Blogerzy spod kosza: Katzurin EuroBasket odbębnił

Koszykarscy blogerzy podsumowują rok 2009. W czwartej, ostatniej części dyskutują o reprezentacji Polski i organizowanym przez Polskę EuroBaskecie.

Jakub Wojczyński (Piłka i dwa kółka): Skoro ma być o kadrze, to najważniejszym wydarzeniem rzecz jasna był EuroBasket. 9. miejsce to wynik obrazujący stan naszej koszykówki. Polska to europejski średniak, który nawet w najsilniejszym składzie, na własnym parkiecie i przy dużych osłabieniach rywali nie potrafić przeskoczyć swojego poziomu. Oczywiście na takiej imprezie powinniśmy od naszych oczekiwać dokonywania cudów i szkoda, że tak się nie stało. Być może cuda byłyby, gdyby był inny trener? Bo z perspektywy czasu Katzurin okazał się człowiekiem, któremu na kadrze chyba nie do końca zależało i traktował ją tylko jako pracę, którą trzeba "odbębnić".

Michał Rodziewicz (3 sekundy): Jak wspomniał Kuba, kadra to przede wszystkim ten nasz EuroBasket. I o ile o wynik nie mam większych pretensji (bo obrazuje stan rzeczywisty naszej koszykówki a zwycięstwo z Litwą wywołało entuzjazm w całym kraju), to już o zaangażowanie i walkę do końca owszem. Miałem wrażenie, że ten zespół nie umiał reagować na porażki, a porażka z Turcją w zasadzie skończyła nasze granie. Potem zryw z Serbami, dobry początek ze Słowenią - to można pochwalić. Ale chyba nadal za mało, jak na grających u siebie zawodników.

Szczepan Radzki (D-fence by Szczepan Radzki): Nie do końca zgadzam się w temacie Muli Katzurina. Na pewno popełnił błędy - choćby brak pomysłu na grę w drugiej fazie grupowej, ale musimy spojrzeć na to trochę szerzej. Może nasi zawodnicy nie są na tyle dobrzy, żeby walczyć z drużynami z czołówki? Bo o takich mówimy patrząc na Hiszpanię, Słowenię i Serbię. Wiele osób urządziło sobie jakąś chorą wendetę obarczając Katzurina brakami, które mamy poprzez nieudolność w działaniach w ostatnich kilku, jak nie kilkunastu latach.

Nie trafia do mnie też argument grania krótką ławką - ten trener trenując Śląsk Wrocław grał identycznie, w Nymburku podobnie - czego nie wiedzieli wybierający szkoleniowca kadry? Tej oczywistej oczywistości?

Żebyśmy mieli jasność - nie bronię Izraelczyka, bo błędy popełnił, ale nie obarczam go winą w 100%, za to że nie dokonał cudu nad Wisłą, bo czynników składających się na ten stan rzeczy było dużo więcej. Między innymi właśnie wpadki imprezowych koszykarzy.

Michał Owczarek (Pick and Roll): To trener ponosi odpowiedzialność za wynik, dobór graczy itd. Oczywiście, że PZKosz wiedział kogo bierze, więc tu zgoda. Zgadzam się też, że tu nie dało się więcej osiągnąć, zwłaszcza przy takim losowaniu. Można teraz gdybać, że druga połówka drabinki była łatwiejsza i może do tej ósemki jakoś byśmy się doczłapali. Ale nie o to chodzi.

Problem z Katzurinem jest taki, że kadra nie miała stylu, a on nie miał planu awaryjnego, gdy okazało się, że granie z kontry na więcej niż wygrane z Bułgarią i Litwą nie staje. Oczywiście, ze Słowenią, Serbią i Hiszpanią szanse były małe, ale gdyby było widać, że ta kadra gra dobry basket, wrażenie byłoby inne.

SR: Michał - z czego mamy wybierać? W Polsce nie ma graczy zdolnych nawiązać walkę z najlepszymi w Europie. Ale schodzimy tu do tematu szkolenia, a w zasadzie jego braku i sztucznych przepisów, o których już dyskutowaliśmy.

Co do braku stylu i braku planu awaryjnego - nie śmiem nawet mówić, że jest inaczej. Nie miał, dlatego go nie bronię, jestem jednak zwolennikiem tezy, że nie wszystkie winy możemy kłaść na barkach Katzurina.

Powiedzmy sobie też szczerze - apetyt wszystkim urósł w miarę jedzenia. Liczyliśmy na cokolwiek w Łodzi, a rzeczywistość okazała się okrutna.

MR: Ja daleki jestem do obarczania Katzurina za to, że nie zdobyliśmy Mistrzostwa. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że inni byli po prostu lepsi, mocniejsi, szybsi. Ale w grze naszych orłów brakowało tej zawziętości od pierwszej do czterdziestej minuty każdego meczu. I o to mam największy żal - bo być może szybko taka okazja na dobry wynik i dobre zaprezentowanie się nie powtórzy. Na Śląsk prowadzony przez Urlepa ludzie przychodzili dlatego, że ci zawodnicy walczyli o każdą piłkę, zasuwali i nawet jeśli nie wygrywali, to widać, że zostawili serca na boisku. Na najważniejszej imprezie koszykarskiej w Polsce od czterdziestu lat tego niestety zabrakło.

Katzurin, prócz ogólnie znanych przywar, nie umiał tych ludzi zmobilizować. Wtłoczyć im w głowy, że główny cel to awans do półfinału - takie ambitne założenie. I pod tym kątem wszystkich mobilizować. I dlatego powinien odejść, jak również dlatego on jest dla mnie jednym z głównych rozczarowań naszej kadry na EB. Katzurin był moim zdaniem niewypałem. Słaba rotacja, brak pomysłu na atak pozycyjny, średnia obrona.

SR: A kto waszym zdaniem z zawodników najbardziej zawiódł? Mówię tu raczej o naszych graczach niż o innych drużynach.

MR: Chyba duet Logan - Ignerski. Michał się tak jakby spalił i po dwóch doskonałych meczach (niesamowite serie "trójek") już niewiele pokazał w starciach z najmocniejszymi rywalami. A Logan miał być największą naszą siłą na obwodzie. Miało być tak, jak obecnie w Cleveland - Gortat skupia uwagę pod koszem, a David ma więcej miejsca na obwodzie. Trochę nie wypaliło. Zawiedli te Ci, którzy postanowili sobie poimprezować podczas trwania turnieju. Szkoda, że kadra okazała się dla niektórych smutnym przymusem pod tytułem "obiecałem, gramy u nas, trudno - przyjadę". Niektórych przerosła (imprezy, chodzenie po północy po McDonaldach). Ale jeśli reprezentowanie barw narodowych nie jest dla zawodników wyróżnieniem, to niebezpiecznie zbliżamy się do piłkarzy, zamiast siatkarzy, czy piłkarzy ręcznych. A wiadomo, gdzie obecnie znajduje się piłkarska kadra.

MO: Czy Ignerski zawiódł? Jeśli patrzeć na statystyki to tak. Ale jeśli spojrzeć na to z innej strony - czy zespół wiedział jak z nim grać? Czy były zagrywki pod Ignerskiego, tak by wykorzystać jego atuty? Nie, nie było. Poza tym mówienie w jednej linii o Ignerskim i imprezowiczach, McDonaldach jest dla tego, i większości kadrowiczów niesprawiedliwe.

Czy zawiódł Logan? Według mnie zagrał tak, jak gra w Prokomie. Jak kadrze nie szło to nie pomagał, a statystyki nabijał, gdy było po jabłkach.

Ale bardziej niż o rozczarowaniach wolałby wspomnieć, o pozytywie, czyli Łukaszu Koszarku. Świetnie zastąpił Szubargę, a nawet wygryzł go później z pierwszej piątki. Chyba jedyny gracz, który potrafił coś sam zagrać, stworzyć na boisku, zagrać z wysokimi. Bardzo fajnie.

SR: Łukasz Koszarek - to dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie. Zawsze byłem przekonany, że bliżej mu mięczaka, niż koszykarza z potężnym, silnym charakterem. Po występach w Łodzi zmieniam zdanie, bo on jako jeden z naprawdę nielicznych sprawiał wrażenie chcącego grać o zwycięstwo.

Michał dobrze napisał - Logan nabijał statystyki jak było po wszystkim. Temu zawodnikowi niestety nie można dać wolnej ręki, bo wtedy ciepie cegłami z obwodu i jedyną rzeczą jaka przychodzi jest do głowy to zamówienie mu prenumeraty magazynu "Murator".

JW: Koszarek - na EuroBaskecie wypadł bardzo pozytywnie, ale niestety we Włoszech trafił kiepsko. W swoim zespole ma reprezentanta Włoch Fabio Di Bellę i Amerykanów, którzy bardzo lubią grać z piłką. Wygląda na to, że niedużo zostaje mu minut, by zajmować się rozgrywaniem. Szkoda.

MO: Patrząc na wyniki kadry, mimo wszystko trzeba podkreślić zwycięstwo nad Litwą, nie deprecjonować go. To jeden z największych sukcesów kadry w ostatnich latach, może największy.

SR: Zgadzam się w stu procentach - kto bowiem będzie pamiętał jaka była kadra litewska, będziemy pamiętali tą spektakularną wygraną i niesamowite emocje w Hali Stulecia we Wrocławiu.

JW: Ja mimo wszystko uważam, że słusznie, że zrezygnowano z Muli Katzurina, ale sposób wyboru następcy to kpina. Ogłoszono konkurs, którego nikt nie wygrał, bo w PZKosz oczekiwali, że zgłosi się ktoś aktualnym z euroligowym doświadczeniem. A trenerzy tego pokroju rzecz jasna się do konkursów nie zgłaszają. Teraz mają być rozmowy z kandydatami zaproponowanymi przez komisję, ale tak naprawdę tak należało zrobić na początku.

SR: Ogłaszanie konkursu to moje top 3 w kabaretach urządzanych przez PZKosz - zapewnienia o wyborze trenera z konkursu, utwierdzanie wszystkich w tym przekonaniu, a cał?e dwie godziny później okazuje się, że żaden z kandydatów się nie nadaje. Czy ktoś w ogóle spodziewał się, że jakiś czołowy trener zgłosi się w taki sposób do prowadzenia naszej kadry? Roman Ludwiczuk z całą swoją świtą zachował się jakby był prezesem Los Angeles Lakers.

MR: Wybór jego następcy to już wielka kompromitacja PZKosza, o której na szczęście niewiele się (na razie) mówi.

JW: Zmieniając temat na klubowy - z Euroligi zapamiętam znakomity finał z Berlina, gdy CSKA dogoniła Panathinaikos i prawie wygrała. Zwycięstwo Prokomu nad Realem nie powoduje u mnie drgawek, bo ten zespół gra zbyt chaotycznie i nierówno. Co z tego, że ograł Real, skoro wcześniej przegrał z Oldenburgiem, a później w Mediolanie?

MO: Zwycięstwo z Realem to wielkie wydarzenie, choć zdaję sobie sprawę, że kwestia awansu została tydzień później mocno skomplikowana w Mediolanie, a Real od meczu z Prokomem wygrał tylko raz w pięciu meczach. To nie zmienia faktu, że underdog pokonał faworyta. W najlepszych czasach Śląska i Prokomu z lepszym składem zwycięstwa nad czołówką, dlatego pokonanie Realu to jednak jest wielki triumf i wydarzenie. Jego sukces jest tak istotny, bo wygrał w ważnym momencie, z zespołem, który ma najlepszego trenera w Europie, ze składem, na który Florentino Perez wydał sporo kasy, gdzie grają zawodnicy, z których każdy byłby w Prokomie ogromną gwiazdą. I tyle w tym temacie.

MR: Prokom meczem z Realem paradoksalnie wpadł w pułapkę. Bo to pokazało, że oni naprawdę mogą wygrywać z najmocniejszymi. Że mają potężny skład i spokojnie można oczekiwać czegoś więcej niż 13:0 w naszej przaśnej lidze. Ale, podobnie jak przedmówcy, w euforię nie wpadam - również bardziej mam w pamięci beznadziejną grę w pozostałych meczach.

SR: W kwestii Prokomu jest jeszcze pierwsze pół roku, kiedy gdynianie (wtedy jeszcze sopocianie) awansowali do Top16 w Eurolidze z zachwycającym bilansem zaledwie dwóch zwycięstw. Odnośnie zwycięstwa nad Realem - to był chyba jedynym mecz, w którym gdynianie grali w miarę poukładany basket, cała reszta to jeden wielki chaos. Wtrącę jeszcze sprawę, o której mówiliśmy - Wisła Can-Pak Kraków i jej bilans w Eurolidze kobiet. Brak porażki w ośmiu meczach - za to należy się szacunek.

Tak w ogóle to myślicie, że można wygraną Prokomu nad Realem porównywać do zwycięstwa Śląska Wrocław nad Maccabi?

MR: Moim zdaniem zwycięstwo Śląska z Maccabi było większym wydarzeniem, niż to obecnie. A tak swoją drogą wrocławianie wygrali kiedyś również w Madrycie, o czym trochę się zapomina.

JW: Jeśli chodzi o porównanie meczu Prokomu z Realem z meczem Śląska z Maccabi to tamten drugi mecz kojarzy się jako popis Polaków, a przecież znaczyli oni w tamtym meczu niewiele więcej niż teraz w Prokomie - Zieliński + Tomczyk vs. Hrycaniuk + Łapeta. Toż to nawet Pacesas korzysta częściej z miejscowych graczy niż wtedy Bucchi i jakoś nikt nie miał do Włocha pretensji. To taki kamyczek do ogródka narzekających, że w Prokomie sami obcy grają.

Patrząc na grę 'naszych' to na pewno warto docenić bardzo udane drugie podejście Szymona Szewczyka do ligi włoskiej. Dwa lata w Rosji wiele go nauczyły. Drugi sezon w Rostowie miał bardzo udany, teraz też, jak to się ładnie mówi, robi furorę w Air Avellino. Brawo.

MR: Mnie natomiast ciekawi sytuacja Ignerskiego i Lampego. Ten pierwszy nadal rozbija się po Hiszpanii i chyba szkoda, że nie wykorzystał okazji przejścia do Barcelony, jaka się ponoć pojawiła. Bo na razie prezentuje chimeryczną formę w drużynie, o której nikt nie mówi. Natomiast Lampe, po spektakularnym transferze do Tel Awiwu nie może się chyba odnaleźć. Ponoć ma problemy z trenerem, ale jak wiadomo - dobrego zawodnika obroni jego gra. A ta w wykonaniu Maćka na razie jest raczej przeciętna. Pytanie - czy powinien pozostać, czy lepiej odejść?

MO: Co do Ignerskiego w klubie, to chyba nie ma wracać do tej jego oferty z Barcelony. Wolał zostać w Sevilli, widział szansę na lepszą grę i wysokie miejsce, wybrał otoczenie, które znał. Nie wypaliło. Teraz w Lagun Aro gra na swoim poziomie, bez wielkiej rewelacji, ale zarzucić mu też nic nie można. Dobry, solidny poziom jak na średni zespół ACB.

JW: Nie wiem jak można mówić, że Ignerski źle zrobił zmieniając klub. Co prawda nie jest to zespół stojący o wiele wyżej w tabeli, ale widać, że wyraźnie odżył, jest ważną postacią w taktyce zespołu.

SR: Problemy Lampego w Maccabi to jakieś kuriozum. Nie umieć dogadać się z Pini Gershonem to naprawdę trzeba mieć talent. Mam wrażenie, że Maciek Lampe może być jedną z dwóch gwiazd w zespole, ale nie potrafi pogodzić się z sytuacją, jak w drużynie jest 12 równorzędnych zawodników i każdy z nich w innym klubie byłby czołowym graczem.

JW: Chyba Lampe nie umie się pogodzić z graniem po 5 minut i faktycznie nienajlepiej odnajduje się w tej roli. Zresztą w grze Maccabi środkowi mają ciężko, bo granie skupia się na obwodzie.

MO: Reasumując - dla nas największe wydarzenie to chyba EuroBasket. Trzeba przyznać, że sam EuroBasket, jak mawia klasyk, wielkim eventem był. Świetna Serbia, Słowenia, Hiszpania, Grecy. Wielkie mecze Grecja-Turcja, Słowenia-Serbia czy Hiszpania-Słowenia. Dla mnie fenomenalny turniej. Co by nie mówić o kateringu czy organizacji, to turniej był fenomenalny.

SR: Turniej był wielki - nawet pomimo braków takich gwiazd jak Dirk Nowitzki czy Andrej Kirilenko. Strona sportowa była najważniejsza i z niej chyba możemy być zadowoleni. Cieszę się, że mogliśmy tam być, tak blisko i to w miastach w naszym kraju, a nie gdzieś na obczyźnie. Martwi mnie jednak to, że po tak ogromnym wydarzeniu, promocja koszykówki zniknęła i czuję się jakby EuroBasketu w ogóle nie było.

Blogerzy spod kosza w pierwszej części zastanawiali się co z tym Gortatem , w drugiej części dyskutowali o dominacji Prokomu w PLK , a w części trzeciej podsumowali rok w NBA .

Copyright © Agora SA