Człapiące Juve kontra pędzący Milan

W szlagierze ligi włoskiej wicemistrz podejmuje wicelidera, a notorycznie krytykowany trener żółtodziób Ciro Ferrara rzuca wyzwanie Leonardo, żółtodziobowi bez ustanku wychwalanemu

Najsprawniejsze mózgi uszły w świat. Dawno temu wyjechał sędziwy dziś Giovanni Trapattoni, potem wyemigrowali Nevio Scala i Fabio Capello, ostatnio zagraniczne oferty przyjęli Carlo Ancelotti, Luciano Spalletti i Roberto Mancini. Jeśli wydłużyć listę o Marcello Lippiego (selekcjonera reprezentacji) i Arrigo Sacchiego (całkiem rzucił futbol), to okaże się, że włoską Serie A opuściły wszystkie najgorętsze rodzime trenerskie nazwiska.

Między innymi dlatego władzę nad tamtejszymi supermocarstwami przejęli minionego lata zupełni nowicjusze, którzy nigdy samodzielnie nie pracowali. Kierujący Juventusem Ferrara bywał co najwyżej asystentem, kierujący Milanem Leonardo nie miał w CV nawet tyle, on zajmował się tylko wynajdywaniem w Ameryce Płd. piłkarzy wartych pozyskania (upolował Kakę oraz Pato). Obaj weszli w dodatku do szatni przepełnionych podstarzałymi, bardzo doświadczonymi graczami, którzy wygrali wszystko, co w futbolu jest do wygrania.

Choć oba kluby w tabeli Serie A dzieli zaledwie punkt, ich trenerzy recenzje zbierają diametralnie odmienne.

Nawet nie dlatego, że Juventus odpadł z Ligi Mistrzów w szokujących dla kibiców okolicznościach (bolesne 1:4 z Bayernem), a Milan awans do 1/8 finału przyozdobił zwycięskim dwumeczem z Realem Madryt. Włosi widzą, że turyńczycy wciąż szukają tożsamości - Ferrara co kilka tygodni wznieca taktyczną rewolucję, zdezorientowana drużyna gra nijako, natchnąć nie umieją jej kupieni za ciężkie pieniądze Brazylijczycy Felipe Melo i Diego, wiele punktów ocaliła dzięki przerastającym resztę osobowościom bramkarza Gianluigiego Buffona (w niedzielę nie zagra) i obrońcy Giorgio Chielliniego. Jeśli w środę w Parmie po serii porażek wreszcie zwyciężyła, to znów dzięki stałym fragmentom gry. Rzuty rożne i wolne pozostają naczelnym ofensywnym atutem Juventusu, który z inwencją i werwą atakować nie potrafi.

W Milanie przed sezonem było blisko paniki, dlatego w ostatnich tygodniach zrobiło się niemal sielankowo. O ile turyńczycy planowali szturm na wszechpanujący od kilku lat Inter, o tyle zaciskający pasa mediolańczycy celowali nieśmiało w podium, a miażdżąca większość komentatorów skazywała ich na zatonięcie w przeciętności. Tymczasem Leonardo - w wywiadach deklarujący upodobanie do bajecznego stylu reprezentacji Brazylii z 1982 roku - istotnie zainspirował swoich weteranów do gry tak bezkompromisowej i ryzykownej, że wprawiającej Włochów w osłupienie. Przywrócił do życia Ronaldinho, odważył się osadzić na ławce rezerwowych Gattuso i Inzaghiego, i w ogóle ulepił drużynę na swoją modłę. Co było niezbędne, skoro San Siro utraciło latem trzy postaci monumentalne - wspomnianego Ancelottiego, a także Maldiniego i Kakę.

W środę Milan rozbił Genoę 5:2, od września przytrafiła mu się ledwie jedna wpadka (0:2 z Palermo), drugą linię zasilił ceniony w Serie A za taktyczną inteligencję David Beckham, dlatego nawet mimo kontuzji Seedorfa, Pato i Zambrotty goście niedzielnego szlagieru powinni czuć się pewnie, zwłaszcza wobec postępującej zapaści w ataku Juve. Alessandro Del Piero - pół jesieni się kurował, ponoć niespecjalnie lubi się z trenerem - po raz pierwszy w karierze do stycznia nie strzelił ani jednego gola, leczy się Vincenzo Iaquinta, przedwczoraj okazało się, że przez 40 dni pauzował będzie David Trezeguet. Z braku alternatywy na szpicy będzie biegał Brazylijczyk Amauri, którego Włosi niedawno wręcz błagali o naturalizację i grę dla ich kadry, a teraz coraz częściej osądzają, że jako bezlitosny snajper się skończył.

W jakichkolwiek tarapatach by się jednak turyńscy piłkarze akurat znajdowali, jednego imponującego atutu nie stracili. Ligowe starcia wagi ciężkiej ich stymulują, umieją wygrywać je dzięki charakterowi i odkąd wrócili w 2007 roku z karnej odsiadki w Serie B, tylko raz, w dodatku minimalnie, ulegli konkurentom z Mediolanu (licząc także spotkania z Interem).

Milan przez ten czas zaledwie jeden mecz z Juventusem bądź Interem wygrał. Jeśli Leonardo przełamie tę passę, zapewne usłyszy niebawem, że narodził się spadkobierca Sacchiego, Capello i Ancelottiego, a dynastia wielkich trenerów z San Siro prędko nie wygaśnie.

Więcen na specjalnym serwisie o Serie A ?

Więcej o: