Europa uciekła siatkarkom BKS-u. W klubie będą zmiany

- Pora na zmiany - przyznaje Czesław Świstak, prezes siatkarek BKS-u Aluprofu Bielsko-Biała. Po serii dotkliwych niepowodzeń w Lidze Mistrzyń w klubie szykują się duże zmiany.

Nasza drużyna przegrała już pięć spotkań w eliminacjach LM i straciła wszelkie szanse na awans do czołowej dwunastki.

Piotr Płatek: Siatkarki zawiodły w europejskich pucharach. Pięć meczów, pięć porażek, brak awansu do kolejnej rundy. Co Pan na to?

Czesław Świstak, prezes BKS-u: Jestem rozgoryczony. To szesnasty występ BKS-u w europejskich rozgrywkach i po raz szesnasty klapa.

Co zawiodło najbardziej?

- Widać jak na dłoni, że zespół jest źle przygotowany. Dziewczyny rozgrywają dwa dobre sety, a w trzecim nie mają już sił, są zmęczone. Żałuję, że tak późno dokonaliśmy zmiany trenera [przed świętami klub zwolnił Igora Prielożnego - przyp. red.].

Co teraz?

- Europa nam uciekła. Musimy zmierzyć dystans do najlepszych. Pora dokonać zmian w zarządzaniu zespołem, w kierowaniu klubem. W ciągu kilku tygodni chcemy przygotować pole do zmian w różnych dziedzinach - sportowych, medycznych, szkoleniowych.

Jakich konkretnie zmian można się spodziewać?

- W klubie musi się pojawić dyrektor ds sportowych. Brakowało takiego menedżera, jego zadaniami obarczany był trener. Podobnie ma się sprawa ze skautingiem, którym dotychczas też zajmował się szkoleniowiec.

Czy nowy trener Mariusz Wiktorowicz zostaje w klubie?

- Oczywiście, że tak. Przynajmniej do końca sezonu. Zasługuje, by dostać szansę i pokazać co potrafi. Przecież nie możemy oceniać jego pracy po zaledwie dwóch tygodniach. Wspólnie z Dariuszem Luksem są bardzo zaangażowani, mają ciekawe plany. To oni poprowadzą ten zespół.

A ma Pan pretensje do siebie? Można było coś zrobić inaczej?

- Można było już wcześniej zatrudnić specjalistów najwyższej klasy z kraju czy zagranicy. Tego nie zrobiliśmy i teraz płacimy frycowe. Mieliśmy oferty od znakomitych szkoleniowców z Turcji, Włoch czy Francji. Byli wśród nich trenerzy reprezentacji. Mowa była o olbrzymich kwotach. Jednak chcę zwrócić uwagę, że ci najlepsi byli gotowi przyjść, ale wyłącznie ze swoimi sztabami.

Chcecie stworzyć taki sztab?

- Mamy sześć osób, to zupełnie nie wystarcza. Turcy z Fenerbahce przywieźli ze sobą dwadzieścia osób, a to tylko część, bo reszta sztabu została w kraju. Najlepsi mają po kilku statystyków, my jednego. Musimy zrobić solidną inwentaryzację naszych braków, wtedy będzie można ruszyć na podbój Europy.

Nie boi się Pan, że po słabych wynikach w europejskich pucharach nie uda się przedłużyć umowy z firmą Aluprof, która od kilku lat jest sponsorem strategicznym zespołu?

- Takiej obawy nie ma. Niedawno przedłużyliśmy umowę. Aluprof będzie z nami co najmniej do lipca 2011 roku!

Nie wszystko zatem jest złe...

- W żadnym razie. Mamy stabilność finansową, jako jedyny klub z męskiej i żeńskiej ekstraklasy posiadamy na własność halę. Przybywa nam kibiców, zainteresowanie siatkówką jest w Bielsku bardzo duże.

Mówi Pan o swoich błędach, o błędach trenera. A czy ma Pan pretensje do zawodniczek?

- Nie chcę odpowiadać na to pytanie. To kuchnia klubu, nasza wewnętrzna sprawa.

Nie boi się Pan, że zespół, który kompletnie zawiódł w europejskich rozgrywkach, może po raz kolejny nie poradzić sobie w meczach o najwyższą stawkę na krajowych parkietach?

- Boję się i dlatego ostro bierzemy się do pracy, musimy nadgonić stracony czas. Nie możemy sobie pozwolić na kolejne błędy. Dziękuję Bogu, że odkryto nasze słabości. Teraz pora na wyciągnięcie wniosków.