wiózł polskich piłkarzy. Pilot wylądował w ostatniej chwili. Jeszcze chwila i, jak sam przyznał, doszłoby do tragedii.