MŚ 2010. Falstart Hiszpanii

Faworyzowani Hiszpanie zagrali w swoim pierwszym występie na tegorocznym mundialu tak, jak dzień wcześniej drugi z wielkich faworytów - Brazylia. Mimo wielkiej przewagi byli zawstydzająco nieskuteczni. Ale oni gola nie zdobyli. A Szwajcarom wystarczyła jedna kontra by odnieść sensacyjne zwycięstwo 1:0.

Kim jest Gelson Fernandes? Czytaj na Sport.pl ?

W 52. minucie stała się sensacja. Gelson Fernandes w gigantycznym zamieszaniu pod bramką Ikera Casillasa zdobył dla Szwajcarii bramkę. A nic tego nie zapowiadało. Hiszpanie dominowali na boisku. Na wszelkie możliwe sposoby próbowali atakować, wystarczyła jednak jedna kontra, sytuacja sam na sam Derdiyoka z Casillasem i wybicie pod nogi Fernadesa, by pomocnik AS Saint Etienne dał prowadzenie Szwajcarom.

W pierwszej połowie mecz przypominał do złudzenia starcie Brazylijczyków z Koreańczykami. Hiszpanie mieli olbrzymią przewagę, często zamykali Szwajcarów na ich połowie, a nawet w obrębie pola karnego, ale pod bramką byli nieskuteczni. Pod bramką napastnicy wpadali w tłum obrońców, a próby strzałów z dystansu mijały bramkę Benaglio.

Bardzo aktywny był David Villa. Napastnik Valencii, który tego lata przenosi się do Barcelony już w 10. minucie wbiegł sam w szwajcarskie pole karne, ale zbyt mocno wypuścił sobie piłkę i ta padła łupem bramkarza. Kwadrans później pod polem karnym Szwajcarii pozostał Gerard Pique, do którego trafiła piłka. Stoper minął jednego obrońcę, ale przegrał pojedynek z Benaglio.

W pierwszej jedenastce Hiszpanii zagrało pięciu piłkarzy Barcelony i wspomniany Villa. I reprezentacja chciała grać jak Katalończycy. Hiszpanie wymieniali mnóstwo podań, często rozgrywali piłkę skrzydłami, nawet po stracie gola dominowali na całym boisku. Ale nie mieli pomysłu na rozmontowanie obrony. Strzelali aż 19 razy na bramkę Szwajcarii, ale tylko co sześć razy celnie. Szwajcarzy celnie strzelali tylko dwa razy, ale to wystarczyło do zdobycia gola. Hiszpanie byli przy piłke przez 63% czasu gry, ale nie potrafili wykorzystać tej przewagi.

Trener Szwajcarii Ottmar Hitzfeld kazał swoim piłkarzom po odbiorze piłki grać do skrzydła, gdzie prawdopodobieństwo przedarcia się przez zastęp hiszpańskich gwiazd było nieco większe, a konsekwencje straty piłki nieco mniejsze. W kilku sytuacjach, gdy obrona jego drużyny zaspała, świetnie bronił Benaglio. W 60. minucie wygrał pojedynek sam na sam z Villą. Jego drużynie nie przeszkodziła nawet kontuzja obrońcy Philipe'a Senderosa, który w pierwszej połowie musiał zejść z boiska. Świetnie grał Eren Derdiyok. W 75. minucie powinno być 2:0, ale Derdiyok, który wcześniej minął pół hiszpańskiej obrony i bramkarza, trafił w słupek.

Trener Vincente del Bosque nie miał wyjścia i obok Jesusa Navasa wprowadził na boisko Fernando Torresa, który jeszcze kilka dni temu leczył kontuzję. Napastnik Liverpoolu w 68 minucie wbiegł sam w pole karne, ale... zgubił piłkę i obrońcy zdążyli go powstrzymać. Po chwili Xabi Alonso trafił w poprzeczkę. Do końca meczu Hiszpanie atakowali rozpaczliwie, ale Torresowi za każdym razem brakowało kilku centymetrów, by sięgnąć piłkę głową lub nogą.

W poniedziałek Hiszpanie zagrają z Hondurasem, z którym wspólnie zamykają tabelę grupy H. Tam już na wpadkę nie mogą sobie pozwolić.

Wrażenia naszych specjalnych wysłanników do RPA - znajdziesz na blogach Rafała Steca ? i Michała Pola ?

Więcej o: