MŚ 2010. Brazylia szara ale jara

Na taką Brazylię wszyscy się krzywią i będą krzywić. Ale jest potwornie mocna. Tradycyjnie rozbiła Chilijczyków, tym razem 3:0. Teraz przed nią szlagierowy ćwierćfinał z Holandią.

Więcej o meczu Brazylia - Chile znajdziesz tutaj ?

Przez pół godziny nie spróbowali ani jednego oryginalnego zagrania, a kiedy Robinho wymyślił sobie, że poda piętą, trafił piłką w nogę. Własną. Oto nowa reprezentacja Brazylii. Tak niewyraźna w ruchach, że nawet jej kanarkowe koszulki szarzeją.

Pierwszego gola strzeliła, bo Maicon precyzyjnie dośrodkował z rzutu rożnego, a obrońca Juan najwyżej wybił się w polu karnym. Oto nowa reprezentacja Brazylii. Statystycy twierdzą, że 46 proc. bramek zdobywa ze stałych fragmentów.

Zanim faworyci objęli prowadzenie, nie zademonstrowali na boisku niczego, co dałoby się zapamiętać. Jedyny groźny strzał oddał Gilberto Silva, dla rodaków jeden z żywych dowodów, że trener Dunga błądzi. Uderzał, choć ośmielił się nie zdobyć bramki od przeszło 80 spotkań, ustanawiając - i nadal śrubując - nieoficjalny rekord wśród pomocników brazylijskiej kadry. Oto nowa reprezentacja Brazylii...

"Canarinhos" trudzili się także dlatego, że rywale postanowili odciąć im dopływ tlenu. Nie naskoczyli na faworyta wszystkimi siłami, obrali strategię kontrataku, każdego Brazylijczyka przy piłce na swojej połowie natychmiast otaczali w kilka osób. Okazało się, że Marcelo Bielsa, trener znany jako autor pięknych katastrof, jednak nie jest samobójcą. Okazało się, że chciał wygrać.

Można było oczekiwać czego innego - chilijskich fajerwerków za cenę klęski. Legendarny Johan Cruyff, który zawsze żąda show, złożył tej reprezentacji hołd w holenderskim "De Telegraaf". "To najlepsza drużyna, jaką widziałem na tym mundialu" - napisał. "Wykreowała więcej akcji niż wszyscy inni finaliści razem wzięci. Przejęła od Holandii rolę najaktrakcyjniejszej drużyny na turnieju, która nigdy nie zdobywa głównej nagrody, ale wszyscy dyskutują tylko o niej. Chilijczycy tak jak my oferują coś ekstra, rozumieją, że choć szanse na tytuł są ograniczone, to tylko od nich zależy, ile przyjemności dadzą fanom".

W poniedziałek Cruyff prawdopodobnie się rozczarował, bo jego ulubieńcy najpierw nie chcieli ryzykować dla publiki, a potem okazało się, że umieją za mało, by pięciokrotnym mistrzom świata poważnie zagrozić. Przygotowali się rzetelnie, w przeddzień meczu Dunga po 15 minutach treningu go zamknął, bo wśród widzów dostrzegł Francisco Meneghiniego, asystenta Bielsy.

Wszystko na próżno. Brazylijczycy wciąż wywołują wrażenie, jakby byli w stanie nigdy nie tracić gola, gdyby tylko zechcieli. Korea Płn. i Wybrzeże Kości Słoniowej po jednym zdobyły, bo faworyci poczuli się w końcówce zwycięzcami i totalnie rozluźnili. Dopóki grają skupieni, trudno choćby oddać strzał, który zmusiłby bramkarza Julio Cesara do energiczniejszego wyrzutu ramion.

Atutów długimi minutami nie zdradzają. Harują. Przeszkadzają grać przeciwnikowi, zniechęcają go do walki, lubią użyć nieczystego chwytu, a kiedy wyczują odpowiedni moment, przeprowadzają akcję - przed drugim golem to był kontratak - w której każde dotknięcie piłki zdradza najwyższą klasę. To drużyna wybitnie nieprzyjemna, bo pokonanym nie oferuje nawet pocieszenia, że ulegli futbolowym półbogom. Jedyny nawiedzony drybler Robinho, owszem, strzelił wczoraj gola (trzeciego), ale ani razu nie wywinął stopą skutecznie i zarazem efektownie, by pokryć kibiców gęsią skórką. Cruyff musiał oglądać z niesmakiem, o ile w ogóle długo w oglądaniu wytrwał.

Na taką Brazylię wszyscy się krzywią i będą krzywić. Co trener Dunga przyjmuje już wyłącznie z ostentacyjnym znużeniem. - Musimy zawsze wygrać. Jak wygrywamy, to słyszymy, że musimy jeszcze dać spektakl. Jak dajemy spektakl, musimy jeszcze strzelić siedem-osiem goli. Jak strzeliśmy siedem-osiem goli, to się okazuje, że przeciwnik był słaby - opowiada o swoim losie brazylijski selekcjoner.

Sam go sobie wybrał, Chilijczykom pewnie wszystko jedno - pecha mają do "Canarinhos" niesłychanego, przegrali po raz ósmy z rzędu, a stracili w tych meczach aż 29 goli, trenera Bielsę w końcówce wpędzili w ewidentną depresję. Dotąd się na mundialu podobali, w zderzeniu z brazylijskim pancerzem okazali się kopią Holandii marną. W piątek pierwszy wielki test faworytów bukmacherów - zobaczą z bliska pomarańczowy oryginał.

Brazylia - Chile 3:0. Bramki z meczu

Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca ? i Michała Pola ?

Więcej o: