W niedzielę derby Mediolanu: Inter gra z Milanem

Przed niedzielnymi derbami Mediolanu sensacyjnie jest już dlatego, że Włosi serio zakładają, iż wicelider Milan może pokonać lidera, broniący tytułu Inter. Transmisja w Canal+ Sport od 20.40

Latem niemal wszyscy znawcy calcio przepowiadali chóralnie - Inter przemknie przez ligowy sezon w samotności bezkonkurencyjnego długodystansowca lub w najgorszym razie nieco natrudzi się uciekaniem Juventusowi, natomiast jego lokalni rywale są skazani na dalszą degradację. Realowi Madryt oddali największą gwiazdę Kakę, karierę skończył Maldini, trenera Ancelottiego zastąpił żółtodziób Leonardo, znów uszczuplili budżet płacowy i transferowy.

Z mediolańskiej perspektywy sezon miał przebiegać tak jak sierpniowe derby, najprzyjemniejsze dla Interu od 1974 roku. Faworyt bezlitośnie poobijał Milan, wygrywając 4:0.

U zwycięzców od tamtej pory zmieniło się tyle, że narodził się nowy boiskowy przywódca. Sprzedanego Barcelonie Ibrahimovicia wyręcza Wesley Sneijder, który co rusz przesądza o wynikach i drużynie nieliczne wpadki przytrafiają się tylko wtedy, gdy holenderskiego rozgrywającego rozkłada kontuzja (wczoraj rozłożyła go gorączka, ale wydobrzeje). Poza tym króluje stare. Trener José Mourinho prowokuje, skandalizuje i namnaża sobie wrogów, a jego podwładni cierpią w Lidze Mistrzów, systematycznie wygrywając w Serie A.

Ich przewaga nad Milanem stopniała jednak - a rozegrali o jeden mecz więcej - do zaledwie sześciu punktów, bo upadłych sąsiadów z San Siro przywróciła do życia brazylijska rewolucja. Trener Leonardo całą winę za derbową katastrofę wziął na siebie, by po kilku kolejnych niepowodzeniach postawić na nowatorską, ryzykancką taktykę - z trzema napastnikami oraz biegającym za ich plecami ofensywnym pomocnikiem. Umiejętnie zarządzał też ludźmi. Osadził w rezerwie żywe pomniki, nazywanych senatorami Gattuso i Inzaghiego, a zarazem, jak sam lubi powtarzać, nad strategię kija i marchewki przedkłada strategię uścisków. - Gandhi wyzwolił Indie, nie podnosząc głosu - uzasadnia wiarę w słuszność polityki miłości.

Leonardo natchnął rodaków. Thiago Silva stał się czołowym obrońcą Serie A, Didzie znów bliżej do czołowych bramkarzy w Europie niż kruchego psychicznie patałacha, któremu przy każdej interwencji ręce drżą jak liście. Przede wszystkim eksplodował jednak Ronaldinho. Proces odzyskiwania go dla wielkiego futbolu ciągnął się półtora roku, aż wreszcie Brazylijczyk znów zaczął ogłupiać przeciwników dryblingami i strzelać fenomenalne gole. W ostatnich trzech meczach uzbierał ich sześć, dzięki czemu fani zapomnieli o wciąż kontuzjowanym Pato.

Właśnie najbliższa przeszłość każe Włochom sądzić, że Milan podoła wyzwaniu. Choć wygrał w ośmiu z dziewięciu ostatnich kolejek, to jego powodzenie wciąż zdaje się mieć wątłe fundamenty. Teraz np. panikę wywołuje uraz łydki Alessandra Nesty, bo jeśli przeżywający drugą młodość obrońca (zdobył już w lidze trzy bramki, czyli tyle, ile przez całą dotychczasową karierę) nie wydobrzeje, będzie musiał go zastąpić 38-letni Giuseppe Favalli. Dlatego na dłuższym dystansie wiceliderowi trudno będzie nadążyć za Interem, który dysponuje znacznie szerszą kadrą, w styczniu znów wzbogaconą (Goranem Pandevem), więc nie rozpacza nawet dziś, gdy Eto'o strzela dla Kamerunu, a Chivu i Stanković się leczą.

Bezdyskusyjnym faworytem w walce o tytuł pozostają nerazzurri, co innego jednak odosobniony wieczór, w dodatku wieczór szlagierowy, który pobudzałby gwiazdy Milanu także wtedy, gdyby rywale nie wychłostali ich w poprzednich derbach. Rywale ciułający punkty z olbrzymim wysiłkiem, i to w meczach z drużynami odległymi od czołówki. W tym również szansę dostrzegają ludzie Milanu - długodystansowcy Interu akurat zwolnili, derby nadeszły w idealnym momencie.