Ekstraklasa. Dong i Kassenu nie zachwycili w sparingu Legii

Legia w pierwszym sparingu na zgrupowaniu w hiszpańskim Mijas przegrała z Austrią Wiedeń 0:1. Po raz pierwszy zagrali testowani Dong Fangzhuo i Ghandy Kassenu, ale nie zagrali olśniewająco

W sobotę w Hiszpanii padał deszcz i boiska, gdzie trenują Austriacy, nie nadawały się do gry. Mecz został przeniesiony do Mijas. Jednak na Estadio La Cala warunki do gry wcale nie były lepsze - lało, błyskało się i silnie wiało.

W wyjściowej jedenastce trenera Jana Urbana znaleźli się dwaj testowani gracze - na lewej pomocy Ghańczyk Ghandi Kassenu, a w ataku Chińczyk Dong Fangzhuo. Po zagraniu tego pierwszego w znakomitej sytuacji znalazł się w polu karnym Jakub Kosecki. Jednak piłka po uderzeniu młodego legionisty minęła bramkę wiedeńczyków. Poza tym Ghańczyk starał się czarować rywali zwodami, ale robił to ze średnim skutkiem. Gra mistrza świata do lat 20 przypadła do gustu stoperowi Austrii Jackowi Bąkowi. - Widać, że to dobry chłopak. Jestem w stanie sfinansować jego transfer do Legii i w ten sposób pomóc klubowi, w którym zawsze chciałem grać - zażartował były reprezentant kraju. - Zadzwonię do Jacka i podam mu numer konta. Jak wpłaci stosowną sumę, to weźmiemy Ghańczyka - śmiał się trener Jan Urban. - Kassenu miał bardzo dobre dośrodkowanie. Ale generalnie za długo przetrzymywał piłkę. Warunki były fatalne i trudno o obiektywną ocenę, ale w takich też trzeba umieć grać - powiedział szkoleniowiec Legii.

Podobnie było z Chińczykiem. Dong Fangzhuo starał się dryblować, strzelać, ale przy takiej aurze trudno mu było pokazać, co potrafi. - Dong jest nieprzygotowany fizycznie, długo nie trenował, i to było widać. Miał jednak chęci, starał się. Musimy jeszcze poczekać z oceną jego umiejętności - tłumaczył Urban.

W przerwie meczu w Legii zmienionych zostało siedmiu piłkarzy. Wszedł m.in . Takesure Chinyama, który ostatnio nie trenował z powodu bólu w kolanie. Ale i tak powinien zdecydować o wygranej legionistów. Najpierw dostał długie podanie od Jana Muchy i wyszedł sam na sam z bramkarzem. Posłał piłkę obok niego, ale ta stanęła w kałuży tuż przed linią bramkową. Kilka minut później Marcin Mięciel znakomicie odegrał głową piłkę do napastnika z Zimbabwe, który - będąc trzy metry przed bramką - miał przed sobą jedynie zrezygnowanego bramkarza stojącego za linią bramkową. Skiksował i trafił prosto w niego.

- Nie można go zganić za te zmarnowane sytuacje. Austria miała podobną okazję i z dwóch metrów dwa razy trafili w Janka Muchę. Był przekonany, że trafi do pustej bramki, ale piłka na błotku się zatrzymała. Bardziej mnie martwi, czy w niedzielę "Tejskiu" nadal będzie zdrowy. Do tej pory właśnie po wysiłku zbierał mu się przecież płyn w kolanie - mówił Urban.

W 82. minucie w pole karne Legii wpadł Marin Leovac i strzałem pod poprzeczkę nie dał szans na skuteczną interwencję Janowi Musze. - Końcowy rezultat nie jest w takich spotkaniach najważniejszy, choć oczywiście zawsze lepiej jest wygrać - podsumował krótko Urban. Kolejny sparing został zaplanowany na wtorek 26 stycznia. Rywalem legionistów będzie Metalurg Zaporoże.