Turów Zgorzelec: Z Urlepem łapiemy oddech

- Mamy nowych zawodników, nowego trenera i gramy łatwą, ale bardzo efektywną koszykówkę - mówi Konrad Wysocki z Turowa Zgorzelec. W hitowym spotkaniu PLK Turów przegrał z Prokomem 90:91.

Szczepan Radzki: Ostatni rzut Roberta Witki wpadłby do kosza? Wydawało się, że piłka zmierza w dobrym kierunku.

Konrad Wysocki: Nie, był za krótki. Złapałem się co prawda po rzucie za głowę, bo w takich sytuacjach nie powinno się dotykać piłki, ale nie sądzę, żeby wpadł do kosza.

Po zmianie trenera znów zagrał pan dobre spotkanie.

- To się nie liczy. Nie jestem zadowolony, bo przecież przegraliśmy tak ważny dla nas mecz. Poza tym nawet jakby patrzeć na osiągnięcia indywidualne, to nie trafiałem z czystych pozycji, popełniłem też sporo błędów.

Ale radził pan sobie z Qyntelem Woodsem, a to nie jest łatwy przeciwnik.

- Niezbyt dobrze sobie z nim radziłem. To jest klasowy gracz, ma bardzo dobry rzut, z łatwością mija i kończy akcje pod koszem, zbiera piłki nad wyższymi graczami i umie podać w odpowiednim momencie. Nie jest łatwo grać przeciwko komuś takiemu, ale jakoś trzeba sobie radzić i się nie poddawać.

Skąd różnica w pana postawie w ostatnich meczach?

- Trener Urlep zbudował we mnie pewność siebie, pozwala mi na to, co w koszykówce jest normalne. Jak mam pozycję do rzutu, mam rzucać, jak mam miejsce do wejścia pod kosz, mam wchodzić. Nie muszę zbyt dużo myśleć, mogę po prostu grać. Przecież to jest prosta gra i trzeba wykorzystywać swoją przewagę.

Cała drużyna czuje się lepiej pod Urlepem.

- Mamy nowych zawodników, nowego trenera i gramy łatwą, ale bardzo efektywną koszykówkę. Łapiemy oddech i zaczynamy się coraz lepiej rozumieć.

Po hicie Turów - Prokom - Nie można było wysiedzieć! ?

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.