Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o astmie sportowców

Sportowcy powinni być tak samo traktowani jak inni, a nie gorzej dlatego, że są sportowcami - mówi profesor Marek Kowalski. I dodaje: - Dawki lecznicze nie polepszą wyników zawodników. Duże dawki zostałyby wykryte testami antydopingowymi.

Radosław Leniarski: Co to jest astma?

Marek L. Kowalski, profesor Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, alergolog, prowadził badania nad astmą u polskich sportowców letnich igrzysk olimpijskich: Astma jest zapaleniem dróg oddechowych. Oskrzela doprowadzające powietrze do pęcherzyków płucnych - a nie same pęcherzyki, co ktoś opowiadał nierozumnie - są chore. U sportowców dyscyplin wytrzymałościowych przyczyną astmy jest podrażnienie przez hiperwentylację, czyli zwiększony przepływ zimnego powietrza. Przepływ powietrza u sportowca jest kilka razy większy niż u zwykłego człowieka, zimne powietrze nie zdąża się ogrzać i uszkadza błonę śluzową oskrzeli. To jest trochę inny rodzaj astmy niż ta bardziej znana, alergiczna.

Jak bardzo zmniejsza się przepływ powietrza u sportowca, który zachorował na astmę?

- Różnie, bo nie ma średniego sportowca i przeciętnej choroby. Na pewno obniża się, bo drogi oddechowe się obkurczają. Powietrze dopływa do pęcherzyków płucnych z większym trudem. Człowiek odczuwa duszność. W związku z tym sportowiec, czy nie sportowiec, powinien być leczony.

U zwykłych pacjentów diagnozę opieramy na wywiadzie, ale uzupełniamy go obiektywnymi testami. W sporcie są ustalone ścisłe kryteria postępowania. Wymagane są badania, kilka złożonych testów - czynności oddechowych i nadwrażliwości oskrzelowej. Rozpoznanie jest więc obiektywne. Musi tak być, aby można było starać się o zgodę na stosowanie leków zabronionych przez Światową Agencję Antydopingową.

Dlaczego tyle przypadków jest akurat w biegach narciarskich?

- Nie tylko w biegach narciarskich, ale w ogóle w dyscyplinach wytrzymałościowych. W triatlonie ponad 40 proc. zawodników cierpi na astmę powysiłkową, duży odsetek chorych jest w biegach długich, w łyżwiarstwie szybkim. W pływaniu - ponad 30 proc.

Czy nie jest to dowód, że te konkurencje są zainfekowane dopingiem, a dopingowicze wykorzystują astmę, aby się szprycować środkami zabronionymi przez MKOl?

- Wielkie nieporozumienie. Po pierwsze, astma jest chorobą. Choroba u wszystkich powinna być leczona. Jeśli nie jest, ludzie ci cierpią. Sportowcy powinni być tak samo traktowani jak inni, a nie gorzej dlatego, że są sportowcami. To podstawowe założenie.

Leki stosowane w dawkach leczniczych nie zwiększają zdolności do wyników sportowych, a w dawkach dużych zostają wykryte testami antydopingowymi.

Zadam pytania: jeśli biegacz zrani sobie nogę, to położenie maści leczniczej można potraktować jako doping? Czy można odmówić położenia maści na ranę sportowca? Czy to, że maść lecznicza przywróci zdrowie biegacza, można uznać za doping? Czy położenie maści osobie zdrowej polepszy jej wynik sportowy? Nie.

Czy sportowiec astmatyk światowej klasy może wziąć leki sterydowe?

- Słyszałem takie opinie o lekach antyastmatycznych i powiem, że ignorancja osób z tytułami w tej sprawie jest przerażająca. Leki sterydowe obejmują zarówno substancje dopingujące, jak i takie, które nie mają nic wspólnego ze stymulowaniem wzrostu masy mięśniowej. To właśnie są glikokortykosteroidy, czyli leki przeciwzapalne stosowane przy astmie. Stosujemy je nawet u małych dzieci, poczynając od dwulatków. Podawane przez kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat ich życia nie zamieniają dzieci w Arnolda Schwarzeneggera.

Czy leki stosowane przez sportowca astmatyka poprawiają jego wytrzymałość? Czy leki antyastmatyczne poprawiłyby wydolność zdrowego sportowca?

- Badania dowodzą, że nie w obydwu przypadkach. Dzięki lekom chory sportowiec nie przerywa treningu po kilku minutach z powodu duszności. Zdrowemu nic nie dają.

Czy można oszukać WADA, udać chorobę i dostać zezwolenie na stosowanie leków?

- Jeśli ktoś się uprze, pewnie uda mu się oszukać każdą instytucję. Skoro są tacy, którzy oszukują banki szwajcarskie albo komisję antydopingową, to pewnie i tu można by tego dokonać. Tylko po co? Takie oszustwo nic by nie dało, byłoby bezsensowne. To nie jest argument, aby zarzucić leczenie.

Może lepiej byłoby, aby standardowe testy były przeprowadzane przez jedną klinikę - to pomysł Petry Majdić.

- Astma to choroba cywilizacyjna, a w sporcie wśród wytrzymałościowców można powiedzieć, że jest chorobą zawodową. Trzeba by zbudować miasteczko, gdzie setki lekarzy zajmowałoby się kilkudziesięcioma tysiącami sportowców z całego świata. W praktyce to niemożliwe. W każdym kraju, także w Polsce mamy kompetentnych lekarzy, którzy mogą odpowiedzialnie diagnozować astmę. Trzeba tylko, aby polscy sportowcy mogli i chcieli się przebadać.