Mundial 2010. Dojrzał! Bastian Schweinsteiger już nie jest maskotką

Przez lata Niemcy czekali, aż Bastian Schweinsteiger porzuci pozaboiskowe szaleństwa i skupi się na futbolu. Gdy w końcu dojrzał, doprowadził Bayern do mistrzostwa i Pucharu Niemiec oraz finału Ligi Mistrzów. Jest jednym z najlepszych piłkarzy mundialu i liderem reprezentacji Niemiec - korespondencja z RPA Michała Szadkowskiego.

- To moja kuzynka! - krzyczał do ochroniarzy 19-letni Schweinsteiger. Kłamał, kilka godzin wcześniej poznał dziewczynę w nocnym klubie. Chciał jej zaimponować i zabrał do centrum treningowego Bayernu, a potem ugościł w klubowym jacuzzi. Tam o 2 rano znaleźli ich ochroniarze.

Przez lata Schweinsteiger takimi wyskokami zapracował na opinię niedojrzałego smarkacza, który zbyt szybko dorobił się gigantycznych pieniędzy i bardziej zajmuje się ich wydawaniem niż wykorzystywaniem wielkiego talentu. Gdy na Euro 2008 dostał czerwoną kartkę za uderzenie Chorwata Jerko Leko, nawet kanclerz Angela Merkel

prosiła go, by przestał wyprawiać głupstwa.

- Nigdy nie tracił pewności siebie. Ma duszę wojownika. Od dziecka nie brakowało mu wytrzymałości, techniki i silnego strzału. Niestety, długo nie zdawał sobie sprawy ze swojego potencjału. Nie można powiedzieć, by był leniwy, ale zdarzało mu się robić głupie rzeczy - mówi Hermann Gerland, jego pierwszy trener w Bayernie.

Gdy młody piłkarz podpisał pierwszy zawodowy kontrakt z Bayernem, na treningi zaczął przychodzić po zakończonych nad ranem imprezach, z pomalowanymi na czarno paznokciami albo siwymi włosami. A raczej przyjeżdżać, zawsze najnowszymi modelami sportowych samochodów, które zmieniał bodaj po każdym mandacie za przekroczenie prędkości. Jego rekord na ulicach Monachium to 150 km na godzinę.

Nie przywiązywał się także do agentów, zwalniał ich co pół roku i każdego wysyłał do dyrektora klubu Uliego Hoenessa z prośbą o podwyżkę, co doprowadzało Hoenessa do szału.

Doradców dobierał sobie coraz gorszych, na mundialu w Niemczech jego nazwiskiem nazwano kiełbasę, a on sam reklamował salami. "Przez lata uważaliśmy go bardziej za maskotkę reprezentacji niż jej gwiazdę" - pisze "Der Spiegel".

Piłkę Schweinsteiger kopał na tyle dobrze, by utrzymać miejsce na skrzydle pierwszej jedenastki Bayernu i reprezentacji, ale z najlepszymi specjalistami na swojej pozycji nie mógł się równać. Przemieszczał się po boisku wolniej od Davida Silvy, dryblował gorzej od Arjena Robbena i strzelał mniej goli od Cristiano Ronaldo. Prezesi wielkich klubów nie palili się, by wydać na niego kilkadziesiąt milionów euro, raczej

nie groziło mu zdobycie "Złotej Piłki".

Przyśpieszony kurs dojrzewania zafundował mu Louis van Gaal. Przed sezonem nowy trener Bayernu mianował go kapitanem i przestawił na środek pomocy. Od Schweinsteigera miała zależeć gra najlepszej niemieckiej drużyny.

Średnio w meczu jego stopa dotykała piłkę ponad 100 razy. Żaden piłkarz Bundesligi nie wypracował takiej statystyki. Niezły skrzydłowy zmienił się w nowoczesnego środkowego pomocnika, który równie dobrze co z odbieraniem piłki radzi sobie z jej rozgrywaniem.

- Najważniejszą zmianą w ostatnich miesiącach jest to, że w końcu mogę grać na ulubionej pozycji. Dziękuję za to van Gaalowi. Wcześniej było mi ciężko, bo trenerzy uważali, że Jens Jeremies, Niko Kovac, Owen Hargreaves czy Michael Ballack lepiej nadają się do gry w środku pola - mówi 26-letni pomocnik.

W kadrze pomogły mu nieszczęścia kolegów. Przez kontuzje trener Joachim Loew zabrał na mundial najmłodszą niemiecką kadrę w historii. Nagle okazało się, że więcej występów od Schweinsteigera ma tylko pozbawiony charyzmy Miroslav Klose. Zabrakło też Ballacka, lidera reprezentacji przez lata, na którego młodzi piłkarze zrzucali odpowiedzialność za grę.

Choć kapitanem mianowano Philipa Lahma, piłkarze i trenerzy przyznają, że

liderem zespołu jest Schweinsteiger.

- Bastian przejął zadania Ballacka. Niesamowicie dorósł. Podoba mi się, jaki jest spokojny i skoncentrowany na najbliższych celach. Powtarza kolegom, że jeszcze nic nie osiągnęliśmy - mówi Loew. Po ćwierćfinale z Argentyną doceniła go prasa na całym świecie, a Franz Beckenbauer ogłosił najlepszym graczem turnieju. - Co się u niego zmieniło? Futbol stał się dla niego ważniejszy od fryzury - mówi legenda niemieckiej reprezentacji.

Psycholog kadry Hans-Dieter Hermann twierdzi, że w porównaniu z Euro 2008 nie sposób nie zauważyć zmian w mentalności Schweinsteigera. - Kiedyś po treningu jechałem do domu. Teraz dbam o ciało. Pilnuję wagi i diety. Staram się dorównać byłym kolegom Lucio i Ze Roberto, których uważam za wspaniałych profesjonalistów. Nie zależy mi na popularności gwiazdy muzyki pop. Chcę być dobrym piłkarzem - mówi Schweinsteiger.

Równie łatwo dostrzec zmiany w wizerunku. Zamiast salami reklamuje giełdę w Stuttgarcie, nie szturmuje drzwi centrum treningowego z kolejną półnagą nastolatką, od kilku lat spotyka się z modelką i dziennikarką Sarah Brandner.

Twierdzi, że w futbolu bardzo pomagają mu początki na stoku narciarskim. Schweinsteiger urodził się w alpejskiej miejscowości Oberaudorf, gdzie rodzice prowadzili sklep ze sprzętem narciarskim. Do 14. roku życia uważano go za jednego z najzdolniejszych niemieckich alpejczyków. Zrezygnował z przebicia osiągnięć Markusa Wasmeiera, bo nie odpowiadało mu taszczenie ciężkiego sprzętu. - Na stoku nauczyłem się radzić sobie z presją. W slalomie najlepszy po pierwszym przejeździe, drugi zaczyna na samym końcu. By utrzymać prowadzenie, musisz perfekcyjnie pokonać każdą bramkę - mówi Schweinsteiger.

W RPA czekają go jeszcze dwa zakręty. Dzisiejszy półfinał z Hiszpanią i niedzielny finał. Tylko jeśli oba zakończy zwycięsko, wróci do Oberaudorfu w pełni zadowolony. Cztery lata temu musiał się cieszyć z trzeciego miejsca na MŚ, dwa lata temu z wicemistrzostwa Europy. Teraz chce przywieźć do domu Puchar Świata, a jeśli wciąż będzie tak zachwycał, nagrodę dla najlepszego gracza turnieju.

Bastian Schweinsteiger

Więcej o: