RPA 2010. Wesley Sneijder dla Sport.pl: Jabulani leci gdzie chce, trudno ją wyczuć

- Jabulani jest kompletnie nieprzewidywalna. Nie leci dokładnie tam gdzie chcesz, rotuje, skręca. Wszystkie zespoły oddają wiele niecelnych podań, zwłaszcza długich i dośrodkowań. To także wina gry na dużej wysokości, w rozrzedzonym powietrzu. Ale dużo trenuję z Frankiem de Boerem i z czasem nabędę wyczucia - mówi pomocnik reprezentacji Holandii, triumfator Ligi Mistrzów z Interem Mediolan, Wesley Sneijder.

Dwa strzały, jeden w poprzeczkę - sprawdź szczegółowe statystki Sneijdera! ?

Pierwszy mecz Holandii na mundialu to nie był pokaz siły "Mechanicznej Pomarańczy"

Wesley Sneijder: - Może to i lepiej, że nie zaczynamy turnieju w tak efektowny sposób jak Euro 2008, kiedy rozbiliśmy Włochy i Francję, a później w głupi sposób daliśmy się wyeliminować Rosji. Tamto niepowodzenie bardzo nasz wszystkich bolało i nikt nie chce dopuścić, żeby się powtórzyło. Po pierwsze Dania to bardzo wymagający przeciwnik. W pierwszej połowie nie pozwoliła nam wejść w rytm, grac tego co chcemy i lubimy. Ale w drugiej połowie nasz futbol wyglądał już lepiej i myślę, że wygraliśmy zasłużenie. A po drugie warunki gry w RPA zupełnie nie przypominają tych w jakich odbywały się spotkań na mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii.

Wuwuzele nie pozwalają się skoncentrować?

- Na pewno nie pomagają. Żeby jeszcze to buczenie miało jakiś rytm, ale ono jest tak jednostajne. Ale nie wolno się przejmować i grać swoje w tym hałasie.

Pan wyglądał jakby nie był sobą. Ani razu nie strzelił Pan celnie na bramkę Thomasa Sorensena, zwłaszcza z daleka.

- Bo ciężko mi być sobą z powodu tej piłki. Jabulani jest kompletnie nieprzewidywalna, nie leci dokładnie tam gdzie chcesz, rotuje, skręca, nabiera prędkości kiedy nie trzeba. Zobaczcie, że wszystkie zespoły oddają wiele niecelnych podań, zwłaszcza długich, dośrodkowań. To wina budowy piłki, ale też i tego, że na mundialu gramy na dużej wysokości, gdzie powietrze jest rozrzedzone i pika nie zachowuje się tak jak normalnie. Trzeba się do niej przyzwyczaić, wyczuć jak się odbija od murawy. Sporo czasu poświęcam temu na treningach. Strzelamy i dośrodkowujemy razem z Frankiem de Boerem. Mam nadzieję, że z czasem nabędę wyczucia.

"Ta przeklęta Jabulani..."

Wczoraj słuchałem jak pański kolega z Interu, Maicon mówił, że to będzie niesamowite gdy Julio Cesar, Lucio i on wygrają w jednym sezonie Ligę Mistrzów i mistrzostwa świata. Co Pan na to, Pan przecież też zdobył to trofeum?

- Wszyscy zdobyliśmy trzy trofea w sezonie i zdobycie tego czwartego to byłoby znakomite ukoronowaniem sezonu. To dobrze, że chłopcy też są głodni tego sukcesu. Tym lepiej dla turnieju. Brazylia to faworyt do zwycięstwa, ale taki sam jak Hiszpania, Niemcy i my.

Holandia dwa razy zdobywała wicemistrzostwo świata. Naprawdę jesteście na tyle silni, żeby tym razem sięgnąć po Puchar?

- Mamy grupę piłkarzy, którzy potrafią grać w piłkę i wiarę, że może nam się udać. Ostatnie mecze pokazały, że dużo strzelamy, a mało goli tracimy. Zobaczymy czy się uda. To zależy przecież od wielu czynników, jak np. szczęście, które dziś mieliśmy my, a Duńczycy pecha.

Nie czuje się Pan zmęczony tak długim sezonem?

- Zmęczenie znika kiedy przyjeżdża się na mistrzostwa świata. Ja od razu po przyjeździe na zgrupowaniu poczułem przypływ energii. Przecież to najbardziej wyjątkowy turniej ze wszystkich. Determinacja chyba każdego zawodnika jest tak wielka, że zmęczenie, jakieś tam drobne urazy idą w kąt. Każdy chce odnieść jak największy sukces ze swoją drużyną.

Więcej o: