MŚ 2010. Nadzieja Francji na lepszą przyszłość

Francuzi nie pozostawili suchej nitki na reprezentacji, która zajęła ostatnie miejsce w grupie A. Ale mają nadzieję na lepszą przyszłość z nowym trenerem, pierwszym z pokolenia mistrzów świata 1998 roku - Laurentem Blankiem.

Futbol stał się we Francji sprawą wagi państwowej, ale to przecież Albert Camus powiedział, że "spośród rzeczy najmniej ważnych futbol jest rzeczą najważniejszą". Prezydent Francji Nicolas Sarkozy, który oglądał mecz z RPA we własnym gabinecie, wezwał na czwartek do Pałacu Elizejskiego Thierry'ego Henry'ego. "Prezydent dzwonił do Henry'ego, żeby powiedzieć, że chce go zobaczyć od razu po powrocie" - głosi komunikat Pałacu Prezydenckiego. Najpierw jednak na robocze spotkanie dotyczące reprezentacji piłkarskiej Sarkozy zaprosił: premiera François Fillona, minister sportu Roselyne Bachelot i sekretarz państwa ds. sportu Ramy Yade. Rzecznik prasowy rządu powiedział, że prezydent życzy sobie, by "decyzje dotyczące kadry były podjęte ze spokojem i rozwagą".

Czwartkowe wydania gazet francuskich politycznej poprawności w ocenach nie zachowały i nie szczędziły słów krytyki. "Koniec świata" - pisze dziennik "L'Equipe". "Robić z ludzi głupków może być zabawną grą, ale trzeba wiedzieć, kiedy przestać" - to początek głównego komentarza gazety. "Vae Victis" (biada zwyciężonym) - pisze "Liberation". "Żałosne, śmieszne, wstydliwe... trudno znaleźć słowa, żeby opisać dokonania reprezentacji Francji na tych mistrzostwach świata" - komentuje "Le Parisien". "Dzięki, chłopaki. Zepsuliście Francuzom wakacje" - to ironiczne pożegnanie z tą kadrą tej gazety.

Wśród winnych media, sondaże, byli piłkarze i trenerzy jednym tchem wymieniają: trenera bez charyzmy, aroganta kończącego swoją pracę w kadrze haniebnym gestem (nie podał ręki trenerowi RPA Carlosowi Alberto Parreirze) Raymonda Domenecha, federację z umywającym ręce przy pojawieniu się każdej z afer Jeanem-Pierre'em Escalettesem i piłkarzy zarabiających miliony. W "Le Monde" historyk sportu Philippe Teteart mówi o upadku zrodzonego w 1998 roku po zdobyciu tytułu mistrzowskiego mitu zjednoczenia się Francji wokół piłkarskiej reprezentacji.

Ale właśnie w sukcesie sprzed 12 lat Francuzi upatrują źródeł odrodzenia reprezentacji. Na scenę po Domenechu wchodzi Laurent Blanc - mistrz świata z 1998 roku. 44-letni szkoleniowiec zdobył mistrzostwo Europy dwa lata później, był zawodnikiem wielkich europejskich klubów: Barcelony, Interu, Manchesteru Utd., we Francji m.in. Marsylii. Po zakończeniu kariery piłkarskiej, zanim podjął się pracy szkoleniowej, pobrał doskonałe wykształcenie trenerskie i menedżerskie. Przez trzy sezony pracował w Bordeaux, w debiucie zdobył wicemistrzostwo Francji, w drugim - mistrzostwo.

Jest postacią lubianą, również w Europie (miał ofertę z Interu przed mundialem, ale wybrał kadrę trójkolorowych), przeciwieństwem Domenecha. Będzie mu o tyle łatwiej, że wszyscy jego koledzy z reprezentacji obsadzili stanowiska komentatorskie w niemal wszystkich liczących się francuskich mediach: w Canal + są Marcel Desailly i Christophe Dugarry, w "L'Equipe" - Dugarry, Bixente Lizarazu i Emmanuel Petit, w TF1 - Frank Leboeuf, w Orange Sport - Christian Karambeu i Youri Djorkaeff, wszechobecny jest Zinedine Zidane i trener Aimé Jacquet. Największy konkurent Blanca Didier Deschamps walczyć będzie w Lidze Mistrzów z Olympique Marsylia. Niektórzy jednak już zadają pytania, jak nowy trener poradzi sobie z niezależnością. Jego menedżerem jest bowiem Jean Bernes, który prowadzi również interesy Francka Ribery'ego i Samira Nasriego. Czy będzie go stać na to, by odsunąć od drużyny Ribery'ego właśnie? Pomocnik Bayernu Monachium stał na czele buntu, który doprowadził do bojkotu niedzielnego treningu tuż przed meczem z RPA.

Na stronie internetowej dziennika "Le Figaro" na pytanie, czy Blanc podźwignie reprezentację Francji, 75 proc. z 25 tys. ankietowanych odpowiedziało, że poradzi sobie z tym karkołomnym na dziś zadaniem.

Bunt w buncie

- Nie ukryję niczego, powiem całą prawdę o tym, co się wydarzyło - zapowiedział odsunięty od meczu z RPA były kapitan reprezentacji Francji Patrice Evra. Zapowiedział zwołanie konferencji prasowej. Do mediów przedostają się jednak już teraz kolejne informacje o tym, co wydarzyło się w kadrze trójkolorowych, zwłaszcza w niedzielę po wyrzuceniu z reprezentacji Nicolasa Anelki. "La Nouvel Observateur" odsłania kulisy strajku piłkarzy, którzy postanowili nie wyjść na niedzielny trening. "Wszyscy piłkarze bez wyjątku postanowili sprzeciwić się decyzji federacji o wykluczeniu Anelki" - tygodnik cytuje najpierw fragment komunikatu zawodników i od razu dodaje, że ten fragment nie ma nic wspólnego z tym, do czego rzeczywiście doszło w autobusie. Trzech piłkarzy: Hugo Lloris, Bacary Sagna i Yoann Gourcuff, chciało wyjść na trening. Przeszkodzili im w tym: Evra, Eric Abidal i Ribery. "Zagrozili fizycznie pierwszej trójce i wszystko to omal nie zamieniło się w totalną bójkę".

Francuzi do kraju wrócą w czwartek rano, ale nie wszyscy. Od drużyny odłączył się Florent Malouda, który - jak podaje agencja AFP - wyleciał w nieznanym kierunku już w środę z lotniska w George. Reprezentacja wyląduje w podparyskim La Bourget, na wszelki wypadek władze federacji poprosiły gospodarzy lotniska o "zakaz wstępu dla publiczności".

Więcej o: