Zagłębie Lubin: Kibole zwolnili dyrektora

Nieakceptowany przez kibiców dyrektor zarządzający Zagłębia Lubin Dariusz Machiński został zwolniony. - Kibole dopięli swego - komentuje sam zdymisjonowany.

Decyzję o dymisji Machińskiego podjął w poniedziałek prezes Zagłębia Jerzy Koziński. Nieoficjalnie wiemy, że dla samego dyrektora największym zaskoczeniem był fakt, że dowiedział się o tym z internetu. - Skąd pan o tym wie? - pyta zaskoczony Machiński, ale po chwili dodaje: - Nie mogę tego potwierdzić.

Machiński pracował w Zagłębiu tylko pół roku. Od początku nie był akceptowany przez miejscowych kibiców. Zarzucano mu, że nie zna się piłce, że trafił do klubu w wyniku nominacji politycznej. Miano mu też za złe, że jest z Wrocławia, a więc z miasta, w którym gra znienawidzony w Lubinie Śląsk.

- Nie byłem i nie jestem związany ze Śląskiem. To znamienne, że niektórym osobom przeszkadzałem właśnie ja. Ale dyrektor sportowy, który trafił tu z nielubianej w Lubinie Wisły Kraków, już nie - ironizuje Machiński.

Na trybunach Dialog Areny kibice konsekwentnie wywieszali ogromne transparenty dyskredytujące i obrażające dyrektora. W jednym przypadku klub został ukarany grzywną przez PZPN za obraźliwy napis. Zdarzało się, że grupa reprezentująca kibiców podczas spotkań z prezesem zarządu ciągle domagała się dymisji Machińskiego. Wreszcie dopięła swego.

Koziński: - Doszedłem do wniosku, że dla klubu będzie lepiej, jeśli rozstaniemy się z dyrektorem Machińskim. Jego osoba powodowała wiele konfliktów na linii klub - kibice, ogólnie był źle odbierany w Lubinie.

Machiński spokojnie podchodzi do swojej dymisji.

- Jeśli moje odejście ma pomóc Zagłębiu, to niech tak będzie - zauważa. - Ze swoich obowiązków wywiązywałem się nienagannie. Owszem, konflikt z kibicami był, ale z każdym tygodniem mniejszy. Poza tym uważam, że przeszkadzałem nie prawdziwym kibicom, których w Lubinie jest zdecydowana większość, tylko grupce kiboli.

Część fanów Zagłębia była przekonana, że Machiński został zwolniony, gdyż w niedzielę zagrał w halowym meczu piłkarskim pomiędzy VIP-ami Żmigrodu a oldbojami Śląska w barwach wrocławskiej ekipy. Oburzeni szeroko komentowali to zdarzenie na forum oficjalnej strony internetowej klubu. - Nie, nie, to zdarzenie w Żmigrodzie nie miało na zwolnienie żadnego wpływu - podkreśla Koziński.

Machiński jest zbulwersowany, że kibice kłamią, zarzucając mu nieprawdę.

- W Żmigrodzie graliśmy w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a więc dochód z imprezy był przeznaczony na szlachetny cel - opowiada. - Tam nie grał Śląsk Wrocław, tylko osoby związane z Wrocławiem i przedstawiciele gminy Żmigród. Nie graliśmy w koszulkach Śląska, mało tego na strojach nie było żadnego logo tego klubu. Poza tym przedstawiono mnie jako dyrektora Zagłębia Lubin - wymienia oburzony.

W miejsce zwolnionego Machińskiego nikt nie zostanie zatrudniony. Wcześniej zarząd klubu został powiększony o nowego wiceprezesa.

KOMENTARZ:

Kto następny?

Właściciel klubu czy też jego prezes mają prawo podjąć każdą decyzję personalną. Jednak wizerunkowo nie wygląda dobrze, gdy to kibice wpływają, a nawet decydują o tym, kto może w Zagłębiu Lubin pracować. Fani są niezwykle ważną częścią każdego klubu sportowego, ale nie jego jedynym elementem. I na pewno nie do kibiców należy podejmowanie decyzji personalnych czy wymuszanie ich na prezesie. A do tego doszło w Zagłębiu.

Lubińską odwieczną hipokryzją jest podnoszenie argumentu - nominacji politycznej. W Zagłębiu czy też w KGHM Polska Miedź SA wiele decyzji personalnych ma charakter polityczno-partyjny. Różnica polega tylko na tym, że zmieniają się partie, które rozdają stanowiska. I nikt nie jest tam święty.

W Zagłębiu "kibice" mają już duże osiągnięcia w dymisjonowaniu osób, które im się nie podobają. Właśnie ci kibice wymogli niedawno na innym prezesie zwolnienie trenera Dariusza Fornalka, mimo że po pierwszej części sezonu zespół był liderem I ligi. Teraz poleciał dyrektor zarządzający.

Ciekawe, co zrobi prezes Koziński, gdy to on przestanie się podobać kibicom?

Kuszczak jednym z bohaterów ?