MŚ 2010. Ghana skandalem stoi

Największym zmartwieniem selekcjonera reprezentacji Ghany wcale nie jest znalezienie następcy kontuzjowanego Michaela Essiena. 56-letni Milovan Rajevac od przyjazdu do Afryki zmaga się z większymi kłopotami.

Kontrakt trenera negocjował jego przyjaciel Goran Milovanovic, agent, właściciel firmy menedżerskiej Virtus International od lat pracujący w Ghanie. Lokalne media twierdzą, że Milovanovic namawia zawodników, by podpisali z nim kontrakt, i mami obietnicą powołania do kadry. - To bzdura, nie mam pojęcia, kto jest agentem piłkarzy, których powołuję. Liczy się tylko ich poziom sportowy - bronił się Rajevac. Dziennikarzy nie przekonał, choć na mundial wziął tylko czterech z 20 ghańskich piłkarzy reprezentowanych przez Milovanovica. Więcej piłkarzy w ghańskiej kadrze ma agent Michaela Essiena Fabien Pivateau, m.in. Richarda Kingsona, Johna Mensaha i Sulleya Muntariego.

Kolejną aferę rozpętano na zgrupowaniu, na którym ćwiczyło 30 piłkarzy szerokiej kadry. Ghańskie media informowały, że trener jeszcze przed jego rozpoczęciem wysłał do sponsora listę 23 graczy powołanych na MŚ. Federacja i selekcjoner zaprzeczyli.

Ogłaszając skład, Rajevac ryzykował zdrowiem. Skreślony Laryea Kingston wyzwał go od idiotów i ruszył z pięściami. - Bóg mi świadkiem, nie jesteś dobrym trenerem. Nic nie wiesz o futbolu - wykrzykiwał 30-letni pomocnik. Serba uratował wiceprezes związku Fred Pappoe, ale to nie był koniec problemów, bo w sprawie Kingstona interweniowała mama piłkarza, parlamentarzystka. Nakrzyczała nawet na ministra sportu.

Więcej o: