Fizjoterapeuta reprezentacji Polski i jego "katownia"

- Mam ze sobą lasery, ultradźwięki, prądy, różne maszyny. 20 lat temu był tylko masaż. Dużo mniej myślało się o rozciąganiu. Teraz Sławek Szmal potrafi wyprostowaną nogą dotknąć ucha - mówi Jerzy Buczak, fizjoterapeuta reprezentacji Polski w piłce ręcznej.

Radosław Leniarski: Zauważył pan jakieś różnice w piłce ręcznej przez 20 lat pracy?

Jerzy Buczak, fizjoterapeuta reprezentacji Polski: Są olbrzymie, ale w moim zawodzie, nie w grze. Wtedy nie było niczego - tape'ów, gąbek, nic. Bazowało się na maści z jadu żmii i na wyciągu z sosny syberyjskiej. To popularne viprosal i capsiderm, które miałem w woreczku z plastrami. Dawało się zawodnikom odżywki, ale były tylko dwie: polvita OV i OC. No i preparat rapid, po który się specjalnie jeździło do Kutna. To wszystko. Ściągało się też leki z komisów. Jak ktoś dostał tubkę bengaya lub mobilatu, był szczęśliwy. A na zawodnika to działało bardzo, bardzo pozytywnie. Z zagranicy lek, to musiał działać. Głównie psychologicznie. Dziś są tych środków tysiące.

Teraz też inaczej pracuję. Mam ze sobą lasery, ultradźwięki, prądy, różne maszyny. Wtedy był tylko masaż. Dużo mniej myślało się o rozciąganiu. Teraz Sławek Szmal potrafi wyprostowaną nogą dotknąć ucha. Widział pan, co z nim codziennie robię [faktycznie, pan Buczak codziennie na treningu robi ze Sławomira Szmala precel]. To wyjątkowy człowiek. Nie znam innego takiego jak Sławek.

Mamy pokój specjalny, gdzie chłopcy przychodzą nie tylko na zabiegi. Dużo rozmawiają, otwierają się. Bardziej niż u psychoanalityka albo taksówkarza, bo ja mam z nimi kontakt przez dotyk. To uspokajające. Choć zdarza się, że niektórzy - nie wymienię nazwisk - chcą aż tak bolesnego bodźca. Zawodnicy co prawda powiesili karteczkę na drzwiach "Katownia", ale to żartobliwie. Bo tak naprawdę to nasze miejsce święte, azyl, oaza.

Współpracuję też z kadrą żużlowców, prywatnie z Tomaszem Gollobem, z kadrą wioślarzy. Ale dyscyplina nie ma dla mnie znaczenia, bo mięśnie bolą wszystkich.

Zdarzają się mecze piłkarzy ręcznych, po których trzeba przeprowadzać remont w drużynie?

- Najgorzej, jak trafia się coś poważniejszego. Trudno postawić na nogi zawodnika, który ma coś naderwane czy zerwane. Nie zawsze bywa tak, że będzie jak nowy. Choć dajemy z siebie wszystko - praca idzie do północy, czasem dłużej. Na przykład Krzysiek Lijewski gra z bólem. Jest w pierwszym rzucie, czyli "zaglądamy" do niego kilka razy dziennie. Ale piłka ręczna to sport kontaktowy i nie ma takiego, który jest zdrów od stóp do głów. Jak nie strzyka, to pobolewa, ale to nie są urazy, które eliminują z gry. Sport dla twardzieli.

Gdy Sławomir Szmal idzie do bramki, daje mu pan coś do powąchania, co to jest?

- Nie powiem, ale mu to pomaga. Na pobudzenie, nie tylko działa na psychikę, jest bardziej rześki, ma to wpływ na szybkość reakcji. Mój własny pomysł. Środek podobny do stosowanego przez ciężarowców. Inni piłkarze z drużyny tego nie stosują, ale my nie musimy dawać każdemu tego samego. Mamy wyniki badań każdego z nich i trzymamy się tych wyników. W zależności od potrzeb. A nawet upodobań. Jesteśmy na sali - widzi pan na stole 16 kubeczków z płynami? Każdy piłkarz ma swój kubeczek i każdemu przygotowuję odpowiednią recepturę. Jeden woli słodsze, jeden więcej wody. Każdemu robię inny napój.

Polska gra z Czechami. Szmal kontra Jicha ?

Więcej o: