Bartosz Jurecki: Dzień, jaki się już nigdy nie zdarzy

- Chorwaci muszą czuć rękę obrońcy na sobie, muszą wiedzieć, że jeżeli jakiś podejdzie bliżej, to dostanie- mówi przed meczem Bartosz Jurecki. Mecz półfinałowy Z Czuba i na żywo, od 16.00 na Sport.pl

Radosław Leniarski: Po meczu z Francją nie poszedł pan na kozetkę do psychologa traumatologa?

Bartosz Jurecki: Powiem tak: w drugiej połowie Thierry Omeyer zniszczył mnie. Nie wiem, co się stało. Przed przerwą wszystko działo się tak, jak sobie zaplanowałem. Trzy rzuty, trzy bramki. A w drugiej cztery rzuty z rzędu bez bramki. Nic nie weszło. Nigdy nie przeżyłem czegoś takiego.

Przed meczem obejrzałem wideo z Omeyerem w roli głównej, wiedziałem, jak Francuz się zachowuje w bramce na tym turnieju. Znam go zresztą na co dzień z Bundesligi. Widocznie jeszcze muszę trochę popracować nad sobą.

Mam nadzieję, że było to pierwsze i ostatnie takie zdarzenie w moim życiu. Tłumaczę sobie, że kiedyś musi być pierwszy raz i że po to Omeyer jest bramkarzem, by odbijać piłki. Ba, po to jest najlepszym bramkarzem świata, żeby wybijał trudne piłki. Pech chciał, że przydarzyło się to właśnie mnie. Nie ma co przepraszać, trzeba się poprawić.

Z Chorwacją też będzie niełatwo. Grają często obroną podobną do Francuzów, a wy macie z takim stylem kłopoty.

- Chorwacja różnie broni, zdarza się, że i szóstką obrońców. Ale rzeczywiście, najczęściej i najlepiej wychodzi im gra z jednym wysuniętym - Igorem Vori. Ale my chyba przełamaliśmy stereotyp, że nie umiemy grać przy wysuniętych obrońcach rywali. Hiszpanie grali właśnie tak i potrafiliśmy ich rozbić. Tylko trzeba to robić konsekwentnie i cierpliwie.

Jak chcecie się przebić do ich bramki?

- W piłce ręcznej wszystko zaczyna się od obrony - wspólnej obrony, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Defensywa musi być tak szczelna jak z Hiszpanią. Nie możemy pozwolić, aby Chorwaci rzucali z siódmego, ósmego metra przed naszą bramką bez kontaktu fizycznego z nami. Sławkowi Szmalowi czy Piotrowi Wyszomirskiemu ciężko będzie "wyjąć" takie rzuty. Chorwaci muszą czuć rękę obrońcy na sobie, muszą wiedzieć, że jeżeli jakiś podejdzie bliżej, to dostanie. Hiszpanów to wytrąciło z gry. Sławkowi łatwiej się broniło, bo wiedział, w jakim kierunku poleci piłka.

Dokończę pana myśl i dopowiem, że w piłce ręcznej wszystko kończy się na rzucie. Zdołacie poprawić skuteczność?

- W ataku pozycyjnym kilkakrotnie udowodniliśmy, że gdy gramy długo piłką - do momentu kiedy osiągniemy naprawdę pewną pozycję do rzutu - to trafiamy. Jak nie masz pewnej pozycji, puść piłkę dalej. Ale aby to zagrało w czasie meczu, musimy grać zespołowo.

W ostatnim przed Euro sparingu z Chorwacją mieliśmy sporo 100-procentowych sytuacji, ale nie wykorzystaliśmy ich. Świetnie bronił Mirko Alilović. Podobne kłopoty mieliśmy już na mistrzostwach z Francją i ze Słowenią. Trudno poprawić skuteczność na treningu, ale może się uda. Na igrzyskach w Pekinie i w dwumeczu w Chorwacji zwyciężyliśmy, więc nie jest to drużyna nie do pokonania. Będzie to mecz walki, twardej gry. Gwarantuję.

Co czeka Polaków, gdy będzie remis w półfinale? 

Więcej o: