Premier Tusk: To nie są nawet kibole, tylko przestępcy, potencjalni mordercy

Dlaczego tak jest w Polsce, że jeśli ktoś uderza siekierą policjanta na meczu czy tuż po meczu, to jest kibolem i dostaje kolegium, a w każdym innym miejscu inny obywatel, uderzając policjanta siekierą, dostanie 10 lat więzienia?

Radosław Leniarski: "Gazeta Wyborcza" walczy z kibolstwem, które zawłaszcza stadionowe trybuny. Czy zarejestrował pan to zjawisko i zadziała?

Premier Donald Tusk: Z całą pewnością w Polsce bardziej potrzebna jest skuteczna egzekucja przepisów niż nowe przepisy. Kultura represji wobec bandytyzmu na stadionach będzie się rodziła w przestrzeni między sędzią, policjantem, prokuratorem. Politycy będą mieli coś do powiedzenia w stosunkowo niewielkim stopniu.

Premier dla Sport.pl: nie ma kiboli, są przestępcy Przepisy w Polsce są bardzo restrykcyjne. A jednak sam często pytam ludzi, którzy za to odpowiadają, a nie są bezpośrednio w mojej dyspozycji - mówię tu o sędziach, o wyrokach sądowych - dlaczego tak jest w Polsce, że jeśli ktoś uderza siekierą policjanta na meczu czy tuż po meczu, to jest kibolem i dostaje kolegium, a w każdym innym miejscu inny obywatel, uderzając policjanta siekierą, dostanie 10 lat więzienia.

Stadion nie jest w żadnym wypadku miejscem, które usprawiedliwia agresję jednego człowieka wobec drugiego. W ogóle powinno się wyrzucić z naszego języka słowa "kibic", "pseudokibic", a nawet "kibol", bo to nie są nawet kibole, tylko przestępcy, potencjalni mordercy. Jeśli ktoś bierze do ręki tasak albo maczugę i idzie z tym narzędziem na sympatyka innej drużyny czy na policjanta, to jest potencjalnym zabójcą. I powinien odpowiadać jak ktoś, kto usiłuje zabić innego człowieka.

Uważam, że to jest główny problem, któremu trzeba zaradzić. Ale pewnie jeszcze sporo czasu minie, aby było całkiem spokojnie na stadionach i wokół nich. Bo muszą się ludzie zmienić.

Atutem w tej walce będą nowoczesne stadiony.

Kibicuję jednej drużynie [Lechii Gdańsk] i tam, gdzie ona gra, skończyły się tego typu zdarzenia. Nie tylko dlatego, że ja jestem na meczu. Jest wiele miejsc w Polsce, gdzie się zmienia zachowanie kibiców. Obserwuję to w miejscach, gdzie powstały nieduże, kameralne stadiony. Otoczenie wpływa na zachowania ludzi.

Ostatnia zadyma miała miejsce właśnie na nowym stadionie Zagłębia Lubin. Czyli nowy stadion nie pomógł.

- Bili się tam?

Tak. Czy pan premier zareaguje, na przykład poprzez nacisk na policję, aby lepiej wykorzystywała przepisy ustawy?

- Nie wiem, czy pan pamięta, że ostatnio - a mógłby to być [w walce z chuliganami boiskowymi - rl] moment przełomowy - dostaliśmy po głowie, ja i ówczesny wicepremier Grzegorz Schetyna. Prawdę mówiąc, zdębiałem, gdy usłyszałem, jak kilku parlamentarzystów PiS zaczęło na nas bardzo głośno krzyczeć, gdy policja zatrzymała bardzo dużą grupę kibiców Legii [aresztowano ponad 700 kiboli, którzy maszerowali ulicami Warszawy na stadion Polonii bez biletów, za to wielu z tasakami, łańcuchami i maczugami]. Akcja była masywna, twarda. Nagle się okazało, że te działania spotkały się z krytyką opozycji i niektórych dziennikarzy. Czy dlatego, że ci z PiS, którzy najbardziej ubolewali, może nigdy nie byli na stadionie? Jeśli im się wydawało, że to, co zrobiła policja, było brutalne, to może dobrze byłoby, aby poszli na niektóre trybuny i zobaczyli, co to jest brutalność.

Chciałem przez to powiedzieć, że jeśli zdecydujemy się na twardsze działanie, to powinna być akceptacja dla działań policji, a nie larum, że policja przesadza.

Ale ostatnio bełchatowska policja kazała sprzedać bilety przyjezdnym kibolom. Wbrew prawu.

- To nie policja decyduje, czy stadion ma być otwarty, chyba że chodzi o wyegzekwowanie zamknięcia stadionu.

Jest oczywiście pytanie, co się dzieje w polskich klubach, kto pracuje w ochronie, czy jest współpraca między szefami polskich klubów a środowiskami przestępczymi, które udają kibiców. O tej chorobie wiem. Ale jeśli chodzi o działanie państwa, to nie ma drugiego tak restrykcyjnego jak nasze. Nie ma drugiego, które walczyłoby z taką twardością i gotowością do represji wobec środowiska piłkarskiego co Polska. Dziesiątki, jeśli nie setki osób poszło siedzieć za to, co zrobili z polskim futbolem.

W ciągu miesięcy, może lat zacznie to przynosić efekty. Mamy opinię państwa bardzo represyjnego wobec tych negatywnych zjawisk i komu jak komu, ale akurat polskim władzom nie można zarzucać, że są tolerancyjne wobec zwyrodnień w polskiej piłce nożnej.

Mauro Cantoro - odchodzi z Wisły Kraków ?