Mundial 2010. Jerzy Dudek o półfinale: Hiszpanie grają jak kiedyś Niemcy

To pierwszy poważny sprawdzian Hiszpanów. Na ich korzyść przemawia to, że wreszcie spotkają się z drużyną, która nie tylko chce przeszkadzać, ale i walczyć, dlatego może być im łatwiej zagrać pięknie. Ale to Niemcy są faworytem - mówi Sport.pl bramkarz Realu Madryt.

Robert Błoński: Po raz pierwszy od 60 lat Hiszpanie są w najlepszej czwórce mistrzostw świata. Do półfinału w RPA awansowali jednak w bólach, z trudem wygrywając z Portugalią i Paragwajem po 1:0.

Jerzy Dudek: To nie był awans w efektownym stylu. Stać ich na więcej, na lepszą grę, ale są niebywale ostrożni, bo już raz - w pierwszym meczu ze Szwajcarią - zostali skarceni i byli nawet na krawędzi mundialu. Są przy piłce, prowadzą grę, tworzą sytuacje, ale nie są efektowni.

Gra drugiej linii opiera się na Inieście, a gole zawdzięczają niesamowitemu Villi.

- Hiszpanie grają jednym składem, trener Vicente del Bosque nie robi zmian. Opiera drużynę na zawodnikach Realu i Barcelony, którzy mają za sobą morderczy sezon w Primera Division, gdzie walka o tytuł trwała do ostatniej kolejki. Do meczu ze Szwajcarią przede wszystkim odpoczywali. Poważnie zagrali tylko przeciwko Polsce, ale w Murcii nie byliśmy dla nich żadnym zagrożeniem. Na mundialu nie mieli jeszcze poważnego testu, nie zagrali z przeciwnikiem, który próbuje czegoś więcej niż tylko przeszkadzać i bronić się. Mecz z Niemcami będzie dla nich takim testem jak dla Holendrów ćwierćfinał z Brazylią.

Mecz z Portugalią w 1/8 finału nie był takim sprawdzianem?

- Portugalia miała bardzo mało do zaoferowania. Hiszpanie dominowali, choć wygrali tylko 1:0. Gdyby szybko strzelili gola, grałoby się im łatwiej. Tak jak Barcelonie - kiedy prowadzi w lidze 2:0, mecz się właściwie kończy. Reprezentacji, jeśli nie strzela bramki, szybko kończy się pewność. Zawodnicy stają się nerwowi. Gra na pograniczu jednego gola, jak z Paragwajem czy Portugalią, wyzwala dodatkowy stres. Nie ma siły, żeby w pewnym momencie nie dostali zadyszki i nie pozwolili przeciwnikowi dojść pod bramkę.

A propos Portugalii - jak pan skomentuje katastrofalny występ na mundialu kolegi z Realu Cristiano Ronaldo?

- Nie miał wsparcia. Zbyt wiele wziął na siebie, jeden człowiek sam nie wygra mundialu, a takie były oczekiwania. Dziś ważniejszy od gwiazd jest zespół. Widać to na przykładzie Argentyny - jeden Messi nie był w stanie wygrać z Niemcami. Portugalia ma niezłych piłkarzy, którzy nie stworzyli zespołu. Ale Ronaldo się odrodzi, to wciąż jeden z najlepszych piłkarzy świata. Słyszałem, że został ojcem, w przyszłym tygodniu wracam do Madrytu, więc może młody tata postawi jakieś "ojcowskie" piwo.

Wracając do Hiszpanów, czy nie sprawiają wrażenia zmęczonych?

- Widać, że brakuje im świeżości. Ich cel jest jeden: awansować do finału, obojętnie w jakim stylu. Na razie udaje im się wygrywać.

Na czym polega fenomen Villi i czy trener del Bosque nie jest za bardzo przywiązany do Fernando Torresa, który gra słabo?

- Torres ma gigantyczny kredyt zaufania. Strzelił gola w finale wygranych przez Hiszpanów mistrzostw Europy w 2008 roku, jego bramka pozwoliła drużynie przełamać kompleks wielkich turniejów. W RPA jest słaby, nie wrócił do formy sprzed wiosennej kontuzji kostki. Moim zdaniem powinien usiąść na ławce. Llorente byłby lepszym rozwiązaniem w jedenastce. Przeciwko Portugalii wniósł ożywienie do ataku, miał trzy okazje. W każdym meczu Hiszpanie mają ciężkie chwile, gdy środkowy napastnik nie porusza się, jak trzeba, nie wychodzi do podań. Torres bardziej by się przydał na ostatnie 20-30 minut niż na pierwszą godzinę. Napastnik musi mieć świeżość, dzięki której potrafi wykorzystać intuicję. Jeśli jest zmęczony, brakuje jednego i drugiego. Villa wykorzystuje słabą dyspozycję Torresa. Słabsza forma jednego pozwala błyszczeć drugiemu.

Nie jest pan rozczarowany drugą linią Hiszpanów?

- Jestem. Grają jak na zaciągniętym hamulcu ręcznym. Xavi w klubie jest inaczej ustawiany. Lepiej się czuje przed linią obrony. W kadrze gra tuż za napastnikiem, to nie jest jego wymarzona pozycja, bo ma mniej miejsca.

A hiszpańscy bramkarze? Żadna reprezentacja nie ma trójki o tak wysokich umiejętnościach. Jak Valdes z Barcelony i Reina z Liverpoolu znoszą to, że numerem jeden wiecznie jest Casillas?

- Duża w tym zasługa trenera bramkarzy Jose Ochotorreny. Świetny facet, strateg i trener. Znam go, bo pracowaliśmy razem w Liverpoolu. Valdes i Reina są numerami jeden w klubach, w kadrze broni Iker, a oni akceptują swoją rolę. Atmosfera między nimi jest świetna, wiem to, bo Iker po każdym meczu kadry wraca do klubu szczęśliwszy. Kiedy wszystko dookoła funkcjonuje, jak trzeba, Iker skupia się na grze, ma spokojną duszę i pokazuje swoje umiejętności. Jego rola jest tym trudniejsza, że rywale stwarzają sobie niewiele sytuacji, a on w każdym momencie musi być skoncentrowany.

Obroniony w meczu z Paragwajem karny zadedykował właśnie Ochotorrenie. Pepe Reina podpowiedział, jak strzela rywal. Paragwajczyk Cardozo strzelał mu dwa karne, kiedy Liverpool grał z Benficą. Za każdym razem uderzał w prawy róg. Dziś nikt nie mówi, że Casillasa rozprasza stojąca za bramką reporterka, która jest jego sympatią. Ale temat wróci, jak tylko przepuści gola.

Obecna Hiszpania jest słabsza od tej, która wygrała Euro. Niemcy z 2010 roku są lepsze od tej drużyny z przegranego 0:1 finału Euro. Kto jest faworytem środowego półfinału?

- Oba zespoły zamieniły się rolami. Hiszpanie grają jak kiedyś Niemcy. Wyrachowany, momentami nudny i przewidywalny futbol. Sporo kalkulują. Niemcy przejęli hiszpański polot, fantazję i radość. Przed Euro 2008 Hiszpania nie była faworytem. Więcej jako o kandydacie do złota mówiło się o Niemcach.

Teraz odwrotnie. To zespół del Bosque poleciał do Afryki po tytuł, a młoda drużyna Loewa - sprawić niespodziankę. Presja wyniku jest u Hiszpanów widoczna. W bezpośredniej konfrontacji, choć kibicuję Hiszpanom, faworytem są Niemcy. Mają idealny moment na rewanż za Euro.

Kto zagra w finale?

- Fajnie powiedział Mirek Trzeciak. Że historia piłki jest coś winna Hiszpanom i Holendrom. Pięknie potrafią grać, dały światu wybitnych piłkarzy, ale nigdy nie zdobyły mistrzostwa świata. Finał Holandia - Hiszpania byłby cudowny, ale ten z udziałem Niemców i Holendrów też może być niepowtarzalny.

Więcej o: