Rusza liga żużlowa

Lany poniedziałek to od lat dzień pierwszych wyścigów o ligowe punkty na polskich żużlowych torach. 23 kluby zaczynają 55. sezon - tylko kilka ma solidne zaplecze finansowe

Rusza liga żużlowa

Lany poniedziałek to od lat dzień pierwszych wyścigów o ligowe punkty na polskich żużlowych torach. 23 kluby zaczynają 55. sezon - tylko kilka ma solidne zaplecze finansowe

Nadal jednak liga żużlowa w Polsce to najsilniejsza liga świata. Startują w niej ciągle wszyscy najlepsi zawodnicy. Niektórzy z nich np. były mistrz świata Amerykanin Greg Hancock i Australijczyk Todd Wiltshire nie jeżdżą w Anglii, ale będzie można ich zobaczyć na naszych torach.

Żeby walczyć o najwyższe trofea trzeba mieć budżet rzędu kilku milionów złotych. Sześcioam milionamai złotych dysponuje np.ubiegłoroczny brązowy medalista, Point S/Polonii Bydgoszcz - klub Tomasza Golloba. W ekstralidze podobne pieniądze na zbudowanie mocnego zespołu ma Atlas Wrocław, Unia Leszno i Apator/Adriana Toruń. Tyle, że w Lesznie i Toruniu utrzymanie poszczególnych jeźdźców spadło na indywidualnych sponsorów (ponoć mistrz świata Tony Rickardsson kosztował toruńską firmę Stamir około 500 tys. zł).

Najlepsi polscy zawodnicy i światowe gwiazdy jeżdżące w cyklu Grand Prix zarabiają za występ w meczu do 20-30 tys. zł, a w sezonie spotkań jest 20. - Ale żeby porządnie przygotowanym wejść w sezon, klasowy żużlowiec musi zainwestować około 200 tysięcy złotych, na kilka motocykli, silniki i części - nie kryje bydgoszczanin Piotr Protasiewicz, mistrz Polski sprzed dwóch lat i uczestnik kilku światowych cykli Grand Prix.

O wielkich pieniądzach w "czarnym sporcie" głośno jest zawsze późną jesienią, gdy - w jedynej dyscyplinie w Polsce - powstaje lista transferowa. Kluby wystawiają do sprzedaży zawodników, którym wygasły kontrakty. Lista jest jednak w dużej części fikcją. Na ostatniej najdroższym okazał się nie trzeci żużlowiec świata T. Gollob, a junior z Piły Tomasz Gapiński, wyceniony na równowartość 500 tys. DM (wtedy 924 tys. zł). Oczywiście nie znalazł się chętny zapłacić taką kwotę za 20-latka bez sukcesów. T. Gollob był na liście tylko za 75 tys. DM. Niewiele, bo negocjując poprzednią umowę zastrzegł sobie tak małą kwotę (niektórzy wybierają np. kontrakt dwuletni, by po tym czasie móc odejść za darmo - przyp.red.). Chętnych na najlepszego polskiego żużlowca było wielu - ale poza 75 tys. DM dla Polonii musiałby do jego kieszeni wrzucić około miliona zł za podpisanie kontraktu. Szał kupna-sprzedaży skończył się tym, że za pieniądze kluby zmieniło ledwie sześciu zawodników, za łączną sumę 606 tys. zł.

Nadchodzący sezon powinien być ciekawszy niż poprzedni, bo - patrząc na składy - jest więcej ekip kandydujących do medali. Spore szanse obrony złota ma Apator/Adriana, który pozbył się dwóch zawodników, ale wzmocnił Robertem Sawiną. Do Bydgoszczy wrócił, po trzech latach startów w BGŻ/Polonii Piła, Jacek Gollob. Nadal mocny jest Atlas (mimo odejścia Sawiny i Sebastian Ułamka) i BGŻ/Polonia Piła. Nową siłą została Unia. Jeszcze jesienią wybroniła się w barażach przed spadkiem do I ligi, a teraz ściągnęła z Gorzowa trzeciego juniora świata Rafała Okoniewskiego i uczestnika nadchodzącego cyklu Grand Prix Ułamka. Mistrza kraju poznamy 29 września po rundzie play off, w której powalczą cztery czołowe zespoły z pierwszego etapu (osiem ekip jeździ między sobą mecz i rewanż).

Pierwszy raz od kilku sezonów nie wiadomo, czy mecze ekstraligi kibice obejrzą na szklanym ekranie. Po fuzji WizjiTV z Canal+ zniknęła Wizja Sport, która przez ostatnie trzy lata pokazywała polską ligę. Prezesi klubów toczyli rozmowy z Canal+, Polsatem, TVP. Pierwsza stacja zapewnia relacje tylko z Grand Prix. W internecie i niektórych gazetach pojawiały się informacje, że ligę zobaczymy na żywo w Polsacie Sport (podano nawet, że w poniedziałek o 15. będzie transmisja z meczu Atlas - Włókniarz), a retransmisje w TV4. Doszło do tego, że kilka klubów uzgodniło z Polsatem, że oddają prawa do transmisji za darmo, byleby tylko mecze pokazywać. To byłby mocny argument w pozyskaniu sponsorów. - Skończyło się na luźnych rozmowach i deklaracjach - twierdzi dyrektor bydgoskiej Polonii Tadeusz Chyliński. - Jesteśmy zainteresowani relacjami np. w Polsacie, ale absolutnie nie godzimy się na transmisje o 14.30 czy 15. Dlatego też negocjujemy z publiczną regionalną "trójką" - dodaje.

Ten sezon będzie z jednej strony przełomowy dla polskich żużlowców. Dwa tygodnie temu w Lesznie powołano Stowarzyszenie Zawodowe Zawodników Sportu Żużlowego, którego przewodniczącym został jeden z dwóch najstarszych jeźdźców, 45-letni Roman Jankowski. Ten związek ma bronić praw żużlowców, by nie dochodziło do takich sytuacji, jak przykuwanie się Remigiusza Wronkowskiego i Arkadiusza Zaremby do kaloryfera w Wandzie Kraków (w ramach protestu, bo zdaniem desperatów klub zalegał z pieniędzmi) czy rezygnacja z polskiej licencji przez Krzysztofa Cegielskiego. Ten jeden z najlepszych młodych polskich zawodników domaga się od swojego klubu Wybrzeże Gdańsk zaległych kilkuset tysięcy złotych. Nie dostając ich uznał, że Wybrzeże zerwało kontrakt (podpisany do końca sezonu 2003), więc może szukać nowego klubu. Cegielskiemu sporu nie pomógł rozwiązać Polski Związek Motorowy, więc zawodnik oddał licencję, postarał się o brytyjską i z taką zamierzał wystartować w polskiej lidze. PZMot i Główna Komisja Sportu Żużlowego się na to nie zgodziły, zezwoliła tylko na start w Kryterium Asów. "Cegła" zostaje więc jedynym z 22 gwiazd Cyklu Grand Prix, który nie będzie ścigał się w naszej lidze. Ograniczy się do wystepów w lidze szwedzkiej i GP.

A 10 turniejów finałów indywidualnych mistrzostw świata w cyklu Grand Prix będzie przerywnikiem w zmaganiach ligowych. Jako że Polska liczy się w żużlu, w naszym kraju zaplanowano aż trzy wielkie imprezy: dwa turnieje GP - 25 maja GP Polski w Bydgoszczy i 14 września GP Europy w Chorzowie (oba zorganizuje bydgoska Polonia), a 25 sierpnia w Pile zaplanowano natomiast Wielki Finał eliminacji IMŚ do przyszłorocznego cyklu GP.

Krzysztof Cegielski, bez pracy w Polsce:

- Licencja brytyjskiej federacji zezwala mi na starty w każdej lidze świata. Długo nie chciał respektować tego PZMot i dopiero w poniedziałek, po ostrej interwencji naczelnych władz Międzynarodowej Federacji Motocyklowej (FIM - przyp. red.), robiący mi przez cały czas trudności działacze uznali moje prawa. Ludzie w FIM po zapoznaniu się z wszysktimi dokumentami w mojej sprawie stwierdzili, że to co się stało, nie mieści się w głowie. Trenuję w Witnicy pod Gorzowem, dzięki uprzejmości tamtejszych gospodarzy toru. Ale wiadomo, że ściganie się w pojedynkę, a z rywalami, to zupełnie inna forma treningu. Wciąż mam nadzieję, że znajdę zatrudnienie w którymś z polskich klubów i jest mi obojętne, czy to będzie ekstra-, czy I liga. Tak samo jak to, czy będę startował na prawach zawodnika krajowego, czy obcokrajowca. Kontrakt z gdańskim Wybrzeżem został przeze mnie zgodnie z prawnymi podstawami wypowiedziany w październiku i powinienem być na liście transferowej, a nie byłem. Wciąż tylko mi przeszkadzano, a nikt z władz polskiego żużla mi nie pomógł. Liczę jeszcze na wyrozumiałość kibiców i mimo wszystkich przykrości nadal zachowuję chęć do startów na żużlu.

not. mac