Vancouver 2010. Tomasz Sikora pudłował, wraca bez medalu. Triumf Ustjugowa

Szaleńcza pogoń Tomasza Sikory w biegu na 15 km na nic się zdała, bo trzy pudła na pierwszych strzelaniach pozbawiły go medalu. 11. miejsce to dla Polaka porażka. Wygrał bezbłędny Rosjanin Jewgienij Ustiugow.

Sikora wreszcie nie miał powodów do narzekania - pogoda była w niedzielę idealna, z pięknym słońcem i delikatnym mrozem, 24. numer startowy też nie powinien uwierać, jak ostatnio pechowa "jedynka" na 20 km. Sikora zawsze powtarzał, że lubi ścigać się w biegu ze startu wspólnego, bo lubi biec w grupie, gdy ma rywali na wyciągnięcie ręki.

Na wyciągnięcie ręki miał ich jednak w niedzielę tylko do pierwszej wizyty na strzelnicy, gdy fatalnie przestrzelił. I to aż dwukrotnie. Tak źle nie zaczął nikt i Polak momentalnie spadł na ostatnie, 30. miejsce. Na drugim strzelaniu, znów w pozycji leżącej, pomylił się jeszcze raz. Biegł wtedy na 29. pozycji, a tuż przed nim przebierał kijkami Ole Einar Bjoerndalen, który też tego dnia strzelał katastrofalnie (w sumie aż siedem pudeł!). Dwóch rówieśników, wielkich rywali, miało bić się o medale, a spotkali się, walcząc o wydostanie się z przepaści ostatnich miejsc.

Sikora się wydostał, bo w pozycji stojącej już nie pudłował, a do tego tradycyjnie już w Whistler biegł bardzo szybko - miał trzeci wynik na trasie. Do mety dobiegł ostatecznie na 11. miejscu, co dla niego, marzącego na koniec kariery o złocie lub choć medalu, było porażką bardzo bolesną.

Wygrał lider rosyjskiej ekipy Jewgienij Ustiugow, który w tym sezonie był już przez moment liderem PŚ. Nie pomylił się na strzelnicy ani razy, a do tego jeszcze biegł na tyle dobrze, by wytrzymać atak Francuza Martina Fourcade'a, który na ostatnich metrach włączył turbodoładowanie i wyszarpał srebro. Brąz zdobył Słowak Pavol Hurajt, co jest sensacją umiarkowaną, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze dobre biegi w Whistler. Słowacy, którzy zbudowali swoją kadrę wokół zaimportowanej od Rosjan liderki, złotej medalistki na 7,5 km, Anastazji Kuzminy, chodzili w niedzielę wokół biatlonowej prasy dumni jak pawie.

Tomasz Sikora przyszedł do polskich dziennikarzy przygnębiony, z porażką wymalowaną w oczach. - Jestem zawiedziony, rozczarowany. Biegowo przygotowany byłem perfekcyjnie, ale przegrałem medale przez strzelanie. Znów starałem się strzelać wolno, a i tak nie ustrzegłem się błędów. Znów wyrzucałem strzały za bardzo do góry. Nie umiem tego wytłumaczyć - wzdychał Sikora. - Na treningach przed igrzyskami we włoskiej Anterselvie strzelałem bardzo dobrze, ale już się wtedy bałem, że przyjedzie jakieś załamanie, bo ja nigdy nie strzelam równo cały czas. I załamanie przyszło na igrzyskach - opowiadał Polak.

Mówił też, o pokoleniowej zmianie w biatlonie, o tym, że zmienia się technika, że młodzi zawodnicy są jak karabiny maszynowe. 22-letni Fourcade też zaliczył trzy pudła, ale na strzelnicy tracił niewiele, bo potrafił spędzić na niej o 10 sekund mniej od Sikory. Podobnie automatycznie strzela np. Austriak Simon Eder. Od Edera próbował się uczyć Bjoerndalen, trenował dużo razem z Austriakiem, ale się nie nauczył. Norweg też jest strzelcem starej daty, a ich czas chyba bezpowrotnie przemija. Bjoerdnalen był w niedzielę 27. - Ja też się już nie nauczę - skwitował smutno Sikora.

Jak biegł Sikora? Sprawdź w relacji Zczuba i na żywo ?

Więcej o: