Droga do Vancouver 2010. Kowalczyk biegnie w Rybińsku

W piątek w rosyjskim Rybińsku sprinty, w sobotę - bieg łączony (7,5 km techniką klasyczną + 7,5 km krokiem łyżwowym) - to ostatnie starty Justyny Kowalczyk przed wylotem do Kanady. - Zdrowie dopisuje, forma również - zapewnia Aleksander Wierietielny, trener liderki Pucharu Świata.

Piątkowy sprint techniką dowolną to nic nowego w tym sezonie. Sobotni bieg łączony - owszem. Zawodniczki będą rywalizować w tej konkurencji po raz pierwszy i jedyny przed igrzyskami. - Układając kalendarz, FIS zaspał - mówi Wierietielny. - Dziwi mnie, że bieg, w którym będziemy rywalizować na trasach olimpijskich, rozgrywany jest przed igrzyskami tylko raz. A sprinty są prawie co tydzień.

Bieg łączony jest specyficzny. Wymagane jest umiejętne rozłożenie sił, odpowiednia taktyka, wreszcie spokój. - Nie można za dużo się szarpać, biegnąc klasykiem, bo później wszystko straci się "łyżwą". Ciężko błyskawicznie przestawić się z jednej techniki na drugą - mówi Wierietielny.

Po 7,5-km pętli zawodniczki wbiegną do specjalnej strefy na stadionie, tam zmienią narty oraz kijki i pomkną na drugie 7,5 km inną techniką. - Buty i skarpetki zostają te same - uśmiecha się Wierietielny. - Kiedyś Justysia sporo traciła w strefie zmian, raz chyba nawet pomyliła narty. Teraz zachowuje spokój.

Największy spokój w biegu łączonym Polka zachowała niespełna rok temu. W lutym w Libercu odjechała rywalkom 250 metrów przed metą i wywalczyła pierwsze w życiu mistrzostwo świata. Przed startami w Rybińsku trener i zawodniczka jak zwykle obiecują walkę i nie obiecują zwycięstwa. Kowalczyk jest jednak tak mocna, że w każdym biegu jest faworytką przynajmniej do miejsca na podium.