Bogdan Wenta: Niemcy wyzwolą w nas sportową nienawiść

- Zabrakło koncentracji. Zagraliśmy zbyt indywidualnie. Ale podobała mi się reakcja zawodników w szatni. Potraktowali przegraną jak zimny prysznic i mobilizację do dalszej pracy - mówi przed ME w piłce ręcznej trener Polaków Bogdan Wenta.

Jakub Ciastoń, Radosław Leniarski: W ostatnich sprawdzianach przed ME wygraliśmy w poprzednim tygodniu z Austrią i Węgrami, a na koniec przegraliśmy z Chorwacją. Co wymaga jeszcze poprawy?

- Cieszą dwa zwycięstwa. Z Chorwacją zawiodła skuteczność, choć wypracowywaliśmy niezłe sytuacje. Niezbyt dobrze funkcjonowała też komunikacja między bramkarzem a obroną. Dobra defensywa to podstawa piłki ręcznej i chyba o tym zapomnieliśmy. Zabrakło koncentracji. Zagraliśmy zbyt indywidualnie. Ale podobała mi się reakcja zawodników w szatni. Potraktowali przegraną jak zimny prysznic i mobilizację do dalszej pracy.

Wszyscy drżymy, czy na ME zagra Marcin Lijewski, jeden z filarów środka pola.

- Marcin miał trzy tygodnie temu zabieg wycięcia migdałków i nie mógł trenować. Nie pojechał z nami na mecze kontrolne do Austrii, ale to nie znaczy, że siedział bezczynnie. Miał rozpisany indywidualny trening, a od poniedziałku dołączył do nas i już trenuje normalnie z drużyną. Potrzebujemy Marcina, bo jest najbardziej doświadczonym zawodnikiem. I ma niesamowitą głowę do gry. Ostateczną decyzję podejmę po konsultacji z lekarzem. Dziś Krzysiek Lijewski mi się rozchorował i został w łóżku z lekkim wirusem. Mam nadzieję, że jutro będzie do dyspozycji. System immunologiczny jest po prostu osłabiony przy tak intensywnym treningu, zmianach temperatur, hotelowej klimatyzacji... Lekarze są w ciągłym pogotowiu.

Do drużyny wrócił Mariusz Jurasik. Przyjechał prosto z wczasów na Teneryfie. Będzie w stanie grać od początku?

- "Józek" to nasz "strażak". Ma dla nas ogromną wartość, bo jest uniwersalny. Może grać nie tylko na prawym skrzydle, ale też jako rozgrywający, co w sytuacji niepewności co do losów obu Lijewskich może być zbawienne. Od kilku dni włączył się do treningów, daje z siebie wszystko. Myślę, że to jeszcze nie jest czas pożegnań z "Józkiem". Jeśli kiedyś odejdzie z kadry, to po wielkiej imprezie, a nie przed.

Wenta dla Sport.pl: Gramy w grupie śmierci, każdy mecz jak finał Kiedy dokona pan ostatecznej selekcji 16 zawodników? Jest kilka znaków zapytania, m.in. kto będzie zmiennikiem Sławka Szmala w bramce.

- To najmniej przyjemna część mojej pracy, ale trzem zawodnikom z obecnej 19-osobowej grupy, która trenuje w Warszawie, będę musiał do czwartku podziękować. Bez nazwisk, piłkarze dowiedzą się pierwsi. Powiem tylko, że będę kierował się wyłącznie dobrem reprezentacji. Skład, który pojedzie na ME, będzie najmocniejszy.

Zagramy w grupie z Niemcami, Szwecją i Słowenią. Grupa śmierci?

- Słuszne określenie, wszystkie reprezentacje są mocne. Niemców i Szwedów przedstawiać nie trzeba, to europejskie potęgi, multimedaliści. Trudno się cieszyć, że znów na dużej imprezie gramy z Niemcami, wolałbym grać z Luksemburgiem albo z Belgią (śmiech). Z drugiej strony Niemcy to jest przeciwnik, który wyzwala dodatkowe emocje, jest dla nas wyzwaniem. Wielu chłopców gra w Bundeslidze i będzie chciało rewanżu na kolegach. Znamy rywala najlepiej ze wszystkich, wiemy, że ma niezwykłą siłę ognia i mocną drugą linię, ale my też jesteśmy mocni i wiemy, jak z Niemcami wygrać. Nie będę musiał używać wielu słów, by zmobilizować chłopców do walki. To będzie mecz, który wyzwoli w nas sportową nienawiść.

Niemcy będą mieli za sobą kibiców. Specjalnie naciskali na przeniesienie grupy z Linzu do Innsbrucka, żeby było bliżej. I udało im się. Podczas ostatniego meczu Austria - Niemcy w hali było 7 tys. Niemców, a nie Austriaków! Ale w takich warunkach też umiemy grać. Lubimy presję.

Ostatni mecz z Niemcami na MŚ przegraliśmy.

- To ciągle boli. Oglądaliśmy go wiele razy. Teraz znów w kółko oglądamy na wideo Niemców, ich mecze z Islandią, dziś zobaczymy z Brazylią. Śledzimy każde doniesienie z ich obozu. Na treningach ćwiczymy konkretne zagrania na ten mecz. Obiecuję, że będziemy przygotowani na Niemców. To będzie szczególny dzień.

Brązowi medaliści MŚ jadą na ME po medal?

- Nie zakładamy celu, nie będziemy mówić o medalach. Ale myślę, że okrzepliśmy już jako drużyna, mamy doświadczenie gry w dużych imprezach. Na pewno będziemy mądrzejsi niż na ME dwa lata temu, kiedy zajęliśmy siódme miejsce. Rzucanie sobie wyzwań jest potrzebne. Nie porywamy się przecież z szabelką na czołgi, mamy pełną świadomość własnych możliwości. Trzeba nas traktować poważnie. Ale też każdy mecz będzie jak finał. Na ME jest 16 zespołów i z każdym można wygrać, ale też z każdym przegrać. Nie ma właściwie żadnego marginesu błędu. Jakikolwiek błąd znaczy, że zaraz grasz mecz o wszystko, a dwa błędy mogą już oznaczać powrót do domu. Życzymy sobie powrotu ostatniego dnia.

Jesienią pan i zawodnicy protestowaliście, że Związek Piłki Ręcznej nic nie robi, nie dba o waszą dyscyplinę. I jest efekt - w środę podpisano umowę ze sponsorem PGNiG.

- Nasz protest dał jakiś pozytywny efekt. Chodzi przede wszystkim o to, że zaczęliśmy rozmawiać ze sobą. Zawodnicy z działaczami. Ta umowa to nie może być jednak koniec działań, tylko początek. Mamy dużo pomysłów, by promować piłkę ręczną w Polsce. Ten sport zasługuje na to. Bardzo ważne powinno być wsparcie dla ligi, a także młodzież. Trzeba nam nowych Lijewskich, Jureckich i Jurasików, bo obecna reprezentacja kiedyś przeminie. Chciałbym też doczekać chwili, gdy będziemy kiedyś organizować u nas ME lub MŚ.

Kadra ma sponsora - czytaj tutaj ?

Więcej o: