MŚ 2010. Niemcy - Hiszpania półfinał wyjątkowy

Rewanż za finał Euro 2008. Wtedy zwyciężyli Hiszpanie, teraz trener Niemców ogłosił, że jego piłkarze mistrzów kontynentu doścignęli. Obaj rywale grają, jakby chcieli uciec od wszystkiego, czym byli w przeszłości - pisze z Durbanu przed środowym półfinałem Rafał Stec. Relacja Z czuba i na żywo ze spotkania od 20.30 na Sport.pl.

Dlaczego Iker Casillas znów jest święty ?

Ich historię znamy na pamięć, powtarzamy ją co cztery lata. Reprezentacja kraju obfitującego w wybitnych futbolistów, którzy są w stanie przegrać z każdym, zmierzy się z reprezentacją kraju budującego wielkie drużyny, które przegrywać nienawidzą. I nie umieją. Mundialowy bilans Hiszpanów wygląda niewiarygodnie: nigdy nie stanęli na podium, ledwie raz, 60 lat temu, dopchali się do czołowej czwórki. Bilans Niemców też niewiarygodny: po wojnie rozczarowali tylko trzykrotnie, w 1962, 1994 i 1998 r. wypadali z turnieju w ćwierćfinale.

Nagły zwrot nastąpił na Euro 2008. Hiszpanie wzięli złoto, a w finale pokonali właśnie Niemców, co miało zapowiadać przełom - usunięcie psychologicznej blokady, która uniemożliwiała regularne zdobywanie reprezentacyjnych trofeów przez gwiazdy kolekcjonujące trofea w barwach Barcelony czy Realu Madryt.

Minęły dwa lata i śledzimy opowieść, jakiej nie śledziliśmy jeszcze nigdy.

W wiedeńskim finale niziutcy hiszpańscy wirtuozi starali się sprowadzać piłkę na ziemię i tam gubić niemieckich dryblasów, którzy woleli operować dwa piętra nad murawą. Od tamtej pory obaj rywale zyskali więcej wymiarów. Na mundial przywieźli drużyny bogatsze, bardziej kompletne, trudniejsze do rozszyfrowania. Mocniejsze.

Hiszpanie w środku obrony i na środku pomocy postawili wielkoludów Gerarda Piqué i Sergio Busquetsa. Zwłaszcza ten pierwszy wdarł się między gigantów futbolu gwałtem, mimo zaledwie 23 lat, uzbierał już 12 trofeów.

Niemcy rolę ofensywnego rozgrywającego powierzyli Mesutowi Özilowi, młodzieńcowi z wizją, który czasem wybiera na boisku rozwiązania iście barcelońskie, jakby szkolili go w La Masii obok Xaviego. Wraz z rozwojem turnieju zaczęły wybrzmiewać wręcz opinie, że drużynie przysłużyła się kontuzja wieżowca Michaela Ballacka, choć w maju przyjęli ją z rozpaczą. To w końcu kapitan, weteran kilku medalowych kampanii.

Paradoks hiszpański: w potęgę drużyny Furia Roja wierzymy głównie dzięki temu, co wyprawiała wczoraj i przedwczoraj. Tworzą ją najbardziej utytułowani ludzie na mundialu, od czterech lat wygrywali ze wszystkimi, o odosobnionej na dystansie 48 meczów wpadce - z USA w półfinale ubiegłorocznego Pucharu Konfederacji - zdążyliśmy już zapomnieć. Między słupkami trzymają jednego z najlepszych bramkarzy świata (Iker Casillas), w Carlesie Puyolu i Piqué mają najlepszą parę stoperów, w Xavim Hernandezie, Xabim Alonso oraz Inieście czołowych rozgrywających, w Davidzie Villi i Fernando Torresie czołowych napastników, w Vicente del Bosque trenera, który w Realu udowodnił, że świetnie dyryguje megagwiazdami.

Teoretycznie reprezentacja ideał, w RPA gra średnio. Tylko Villa utrzymuje formę fenomenalną, a Iniesta bardzo dobrą, reszta zdaje się niedomagać fizycznie - gdy Pique czuje moc, nie próbuje urwać napastnikom rywala ramion. A w Johannesburgu ramię paragwajskiego napastnika Oscara Cardozo urwać próbował.

Wciąż zawadza na boisku też Fernando Torres. Snajper arcyniebezpieczny, lecz nieumiejący - mimo wsparcia wystawiającego go co mecz selekcjonera - odżyć po kontuzji.

Niemcy przekonują nas do siebie na boisku. Świat nazwiska wielu z nich dopiero sobie utrwala, a oni w każdym meczu olśniewają. 4:0 z Australią, 4:1 z Anglią, 4:0 z Argentyną to seria, jakiej na mundialu nie podziwialiśmy od dekad. Nawet w przegranym z Serbią piłkarze Joachima Löwa wypadli świetnie, płacąc za wpadki Podolskiego (nie strzelił rzutu karnego) i Klosego (przez bezmyślność zobaczył czerwoną kartkę).

Dziś zagrają osłabieni, bo dyskwalifikację musi odcierpieć 20-letni Thomas Müller, największa rewelacja imprezy. Ich sukces jednak wynika przede wszystkim z doskonałej pracy zbiorowej - jeśli wyjąć ćwierćfinałowy slalom Bastiana Schweinsteigera czy nokautujące Ghanę uderzenie z dystansu Özila, to gole zdobywają dzięki cierpliwemu powtarzaniu wypracowanych na treningach schematów. Niektórzy ćwiczą je razem od 15. roku życia - zaczęli w reprezentacjach juniorskich.

Sekretem Niemców jest szybkość. Gracze żadnego innego półfinalisty nie trzymają piłki przy nodze - zwłaszcza w ostatniej fazie ofensywy - tak krótko. Po przyjęciu usiłują natychmiast przesunąć ją dalej, sami też znajdują się w nieustającym ruchu. Obrońcom rywala trudno uniknąć błędów, bo wszystko wokół nich wibruje, zmuszając do maksymalnego skupienia przez pełne 90 minut. Nawet wtedy, gdy walka toczy się pod polem karnym przeciwnika. Na kontratak Niemcy potrzebują kilku sekund, o czym boleśnie przekonały się i Anglia, i Argentyna.

Oni też unieważniają historyczne prawdy. Przez minione 20 lat na mundialach nie pokonali inaczej niż w rzutach karnych żadnej z globalnych potęg - Anglii, Argentyny, Brazylii, Francji, Hiszpanii, Holandii ani Włoch. Przez 80 lat nie zyskali tak powszechnej sympatii - grają z taką werwą, że w Durbanie trudno znaleźć tubylca, który nie życzyłby im złota.

Hiszpanie, co im się nie zdarza, wywołują letnie emocje. Od baskijskiego fana z San Sebastian usłyszałem, że zakładał odpadnięcie reprezentacji przed półfinałami, ale w głowie mu się nie mieściło, że przed półfinałami nie rozegra ona ani jednego meczu, który by go porwał. Dotąd, jak mówi, każdy był torturą.

Jeśli piłkarze trenera del Bosque wciąż będą działać na opak, wreszcie zagrają o złoto. Jeśli jak zwykle na mundialu zwyciężą Niemcy, też nastąpi dziejowy zwrot - wystąpią w finale po raz ósmy. Tego nie przeżyła nawet Brazylia.

Więcej o meczu

Lukas Podolski chce rewanżu za finał Euro 2008 ?

Rafał Stec z RPA: Niemcy zachwycają wielobarwnością ?

Jerzy Dudek o półfinale: Niemcy grają jak kiedyś Hiszpania ?

Fabregas może wrócić na bój o finał ?

 

Hiszpanie o Niemcach: najgroźniejszy rywal ze wszystkich na mundialu

Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca i Michała Pola

Więcej o: