Mistrz olimpijski obraził się na związek i swój klub

- Zostałem potraktowany jak maskotka, wizytówka, która miała dodać zarządowi PZJudo - żali się pochodzący z Bytomia dwukrotny złoty medalista olimpijski Waldemar Legień.

Mistrz z Seulu oraz Barcelony, który od lat mieszka we Francji, miał być jednym z tych, którzy uzdrowią znajdujące się od lat w kryzysie polskie dżudo. W zarządzie PZJudo wytrzymał tylko kilkanaście miesięcy. W tym czasie zdążył popaść w poważny konflikt z wpływową częścią środowiska, przede wszystkim z obecnym prezesem związku, swoim dawnym kolegą z reprezentacji Wiesławem Błachem. - Liczyłem, że wreszcie coś się ruszy. Tymczasem w związku panuje bałagan, tak jeśli chodzi o sprawy administracyjne, jak i szkoleniowe. Związek jest skorumpowany, panuje w nim samowolka, a odpowiedzialność za to ponosi jego szef - wylicza Legień.

Główne zarzuty wobec Błacha to brak jawności w decyzjach finansowych, nierealizowanie uchwał zarządu, zaciąganie zobowiązań jednoosobowo, pozbawienie zarządu kontroli nad jego działalnością. - Te oskarżenia są śmieszne i niesprawdzone. Jestem zażenowany, że formułuje je człowiek, z którym znam się od 30 lat. Nie poczuwam się do jakiejkolwiek winy - odpowiada Błach.

Zdaniem Legienia, Błach dopuszczał się nieprawidłowości np. przy organizacji turniejów w Warszawie oraz Cetniewie. - Przykład? Podczas imprezy warszawskiej zatrudniono na umowę-zlecenie etatowych pracowników związku - księgowego oraz jego córkę jako kasjerkę. Po to tylko, żeby przyznać im premie w wysokości ich wynagrodzenia! Księgowy zgarnął około trzech tysięcy, ale zarządu nikt o zgodę nie pytał. Raz można przymknąć oko, ale to się działo nagminnie. To paranoja! - grzmi Legień.

- Nie były to żadne premie, tylko wypłata za przepracowane godziny nadliczbowe. Należały się zgodnie z kodeksem pracy - replikuje prezes, który nie ma sobie nic do zarzucenia. - Turnieje sprawdzała komisja rewizyjna, dokumenty trafiły do ministerstwa i nikt nie dopatrzył się nieprawidłowości.

Legień: - Do dzisiaj nie znam bilansu za 2009 rok. A chciałbym poznać, bo za ten okres także odpowiadam. Nie mam wątpliwości, że zakończyliśmy go na poważnym minusie. Pozostała masa rachunków do zapłacenia, które zostały przerzucone na ten rok. Jako że budżet został jeszcze okrojony o 40 proc., to sytuacja będzie się tylko pogarszać - uważa były mistrz.

Najwybitniejszy polski dżudoka jest przekonany, że w związku konieczna jest kontrola z ministerstwa. - Wprowadzenie zarządu komisarycznego byłoby idealnym rozwiązaniem - uważa Legień.

- Legień robić niepotrzebne zamieszanie - twierdzi Błach. - On zaciemnia obraz rzeczywistości. Sam nie wie, czego chce. Mógł zostać prezesem, potem trenerem kadry, a nie chciał. Nie wiem, czy jego wysoki poziom frustracji wynika z tego, że po zwolnieniu z francuskiego Racing Club de France nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca - ocenia Błach.

W sobotę ma się odbyć kongres wyborczy PZJudo. W zeszłym miesiącu siedmiu z jedenastu członków zarządu (w tym Legień) złożyło rezygnację. - Bez zmiany prezesa dalej wszystko będzie zamiatane pod dywan. O zakwalifikowaniu się naszych zawodników do Igrzysk możemy tylko pomarzyć - utrzymuje Legień, który nie ma zamiaru stawić się na zjeździe.

Prezes Błach zapowiada, że w razie koniecznosci podda się weryfikacji. I idzie jeszcze dalej. - Żeby raz na zawsze uciąć wszelkie pomówienia chcemy w kwietniu wprowadzić firmę audytorską. Sytuacja finansowa związku nie jest najlepsza, bo po poprzednikach przejęliśmy 500 tys. długu. Ale zapewniam, że nie mieliśmy wydatków niecelowych - przekonuje.

Legień jest także w konflikcie ze swoim byłym klubem, Czarnymi Bytom. Doszło nawet do tego, że zawodnik domaga się zwrotu znajdujących się w siedzibie jego trofeów. - Dla mnie to ogromne zaskoczenie, bo przez 38 lat w naszych kontaktach nie było najmniejszych zadrażnień. Zmieniło się to jakieś pół roku temu, kiedy odmówiliśmy mu wsparcia w walce z prezesem związku. Byłem gotów go poprzeć, ale tylko wtedy, kiedy udokumentowałby swoje zarzuty - wyjaśnia prezes klubu Józef Wiśniewski, który chętnie wyda Legieniowi medale. - Już zostały spakowane i związane wstążeczką. Pocztą ich jednak wysyłać nie będziemy - ironizuje prezes.

Legień żałuje, że w ogóle podejmował działalność w strukturach polskiego dżudo. - Zostałem potraktowany jako maskotka, która miała dodać zarządowi PZJudo chwały. Miałem siedzieć cicho, a najlepiej pokazać się na turnieju, wręczyć medal. Nie pozwolono mi niczego zbudować. Liczę, że ktoś tym ludziom wreszcie powie "sprawdzam"- kończy gwiazda polskiego sportu.

Więcej o: