RPA 2010. Źle się dzieje w państwie duńskim

Dania - Japonia 3:1. Gang Olsena rozbity. Dwa fenomenalne strzały z rzutów wolnych dały awans Japończykom, którzy w 1/8 finału spotkają się z Paragwajem.

- Zdajemy sobie sprawę ze stawki meczu - mówił przed meczem szkoleniowiec Danii Morten Olsen. - To nasz mały finał, więc musimy go wygrać. Od początku turnieju rywale preferują bardzo defensywny styl gry, więc spodziewam się, że strzelić im bramkę nie będzie łatwo - przyznał.

W podobnym tonie wypowiadał się napastnik Duńczyków Nicklas Bendtner. Na pytanie jednego z duńskich dziennikarzy, co zadecyduje o zwycięstwie, z pewnością w głosie wypalił: - Mój wzrost.

Potrzebujący remisu Japończycy nie ukrywali, że liczą na broń, która dała im sukces z Kamerunem i napsuła wiele krwi aspirującym do złota Holendrom. Po mało widowiskowej, ale niezwykle konsekwentnej grze w defensywie filigranowi azjaci realizują brawurowe zapowiedzi swojego selekcjonera Takeshiego Okady, który przed wylotem do RPA zapowiedział, że jedzie zająć w nich miejsce w strefie medalowej.

- Trener przekonał nas, że mamy niepowtarzalną szansę, by wyjść z grupy. Tłumaczył nam, jak wielka szansa przed nami stoi. Postaramy się go nie zawieść - mówił przed meczem kapitan "Niebieskich Samurajów" Makoto Hasebe. Z kolei jedna z japońskich gazet zapowiedziała, że jeśli Duńczycy nie sforsują "azjatyckiego catenaccio" redakcja wystawi swoim piłkarzom pomnik. Na forach upojeni entuzjazmem kibice błagali piłkarzy, by "wysłali duńskich drwali do lasu".

Mały finał Olsena już po kwadransie stał się jego koszmarem, kiedy rywale bez trudu przemieszczali się między mało ruchawymi Skandynawami. Duńczycy mieli problem nie tylko ze stwarzaniem sobie sytuacji pod bramką Eijiego Kawashimy, ale nie potrafili wymienić 3-4 podań. Japończycy - tak jak w poprzednich dwóch spotkaniach - gdy tylko mieli piłkę przy nodze, w błyskawicznym tempie zdobywali teren. Kiedy w 17. minucie cudownym strzałem z rzutu wolnego popisał się Keisuke Honda, mistrzowie Europy z 1992 potrzebowali już dwóch bramek do awansu. Niecały kwadrans później nie brzydsze uderzenie Yusuhito Endo zakończyło sprawę. Duńczycy wyglądali jak bokser po dwóch liczeniach. Niby stali na nogach, niby chcieli dalej walczyć, ale jedyną ich myślą był strach przed większą kompromitacją. Japończykom brakowało tylko uśmiechu na twarzy, kiedy raz po raz ogrywali bezradnych Duńczyków.

Wzrost Bendntera, który miał być ich atutem, stał się symbolem klęski. Duńczycy razili nieporadnością i rozkojarzeniem. Kiedy tuż po przerwie nie po raz pierwszy w tym meczu pomylił się Thomas Soerensen w Japończyków wstąpiły nowe siły. Za gaszenie ich temperamentu wziął się więc sędzia Jerome Damon, który już w 12. minucie za opóźnianie gry pokazał Endo żółtą kartkę. Arbiter przyznał Duńczykom wątpliwy rzut karny, który dopiero na raty wykorzystał najsłabszy na boisku Jon Dahl Tomasson.

Kontaktowa bramka przywróciła Duńczykom nadzieję, ale nie poszły za tym żadne argumenty piłkarskie. Japończycy w obawie przed remisem (który i tak dawał im awans) podkręcili tempo i po najładniejszej akcji meczu z nieukrywaną satysfakcją dobili słaniających się na nogach rywali.

Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca i Michała Pola

Więcej o: