Rajd Dakar 2010. Rafał Sonik rano liderem, wieczorem w końcówce

Rafał Sonik wygrał w sobotę pierwszy etap tegorocznego Rajdu Dakar i był liderem w klasyfikacji quadów. Tylko przez jedną noc, bo w niedzielę został ukarany za przekroczenie prędkości na odcinku dojazdowym, a na trasie stracił do lidera ponad półtorej godziny.

Polak startuje w rajdzie po raz drugi. W zeszłym roku, choć już po drugim etapie musiał wymienić silnik i do mety w Buenos Aires dojechał maszyną trzymającą się w jednym kawałku na słowo honoru, zajął świetne trzecie miejsce. Został pierwszym Polakiem, który ukończył Rajd Dakar na podium. Teraz jest jednym z faworytów, choć wypowiadał się ostrożnie. - Pierwsze odcinki w Argentynie są wąskie lub bardzo wąskie. W takim wypadku quady jadą za motocyklami, a to oznacza, że przed pierwszym quadowcem jest około 200 motocyklistów, z czego połowa jest wolniejsza.

Podczas sobotniego etapu z Colon do Cordoby Polakowi wąskie trasy jednak nie przeszkadzały. Przyjechał do mety z dwiema minutami przewagi, choć często jechał na ślepo. - Dzisiaj w dwóch, czy trzech sytuacjach zobaczyłem zakręt, kiedy już w nim byłem. Motocykliści jechali w takim kurzu, że nic nie było widać - powiedział w sobotę.

W niedzielę Sonika dopadł pech. Rano okazało się, że do drugiego etapu z Cordoby do La Riochy wystartuje z ósmego miejsca, bo otrzymał osiem minut kary za przekroczenie prędkości na sobotnim odcinku dojazdowym. Razem z nim ukarano ok. 20 innych kierowców. W dodatku na trasie poszło mu fatalnie i Polak stracił do zwycięzcy etapu Francuza Huberta Deltrieu ponad półtorej godziny.

Organizatorzy w tym roku bardzo pilnują zachowania wymogów bezpieczeństwa, ale nie zapobiegło to tragedii już na pierwszym etapie. W sobotę niemiecki kierowca Mirko Schultis na jednym z zakrętów odcinka specjalnego stracił panowanie nad samochodem i wpadł w grupę kibiców, którzy obserwowali rywalizację w nieprzystosowanym do tego miejscu. Nie żyje 28-letnia Argentynka, cztery kolejne osoby są ranne. To 60. osoba, która zginęła na trasie Rajdu Dakar w 32 edycjach.

Pierwsze etapy tegorocznego rajdu przypominają trasy rajdów WRC. Bez dużych różnic wysokości, z trasą głównie żwirową. Dlatego świetnie radzą sobie kierowcy, którzy mają doświadczenie ze startów w mistrzostwach świata. Od początku wysoko w klasyfikacji znajduje się Hiszpan Carlos Sainz, który przed rokiem prowadził przez większość trasy, ale rozbił samochód na 12. etapie. Niespodziewanym zwycięzcą pierwszego etapu był jednak w sobotę jego rodak Nani Roma, który wyprzedził Sainza i Stephane'a Peterhansela. Roma już raz wygrał Dakar. W 2004 r. okazał się najlepszy, ale jadąc... motocyklem - Jestem trochę zaskoczony uzyskanym czasem. Tym bardziej że w połowie odcinka specjalnego mieliśmy problem z silnikiem. Trzeba było przystanąć i to sprawdzić - powiedział na mecie w Cordobie. W niedzielę Romę dopadł jednak pech i już na drugim kilometrze odcinka specjalnego wpadł do rowu. Z wypadku wyszedł bez szwanku, ale stracił ok. 15 minut i prowadzenie w klasyfikacji.

Krzysztof Hołowczyc na mecie pierwszego etapu był siódmy. Polak jedzie nissanem navarrą, samochodem przystosowanym do rajdu przez firmę Overdrive, należącą do jego pilota Jean-Marca Fortina. W przeciwieństwie do czołówki raju, która korzysta z silników Diesla, samochód Polaka i Belga korzysta z silnika benzynowego. Udało mu się wyprzedzić m.in. jadącego fabrycznym Volkswagenem Amerykanina Marka Millera. W niedzielę kierowcy Volkswagena dominowali. Wśród pięciu pierwszych na mecie było czterech kierowców tego teamu, a w klasyfikacji generalnej zajmują pięć z sześciu pierwszych miejsc. Wygrał Katarczyk Nasser Al-Attiah. Krzysztof Hołowczyc był 13.

Nieźle spisują się polscy motocykliści. 24-letni Jakub Przygoński był na drugim etapie 20., ale w sobotę 7. i w klasyfikacji generalnej zajmuje 12. miejsce. Jacek Czachor, Marek Dąbrowski i Krzysztof Jarmuż mieszczą się w pierwszej pięćdziesiątce. - Miałem problem z goglami, bo dobrałem na deszcz, a świeciło słońce i mi parowały. Musiałem trochę zwolnić w środku odcinka, bo nic nie widziałem - powiedział w sobotę Przygoński. Na niedzielnym etapie najszybszy był Francuz David Fretigne, który wyprzedził swojego rodaka Davida Casteu, który był pierwszy na mecie dzień wcześniej i prowadzi w klasyfikacji generalnej. Pecha miał Hiszpan Marc Coma, który z powodu kary za zbyt szybki przejazd w terenie zabudowanym spadł w klasyfikacji z 2. na 14. miejsce.

Dla czołowych motocyklistów największą przeszkodą na pierwszych etapach nie jest trasa, ale ograniczenia dla fabrycznych motocykli, które wprowadzono w tym roku. Pojemność silników tych najlepszych nie może przekraczać 450 ccm. - Muszę być bardzo skoncentrowany na kierowaniu, bo tym motocyklem jeździ się inaczej. Trzeba jechać cały czas szybko, bo nie ma on takiego przyspieszenia - wyjaśnił Casteu. - W zeszłym roku jeździłem 185 km/godz., teraz najszybciej 166 km/godz. - stwierdził Marc Coma.

Klasyfikacja generalna po 2. odcinku specjalnym

Samochody:

1. N. Al-Attiah (Katar) - 6:16:39; 2. C. Sainz (Hiszpania) - strata: 1:19; 3. S. Peterhansel (Francja) - 2:30;... 12. K. Hołowczyc - 14:48

Motocykle:

1. D. Casteu (Francja) - 5:50:45; 2. C. Despres (Francja) - strata: 2:10; 3. D. Fretigne - 2:14;...12. J. Przygoński - 21:23; 22. J. Czachor - 34:55; 36. K. Jarmuż - 51:00; 41. M. Dąbrowski - 52:54.

Quady:

1. J. M. Gonzales Corminas (Hiszpania) - 6:34:31; 2. A. Patronelli (Argentyna) - strata: 2:37; 3. M. Plechaty (Czechy) - 2:49;... 22. R. Sonik - 1:42:06.

Tak się cieszył Rafał Sonik ? w sobotę

Więcej o: