Jerzy Matlak: Liczę, że w Bielsku pozytywny impuls wyjdzie od zawodniczek

Czołowe polskie kluby na razie nie zachwycają. - Martwię się postawą zarówno Bielska, jak i Muszyny, bo gra tam większość reprezentantek Polski - mówi Jerzy Matlak i dodaje, że wkrótce pójdzie w ślady Daniela Castellaniego i ruszy w Polskę.

Gra polskich zespołów w Lidze Mistrzyń nie napawa optymizmem. Dąbrowa Górnicza ani pozytywnie nie zaskakuje, ani przykro nie rozczarowuje. To drugie jest ostatnio raczej domeną wicemistrzyń Polski. Bielszczanki rozegrały dotąd w prestiżowej Lidze Mistrzyń pięć spotkań i wszystkie przegrały. - Przyglądając się temu zewnątrz, nie wygląda to ciekawie. Powiedziałbym, że BKS gra nieskutecznie, bo czasem przez jakiś moment ta ich gra nawet nieźle wygląda - ocenia szkoleniowiec polskiej reprezentacji, Jerzy Matlak. - Dzieją się z nimi tak niezrozumiałe dla przeciętnego obserwatora rzeczy, jak na przykład w ostatnim meczu z Prostejovem, kiedy od trzeciego seta one przestały grać. Coś takiego może jedynie wytłumaczyć sensownie ktoś, kto jest wewnątrz drużyny. Mnie ciężko jest cokolwiek oceniać, bo nie znam źródeł tego wszystkiego. Widzę jednak, że te zawodniczki, a większość przecież znam, po prostu nie grają dobrze.

Rzeczywiście - BKS rozpoczął zmagania w LM od świetnego meczu z Dynamem, w którym walczyły z Rosjankami jak równy z równym i zebrały świetne recenzje. Potem było już tylko gorzej, a nieustabilizowana forma bielszczanek sprawiała, że w każdym momencie meczu kibice drżeli z niepokoju o bielską ekipę. - Momenty dobrej gry we współczesnej siatkówce na tym poziomie po prostu nie wystarczają. Na polską ligę jest to dość dużo, ale nie na dobrych przeciwników w Lidze Mistrzyń, a akurat BKS ma grupę, gdzie są bardzo dobrzy, czyli Dynamo i Fenerbahce, oraz solidni tacy jak Prostejov - komentuje kiepskie wyniki Aluprofu Jerzy Matlak.

Trener polskiej reprezentacji nie ukrywa, że przykro mu patrzeć na taką grę polskiego zespołu. Przyznaje, że sporą winę za porażki bielszczanek ponosi po prostu brak szczęścia w kluczowych momentach niektórych meczów, ale z drugiej strony przyznaje, że o wiele większą winę za nieudane występy BKS-u ponoszą względy pozasportowe. - Już dawno było widoczne, że w tym klubie są wyraźne tarcia na linii zarząd - trener, a zawodniczki stały z boku i przyglądały się. Za długo to trwało, toczyły się medialne przepychanki, a zespół po prostu musiał to odczuć - stawia swoją diagnozę trener Matlak zastrzegając, że jest tylko obserwatorem. - W takiej pracy nie może być układów, trzeba ciągnąć razem ten wózek w jedną stronę, tymczasem widać, że w środku tego zespołu wrze. Być może nie tylko w sztabie szkoleniowym, ale także pomiędzy zawodniczkami. To zresztą widać, na boisku brakuje jedności i nawet ktoś, kto nie jest specjalistą, zauważy, że te rozbieżności nie pozwalają im dobrze, skutecznie grać na miarę składu, jaki posiadają.

W przypadku Aluprofu jeszcze jedno niepokoi szczególnie Jerzego Matlaka jako trenera kadry - przedłużająca się kontuzja Katarzyny Skorupy. Obejmując stanowisko szkoleniowca polskiej reprezentacji, Matlak nie ukrywał, że Skorupa jest jego faworytką do bycia pierwszą rozgrywającą drużyny narodowej. W zgrupowaniu nie pozwoliła jej wziąć udziału kontuzja, która dotąd prześladuje bielską rozgrywającą. - Skoro Kaśka mówi, że nadal czuje ból, to widocznie jest tam jeszcze coś do konsultacji, do sprawdzenia. Rozmawiałem już z naszym reprezentacyjnym lekarzem, żeby szybko się tym wszystkim zainteresował i gdyby potrzebna była jakaś pomoc, to trzeba działać już teraz - nie ukrywa swojego niepokoju trener Matlak, który wyraźnie ma nadzieję, że w tym sezonie Skorupa stawi się na zgrupowaniu i powalczy o miejsce w reprezentacji.

Jest to dla niego tym ważniejsze w obliczu niestabilnej cały czas formy Izabeli Bełcik i całej Muszynianki, która świetne mecze przeplata z bardzo słabymi. W czym upatrywać przyczyn takich wahań formy? - To już jest zupełna tajemnica - kwituje Jerzy Matlak. - One u siebie grają pięknie i wygrywają 3:0 z Asystelem czy Zarieczem, a na wyjazdach tak samo przegrywają. Najwyraźniej dużo lepiej gra się im w domu. Szkoda, że nie potrafiły kontynuować tej zwycięskiej passy, bo takie skoki z euforii w rozpacz nie są dobre. Muszynianki to są tak dobre, doświadczone zawodniczki, że owszem mogły przegrać te dwa spotkania wyjazdowe, ale nie w takim marnym stylu. Na tym poziomie, przy takich zawodniczkach nie powinno być takich rozbieżności pomiędzy meczami granymi w tak krótkim odstępie czasowym.

więcej w serwisie Reprezentacja.net ?