Mundial 2010. Przed meczem Hiszpania - Honduras. Mistrzowie się lękają

Hiszpanie byli absolutnymi faworytami. W RPA nawet nie wylądowali, przed inauguracją mundialu wciąż unosili się nad ziemią. W poniedziałek o 20.30 walczą, by przetrzymać pierwszą rundę - pisze z Johannesburga Rafał Stec.

Przed dwoma laty we wspaniałym stylu zdobyli złoto mistrzostw Europy, od czterech lat wygrywali ze wszystkimi, o odosobnionej na dystansie 48 meczów wpadce - w półfinale Pucharu Konfederacji z USA - zdążyli już zapomnieć.

W grupie wpadli na rywali, z którymi nie przegrali jeszcze nigdy. Z Chile, Szwajcarią i Hondurasem nawet remisy przytrafiały im się rzadko.

Trener Vicente del Bosque miał wypełnić misję, którą już z powodzeniem wypełniał. W Realu Madryt zastał niegdyś gromadę wybitnych futbolistów, wystarczyło im nie przeszkadzać. Podołał, królewski klub zwyciężył w Lidze Mistrzów.

W reprezentacji Hiszpanii zastał ludzi, którzy wygrywają wszędzie i wręcz od niechcenia. Xavi, Iniesta, Pique, Puyol, Fabregas, Torres, Villa - wszyscy albo trofea kolekcjonują, albo otoczenie im współczuje, że ich nie kolekcjonują, bo koledzy ustępują poziomem.

Rodacy nie pytali, czy Hiszpanie osiągną na mundialu sukces. Pytali, czy osiągną go w porywającym stylu.

Twarde lądowanie zafundowali im na swoich prawach przeciętni Szwajcarzy. Zwyciężyli 1:0, zagrali według wzorców doskonale znanych z Ligi Mistrzów wirtuozom barcelońskim. Stłoczyli się przed polem karnym i w nim, zmusili faworytów do przerzucania piłki górą, a tam niskim Hiszpanom zapanować nad nią trudno. Im wyżej lata, tym oni zdają się rozpaczliwiej niepozorni.

Tamten mecz to największa dotychczas sensacja turnieju.

Tak duża, że hiszpańska federacja musiała już oficjalnie informować, iż posada trenera del Bosque pozostaje niezagrożona i niezależnie od wydarzeń mundialowych ją zachowa także w eliminacjach do Euro 2012. Co więcej, jego zwierzchnik - prezes Angel Villar Mar - na wszelki wypadek ogłosił, że odpadnięcie mistrzów Europy w pierwszej rundzie wcale nie byłoby katastrofą.

Słowem, Hiszpanie są w ciężkim szoku. Piłkarze, by się rozluźnić, pojechali całą kadrą na safari, ale po południu między słoniami i lwami wcale nie wyglądali na zrelaksowanych. Niektórzy brzmią, jakby poważnie obawiali się kompromitacji. Nie zauważają, że w środę mieli wyjątkowego pecha, bo kanonada na szwajcarską bramkę trwała od pierwszego do ostatniego gwizdka.

Mimo to del Bosque mówi, że jego piłkarze wysłali światu bardzo istotny sygnał. Ujawnili swoją słabość.

Fernando Torres obiecuje, że drużyna nie wyrzeknie się się swojego stylu gry. - To on dawał nam sukcesy, pojedyncze niepowodzenie niczego nie przekreśli - mówi. - Nie możemy zwariować i tak łatwo stracić pewności siebie po jednym meczu, musimy pozostać wierni ideałom. Jeśli pójdziemy na dno, zrobimy to w dobrym stylu - dodaje napastnik Liverpoolu.

Hiszpanie przycichli, choć w kolejnych meczach są zdecydowanymi faworytami. Dzisiejsi rywale - z Hondurasu - uprawiają futbol beztroski i upstrzony błędami, a Chilijczycy, już mocniejsi, nie umieją powstrzymać się od frontalnej ofensywy. Idą na wymianę ciosów z każdym, co piłkarzom del Bosque powinno sprzyjać. Dlatego hiszpański selekcjoner rozmyśla nad taktyką jeszcze śmielszą niż wymierzona w Szwajcarię - skupionego na obronie dryblasa Sergio Busquetsa chce wymienić w środku pola na wszechstronniejszego Ceska Fabregasa. W pierwszym meczu zaskoczył wszystkich, bo pełne 90 minut przetrzymał rozgrywającego Arsenalu na ławce rezerwowych. Skrytykował go m.in. Luis Aragones, który po złoto Euro 2008 parł zawsze z jednym defensywnym pomocnikiem.

Mistrzowie Europy walczą nie tylko o awans do kolejnej rundy. Jeśli wyjdą z grupy jako wiceliderzy - co grozi nawet w razie dwóch zwycięstw - już w 1/8 finału wpadną prawdopodobnie na Brazylię, głównego pretendenta do złota nie tylko według bukmacherów.

24

strzały oddali Hiszpanie w meczu ze Szwajcarią

8

było celnych

63

procent czasu mistrzowie Europy posiadali piłkę

19

dośrodkowań miał Jesus Navas. Spędził na boisku ledwie 28 minut

Więcej o: