MŚ 2010. Niemcy - Argentyna. Wielka rewolucja misia Jogiego

Selekcjoner Niemców Joachim Löw przez sześć lat zmienił reprezentację w profesjonalną i nowoczesną organizację. Nawet zdobycie mistrzostwa świata nie musi mu jednak zapewnić przedłużenia kontraktu.

Gdy przed poprzednim mundialem Jürgen Klinsmann włączył do sztabu reprezentacji amerykańskich fizjologów, decyzja nie spodobała się nikomu. Futbolowe autorytety i niemieccy kibice pytali trenera, co specjaliści zza oceanu mają wnieść do kadry. Zamilkli dopiero, gdy zauważyli zależność między ich pracą a biegającymi bez wytchnienia piłkarzami.

Cztery lata temu Klinsmannowi pomagał Löw. Gdy przejął kadrę, metody swojego mistrza udoskonalił. Dziś wokół niemieckich piłkarzy uwija się 38 specjalistów, w tym trzech trenerów od przygotowania fizycznego, czterech lekarzy, czterech fizjologów i dwóch skautów. Pięć osób odpowiada za organizację zgrupowań i podróży, tyle samo za kontakty z mediami. - Wszyscy pracują, by nasi zawodnicy przystępowali do meczów w jak najlepszej formie - tłumaczy asystent Löwa Hansi Flick.

Przed każdym zgrupowaniem reprezentanci dostają grafik z zaplanowaną każdą minutą, na której brakuje chyba tylko wyszczególnienia czasu przeznaczonego na mycie zębów i założenie lewego buta. - Zależy nam, by przygotować się niezwykle szczegółowo - tłumaczy 50-letni selekcjoner.

Jego metodami tłumaczy się tak szybkie zgranie młodej reprezentacji. Gdyby na początku maja spytać Löwa o pierwszą jedenastkę na mundial, pewnie zmieściłby w niej kilku piłkarzy, którzy, jak się okazało, do RPA nie dojechali. Kontuzje wyeliminowały Michaela Ballacka, René Adlera, Heiko Westermanna, Christiana Traescha, już wcześniej, przez uraz z kadry wypadł Simon Rolfes. - Baliśmy się, że bez nich w naszej drużynie zabraknie liderów. Jesteśmy dumni z tego, jak radzą sobie młodzi piłkarze - mówi dyrektor reprezentacji Oliver Bierhoff.

Löw, nazywany przez media Jogim, postawił jednak nie tylko na świetną organizację. Razem z Klinsmannem wymarzył sobie drużynę grającą ofensywny futbol. Zależało im na zmianie wizerunku niemieckiej reprezentacji wcześniej wyróżniającej się zwycięstwami, ale nie efektownym stylem gry. Nie znaleźli poparcia nawet w związku, gdzie władzę przejął Matthias Sammer. Najlepszy piłkarz Europy z 1996 r. kierował się zupełnie inną ideologią. Zależało mu wyłącznie na zwycięstwach. Zmienił świętą w futbolu juniorskim zasadę, że trenerów powinno się rozliczać nie z triumfów, a liczby piłkarzy, którzy trafią do pierwszej reprezentacji. - W efekcie zostaliśmy niedawno mistrzami Europy U-17, U-19 i U-21. Ale tamte zespoły kopią piłkę według starego niemieckiego wzorca. Ich meczów oglądać nie sposób. Wspierani przez Sammera selekcjonerzy cenią inne umiejętności niż Löw. Dlatego kariera w reprezentacjach juniorskich zachwycającego w RPA Thomasa Müllera ogranicza się do kilku spotkań - mówi niemiecki dziennikarz.

Za zmianę stylu gry selekcjonerów regularnie obijała też prasa. Zarzucała im niedocenianie znaczenia defensywy i koncentrowanie się na ataku. - W krytyce najdalej posuwał się "Bild". Jego również dotknęły zmiany Löwa i Klinsmanna. Najpoczytniejsza niemiecka gazeta ma świetne kontakty w związku, działacze regularnie dostarczają jej ekskluzywnych informacji. Podobne zwyczaje panowały w reprezentacji. "Bild" dzień przed meczem dostawał od członków sztabu lub piłkarzy skład, można było mieć wrażenie, że reporter gazety siedzi na odprawach. Klinsmann i Löw z tym skończyli. Także dlatego na mundial nie pojechał Kevin Kuranyi blisko współpracujący z brukowcem. Trener bał się, że wszystko, co powie, następnego dnia przeczyta kilka milionów ludzi. "Bild" jest dziś traktowany jak każda inna gazeta. Nie podoba się to jej szefom, którzy żalą się działaczom związku - mówi niemiecki dziennikarz freelancer. Franz Beckenbauer, od którego wciąż wiele w niemieckim futbolu zależy, jest felietonistą "Bilda".

Kilka miesięcy temu z tej gazety selekcjoner dowiedział się również, że jego kontrakt zostanie przedłużony. Ogłosił to prezes związku Theo Zwanziger. Löw odpowiedział, że do przedyskutowania pozostało jeszcze kilka punktów i ostatecznie obie strony się nie dogadały. Poszło o władzę, Löw i jego sztab chcieli osłabić pozycję Sammera. Przegrali, dziś mistrz Europy z 1996 r. jest głównym kandydatem na jego następcę. Kibice powinni się więc cieszyć grą niemieckiej reprezentacji, koniec odpalania fajerwerków może być bliski.

Maradona wyśmiewa Bastiana Schweinsteigera ?

Więcej o: