MŚ 2010. Chilijczycy w meczu z Hiszpanią - tańczyli i popełnili popisowe samobójstwo

Najpierw popisowo tańczyli między nogami rywali, potem popełnili popisowe samobójstwo. To sporej mierze dzięki Chilijczykom Hiszpanie wypełnili obie misje - dzięki zwycięstwu 2:1 awansowali do 1/8 finału i uniknęli Brazylii. Korespondencja Rafała Steca z Pretorii.

O dziwo, to akurat bramkarz Claudio Bravo składał najżarliwsze wyznania wiary. Wiary w futbol bezkompromisowy, do upojenia ofensywny, wykluczający próby ostrożnego dodreptania do remisu, który dawałby reprezentacji Chile pozycję lidera w grupie.

Nie wiemy, czy Bravo szeptał sobie pod nosem to świadectwo jeszcze w trakcie gry, ale w 30. minucie zatracił się kompletnie. W daleką podróż poza pole karne wyruszył znienacka i bez powodu, jakby uznał, że on też musi wyrwać do przodu. Gdyby wytrzymał między słupkami, goniącym piłkę Fernando Torresem zaopiekowałby się obrońca. Ale bramkarz sam spróbował wślizgu. Gdy piłka spadła pod nogi Davida Villi, ten musiał ją tylko kopnąć do pustej bramki.

Kopnąć lewą nogą, którą nazwalibyśmy jego słabszą, gdyby którąkolwiek nogę tego napastnika wypadało nazwać słabszą. Villa przymierzył idealnie, futbolówka pofrunęła blisko 40 metrów, wpadła do siatki.

Ależ to była piękna katastrofa! Chilijczycy znów atakowali bajecznie, od pierwszej minuty tańcząc między hiszpańskimi nogami. To oni przerzucali piłkę nad głowami rywali (Jorge Valdicia), zgrabnie nad nią przeskakiwali, by przeciwnika zgubić (Jean Beausejoir), dryblując manipulowali stopami z taką prędkością, że mnożyły się w oczach (Alexis Sanchez). Każdą akcję ozdabiali zagraniami perłami, których spodziewaliśmy się raczej po Hiszpanach. Mistrzowie Europy głównie się ich pląsom przyglądali i oddychali z ulgą, kiedy bramka Ikera Casillasa jakimś cudem pozostawała nietknięta.

Być może Chilijczycy wirowali zbyt szybko, być może głowy zwyczajnie musiały im poodpadać.

Stracił ją bramkarz, ale na karkach kolegów z pola też ledwie się trzymały. Chilijczycy ścinali faworytów z nóg zbyt często, zbyt pochopnie, zbyt ostro. I nawet jeśli Marco Estrada nie zasłużył na drugą żółtą kartkę akurat wtedy, gdy sędzia wypędził go do szatni - po dość przypadkowym splątaniu nóg z Torresem - to niewykluczone, że zasłużył na nią chwilę wcześniej.

Hiszpanie zyskali przewagę liczebną w tym samym momencie, w którym wracający po kontuzji Andres Iniesta strzelił dla nich drugiego gola. Chyba wszyscy na stadionie poczuli, że mecz został rozstrzygnięty.

Gdyby Chilijczycy nie pogubili głów, mogliby sprawić kolejną sensację, wyrzucając z turnieju trzecie europejskie mocarstwo. Dokonaliby wyczynu jeszcze bardziej zdumiewającego niż ci, którzy pobili Włochów oraz Francuzów. O ile bowiem wcześniejsze ofiary - mistrzowie świata i wicemistrzowie - uchodziły za faworytów ze względów historycznych (od zdobycia tytułów minęły cztery lata, czyli wieczność), o tyle Hiszpanie pracowali na znakomitą opinię każdym meczem ostatnich lat. Kto zerknął, z jak urzekającą swobodą obijali dowolnego rywala, błyskawicznie dochodził do wniosku, że pierwszy mundialowy medal dla tej reprezentacji będzie dziejową sprawiedliwością.

Gdyby teraz zerknąć w suche szczegółowe statystyki, wydawałoby się, że wszystko przebiega zgodnie z oczekiwaniami. Bilans Hiszpanów po dwóch kolejkach wyglądał jak zwykle: najwięcej strzałów, najwięcej podań, najdłuższe utrzymywanie się przy piłce. Tyle że jeden mecz przegrali. I w piątek walczyli o przetrwanie.

Przetrwali, zapracowali na wspaniałą nagrodę - zamiast zetrzeć się z Brazylią już w 1/8 finału, mogą na nią wpaść dopiero w pojedynku o złoto.

Czy Hiszpania dotrze aż tam? Na razie wiemy niewiele. Szwajcarzy ją zakneblowali i wygrali, Hondurańczycy grali z przerażeniem w oczach, Chilijczycy sami sobie wyrządzili krzywdę, choć od początku przeważali.

Gdyby wybiegali przynajmniej remis, reprezentacje z Ameryki Południowej pozostałyby po rundzie grupowej niepokonane. Nie udało się, ale wszystkie utrzymały się w turnieju - piłkarze Marcelo Bielscy także dzięki niezdarności Szwajcarii, która nie poradziła sobie ze słabiuteńkim Hondurasem. Teraz na Chilijczyków czeka Brazylia. A nas - jeśli tym razem mocno osadzą głowy na karkach - powinien czekać piękny mecz.

Hiszpania - Chile. Bramki z meczu

Więcej o: