Drzyzga: Skra odpadła zasłużenie

Zainteresowanym polecam jeszcze raz obejrzeć mecz. Tak z zimną głową. Były błędy sędziów, co wyłapały telewizyjne kamery, ale nie one zdecydowały o odpadnięciu Skry - mówi Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu Sport i Sport.pl.

Przemysław Iwańczyk: Awans Resovii i odpadnięcie Skry to niespodzianka, sensacja czy rozstrzygnięcie, którego można się było spodziewać?

Wojciech Drzyzga: Odpadnięcie obrońcy tytułu, mistrza Polski, zespołu tej klasy, co Skra, zawsze jest sensacją. Ponieważ bełchatowianie przegrali z wicemistrzem kraju, nie nazywam tego hipersensacją. To spore rozczarowanie dla Skry i mały sukces Resovii. Pamiętajmy, że to dopiero ćwierćfinał, a więc jeszcze bardzo daleko do zdobycia trofeum. Gdyby te drużyny zmierzyły się w finale, ich rywalizację oceniałbym inaczej - każdy mógłby być zwycięzcą bez specjalnego zdziwienia.

Historia dwumeczu jest prosta: pierwsze spotkanie (3:0 dla Resovii) postawiło Skrę pod ścianą. Spokojnie analizując, trzeba jasno powiedzieć, że w tym okresie lepszą formę prezentuje Resovia.

Dla mnie sobotni rewanż był niesamowitym widowiskiem, także za sprawą Skry, bo mało który zespół podnosi się ze stanu 18:22 i wygrywa seta.

- Zgadzam się, w prognozach nie skreślałem Skry, bo to drużyna umiejąca grać na bardzo wysokim poziomie, stojąc pod ścianą. Spokojnie mogła wypracować w pierwszych wygranych partiach tak wysoką przewagę, że to rywal, a nie gospodarze graliby pod olbrzymią presją. Ale rzeszowianie nie czekali, rzucili wszystkie siły na zagrywkę, rozbijając Skrę, trzymając ją na dystans. Nie udało im się utrzymać bezpiecznej przewagi, przegrali seta i wtedy rywale mieli szanse bardzo szybko się odbudować. W drugiej partii było dość podobnie, ale goście już nie oddali pola przeciwnikowi. Potwierdziło się, że forma i możliwości kadrowe są na plus dla Resovii. Polecam wszystkim obejrzeć raz jeszcze ten pojedynek, wyraźnie było widać, kto jest lepszy.

Pod jakim względem rzeszowianie byli lepsi?

- Nie widziałem dokładnych statystyk, ale sądzę, że utrapieniem Skry były błędy. Przeplatali akcje bardzo dobre z serią pomyłek. Także ich blok nie działał jak trzeba, zbyt późno zaczęli mocno serwować. Całe spotkanie wygrali gospodarze 3:1, ale na poważnie trzeba brać tylko dwa pierwsze sety. Agresja, szybkość, wytrzymałość psychiczna po przegranej pierwszej partii były po stronie gości. To był naprawdę fajny dwumecz, a Resovia zrobiła spory krok do zdobycia Pucharu Polski, stając się głównym faworytem turnieju finałowego.

Było sporo kontrowersji, siatkarzom zaczęły puszczać nerwy.

- A ja uważam, że kontrowersji wcale nie było tak dużo. Emocje wywołały dużą nadwrażliwość u wszystkich. Wszystkim, zwłaszcza najbardziej zainteresowanym, polecam jeszcze raz obejrzeć to spotkanie. Tak z zimną głową. Były błędy, co wyłapały telewizyjne kamery, ale sędziów liniowych, nie głównych. Poza tym pomyłki były i w jedną, i drugą stronę. Nawet ta największa kontrowersja, po której doszło do przepychanek, jak na siatkówkę dość dużych, zdarzyła się przy wyniku 19:20 w drugim secie. Można gdybać, co by się stało przy remisie, ale nie był to punkt decydujący o porażce Skry. Kolejne cztery akcje Resovia wygrała czysto sportowo, a Skra popełniała błędy. Zamknijmy te dywagacje znaczącą moim zdaniem wypowiedzią Daniela Plińskiego, który zaraz po spotkaniu przyznał po prostu, że rzeszowianie wygrali zasłużenie, grając lepiej w siatkówkę. A sędziowie? Ludzie grają i ludzie ich oceniają, każdy ma prawo do błędów. W sobotę ich największym zaniechaniem było to, że nie ukarali dyscyplinarnie siatkarzy Skry.

Trener Nawrocki wstawił do składu Jakuba Novotnego i Macieja Dobrowolskiego. To fundamentalne zmiany.

- Mogę tylko ocenić, że w meczu to jednak zmiennicy, a więc Mariusz Wlazły i Miguel Falasca, grali bardzo dobrze. Czy zagraliby tak dobrze przez cały mecz, nie wiem, ale ci, którzy grali od początku, do końca nie wywiązali się z zadania. Skra ma dużo problemów właśnie z tym, że każdy siatkarz jest w innej formie. Nie wiem też, jak do końca wygląda ich zdrowie. Co do Novotnego, gołym okiem widać braki w przygotowaniu fizycznym, skoczności, powtarzalności zagrań. Podobnie jest z Wlazłym, który pojedyncze zagrania ma genialne, ale za chwilę przytrafia mu się prosty błąd. To wynik braku ogrania i niepewności.

Przed Skrą bardzo istotny mecz w Lidze Mistrzów z Knack Roeselare. Podniosą się psychicznie?

- Są w trudnym momencie, bo wszystko dzieje się bardzo szybko. Mogą się cieszyć, bo fizycznie coraz lepiej wyglądają Wlazły i Novotny, dzięki czemu Jacek Nawrocki może w końcu manewrować. Wcześniej Skra grała w niezmienionym składzie, siódemka tych samych graczy musiała znosić wielkie obciążenia. Nie wiem, czy już wychodzi z dołka, w jakim stanie są rezerwowi i ci po kontuzjach, ale zdaje się, że każdy jest w innym miejscu. Nie jest to maszyna, która pracuje równo na pełnych obrotach.

Czy stać nas na siatkówkę na serio? przeczytaj komentarz  ?

W poniedziałek tylko z "Gazetą Wyborczą" program do rozliczenia podatkowego - dla osób fizycznych - dla osób prowadzących działalność gospodarczą