MŚ 2010. Szwajcaria po sensacji: Święty, Bóg, Ottmar

Po zwycięstwie z Hiszpanią 1:0 prasa domaga się szwajcarskiego obywatelstwa dla Ottmara Hitzfelda. Niemiecki geniusz taktyki z zespołem średnich piłkarzy sprawił największą sensację na mundialu w RPA - pisze z RPA Michał Szadkowski.

We wrześniu 2008 r. Szwajcaria przegrała w Zurychu 1:2 eliminacyjny mecz z Luksemburgiem, zespołem ledwie wystającym nad dno rankingu FIFA, który z poprzednich 60 meczów o punkty przegrał 59. Trener Ottmar Hitzfeld powiedział, że jest mu wstyd.

W środę mówił, że czuje dumę, a zwycięstwo z mistrzami Europy i faworytami do zwycięstwa w RPA uznał za jeden z najlepszych wyników w historii szwajcarskiego futbolu.

Trudno byłoby dzisiaj spotkać Szwajcara, który nie zgodziłby się z trenerem. "Basler Zeitung" pisze, że Szwajcarzy znaleźli się w siódmym niebie, "Neue Zürcher Zeitung" twierdzi, że są nad niebem. "Ten facet nie bez przyczyny jest nazywany "Gottmarem" [Got - po niemiecku Bóg]. On naprawdę ma coś wspólnego z nadprzyrodzonymi mocami" - pisze "Tribune de Geneve". "Blick" nazywa szkoleniowca "Świętym Ottmarem". Cytowani kibice twierdzą, że 16 czerwca okazał się dniem lepszym od świąt Bożego Narodzenia.

Powściągliwy naród ogarnęło szaleństwo, którego wybuch planowano już dwa lata temu na mistrzostwach Europy. Wtedy Helweci zdawali się futbolu uczyć. Nie mogli się nadziwić dziwacznie i kolorowo ubranym holenderskim, hiszpańskim i tureckim kibicom, którzy przyjechali na Euro 2008. Nie pomogła im reprezentacja Kobiego Kuhna, która odpadła już po fazie grupowej.

Radości nauczył Szwajcarów dopiero Hitzfeld. Trener wybitny, który z góry może patrzeć na większość kolegów, którzy przyjechali do RPA. Jedyny obok Ernsta Happela i Jose Mourinho specjalista, który wygrywał Puchar Europy z dwoma klubami.

Gdy zaczynał pracować, radził sobie, używając kartki i ołówka. Od kilku lat przyrósł do laptopa, w komputerze ma setki gigabajtów danych dotyczących swojego zespołu i rywali. Do reprezentacji zaprasza wyłącznie piłkarzy zdolnych rano przebiec maraton, a po południu wykazać się w triatlonie. Gdy prowadził Bayern, do pracy zagonił nawet Mario Baslera i Lothara Matthäusa

- Interesują mnie tylko zwycięstwa - mówi 61-letni szkoleniowiec, urodzony w niemieckim Lörrach, 15 km od szwajcarskiej Bazylei, gdzie w młodości uczył matematyki. Jego drużyny do dziś grają, jakby taktykę rozrysowano im za pomocą cyrkla i ekierki. Prawdopodobnie według ściśle określonego planu poruszają się też asystenci, a piłkarze nawet w autobusie nie śmieją usiąść inaczej niż w ustawieniu 4-4-1-1. - Chciałem, by za naszymi napastnikami stały dwie zwarte formacje. Nastawiliśmy się na kontrataki. Od początku byliśmy bardzo dobrze zorganizowani - tłumaczył w środę Hitzfeld.

Niemiec zawierzył taktyce, bo piłkarzy do kadry wybierał wśród, jak na europejskie standardy, statystów, a nie gwiazd. Gelson Fernandes, strzelec zwycięskiego gola w meczu z Hiszpanią, bardziej niż umiejętnościami piłkarskimi wyróżnia się lingwistycznymi. Biegle włada sześcioma językami i chętnie z nich korzysta, na Euro 2008 nie odmawiał dziennikarzom rozmowy nawet po odpadnięciu z turnieju. Piłkę kopię w słabym francuskim Saint-Étienne, wcześniej nie udało mu się podbić Manchesteru City. - Zwykle nie strzelam goli, więc jestem zaskoczony. Mieliśmy szczęście - mówił 24-letni bohater Szwajcarii.

Jego koledzy także nie mogą marzyć o zdobyciu Złotej Piłki. Jednym piłkarzem w szwajcarskiej kadrze, który w poprzednim sezonie poznał smak wieczoru w Lidze Mistrzów, jest bramkarz Diego Benaglio.

Z takim zestawem zwycięstwo z Hiszpanią trzeba traktować w kategoriach cudu. Hitzfeld w nie wierzy, jest praktykującym katolikiem, przed meczami zwraca się do Boga o pomoc. - Gdy był trenerem Aarau, udzielałem mu komunii. Podając mu hostię ze słowami "Ciało Chrystusa", usłyszałem, jak szybko zamruczał: "Za dzisiejsze zwycięstwo z Grasschoppers". Jego drużyna wtedy wygrała. Po którymś z goli odszukał mnie wzrokiem na trybunach i uniósł w górę oba kciuki - opowiadał przyjaciel Hitzfelda, ksiądz.

Po środowym zwycięstwie Szwajcarzy stali się faworytem do wygrania grupy. Następni rywale, Honduras i Chile, podobnie jak Hiszpania preferują futbol ofensywny, w obronie popełniają mnóstwo błędów. - Po takim zwycięstwie wstydem byłoby przegrać pozostałe mecze. Ale zachowajmy spokój - powiedział Michel Pont, asystent Hitzfelda. Z każdym kolejnym zwycięstwem o zachowanie spokoju będzie Szwajcarom coraz trudniej.

Pięciu wspaniałych

5

piłkarzy z podstawowego składu Szwajcarów w przegranym 1:2 eliminacyjnym meczu z Luksemburgiem, zaczęło w pierwszej jedenastce spotkanie z Hiszpanię. Diego Benalgio, Stéphane Grichting, Tranquillo Barnetta, Gökhan Inler i Blaise Nkufo

Więcej o: