Olimpijska afera korupcyjna. Polka zdradza szokujące szczegóły

Polską panczenistkę Katarzynę Bachledę-Curuś próbowała przekupić trenerka jej holenderskiej rywalki Grety Smit. Oferowała 50 tys. euro za miejsce w olimpijskim wyścigu w Turynie na 5 km. - Stawka rosła z każdym dniem. Propozycję dostały także inne zawodniczki - zdradza kulisy afery Polka.

Reportaż o próbie korupcji pokazała w niedzielę holenderska telewizja. Polka potwierdziła wszystkie fakty podane przez dziennikarzy - że trenerka Ingrid Paul chciała kupić miejsce w olimpijskim biegu na 5 km dla swojej zawodniczki.

W rozmowie z "Gazetą" polska panczenistka podkreśla: - Ja nikogo nie oskarżam. Potwierdziłam tylko zdarzenia, jakich byłam świadkiem.

W poniedziałek śledztwo zapowiedziały: holenderski komitet olimpijski i federacja łyżwiarstwa szybkiego - narodowego sportu zimowego Holandii. Wkrótce to samo zrobią zapewne międzynarodowe władze sportowe - MKOl i ISU. Katarzyna Bachleda-Curuś w tym czasie wracała z Pucharu Świata w Salt Lake City.

Ingrid Paul, która złożyła korupcyjna propozycję, zaprzecza, aby komukolwiek ją składała.

Radosław Leniarski: Proszę opowiedzieć, co wydarzyło się na igrzyskach w Turynie?

Katarzyna Bachleda-Curuś (startowała pod nazwiskiem panieńskim Wójcicka): Zasady kwalifikacji do startu na 5 km były proste - ściga się 16 najszybszych dziewczyn na 3 km. Prawo występu mają trzy zawodniczki z kraju. Ja byłam 10. na 3 km, a Greta 17. Przez to nie wywalczyła miejsca dla Holandii. Jeśli ja bym się wycofała, ona mogłaby wystartować. Trenerka Ingrid Paul zaproponowała mi, że jeśli się wycofam, zarobię dużo pieniędzy. Od razu powiedziałam, że wystartuję, mimo że na 5 km ścigam się bardzo rzadko, właściwie raz do roku w wielobojowych zawodach. Nie mogłam inaczej postąpić. To są igrzyska, sportowcy przygotowują się do nich przez długie cztery lata.

Bieg na 3 km jest pierwszy w programie, a na 5 km ostatni, więc było grubo ponad tydzień przerwy. Pierwszy raz zostałam zaczepiona przez nią w tej sprawie zaraz po wyścigu na 3 km. Potem po wyścigu na 1000 m, w którym byłam ósma. Praktycznie każdego dnia miałam albo telefon, albo byłam osobiście nagabywana. To nie była jednorazowa propozycja. I stawka rosła.

Od ilu się zaczęła?

- Nie pamiętam. Pamiętam, że skończyła się na 50 tys. euro.

Paul mówiła wczoraj: "A skąd miałabym tyle pieniędzy?"

- Nie wiem.

Czy Holenderka zwróciła się tylko do pani?

- Sytuacja była znana wśród zawodniczek, bo nie tylko do mnie się zgłosiła Holenderka. Wiele z nich wiedziało, że chodzi o kupno miejsca w wyścigu na 5 km. Więc nawet jakbym chciała przehandlować miejsce w olimpijskim wyścigu, zbyt wiele osób wiedziałoby, jak do tego doszło.

Sytuacja była chyba dość szokująca... A może nie? Może takie sytuacje w świecie panczenistów się zdarzają, tylko my o tym nie wiemy?

- Mnie się to w głowie nie mieściło i byłam w szoku, że ktoś może do mnie wystartować z taką propozycją? Nie słyszałam też, aby na innych zawodach doszło do podobnych propozycji. Po igrzyskach w Turynie zostały zmienione zasady kwalifikacji do olimpijskiego wyścigu na 5 km. Teraz po prostu wystartuje najlepsza szesnastka z klasyfikacji Pucharu Świata.

Czyli propozycja Ingrid Paul znana była też władzom łyżwiarskim?

- Nie wiem, czy zmiany przepisów miały bezpośrednie źródło w tych wydarzeniach. Ale faktem jest, że zostały zmienione po Turynie.

Dlaczego pani nie zgłosiła tego od razu olimpijskim władzom, polskiej misji, trenerowi...

- Trener wiedział [Krzysztof Niedźwiedzki powiedział "Gazecie", że nie przekazał propozycji Paul, ponieważ nie miał twardych dowodów - żadnych nagrań lub zdjęć, i chciał, aby Katarzyna skupiła się na startach - rl]. Przede mną były jednak starty indywidualne. Chcieliśmy się na nich skoncentrować. Wiedzieliśmy, że propozycję dostały inne zawodniczki. Ale naprawdę, wiedziało o tym wiele osób. Dzięki temu Holendrzy zrobili materiał w telewizji.

Ingrid Paul powiedziała w kanadyjskiej prasie, że po prostu robiła rozeznanie, czy inne zawodniczki wystartują?

- To normalne, że jedne zawodniczki startują w konkurencjach od 500 m do 3 km, inne na dystansach powyżej 3 km. Można się rozeznać i jakoś dostosować. Ale ona nie przyszła zapytać. Ona powiedziała mi, że jak nie wezmę udziału w wyścigu na 5 km, zarobię dużo pieniędzy.

Pewnie MKOl przeprowadzi śledztwo...

- Jeśli zostanę wezwana, potwierdzę wszystko, czego byłam świadkiem. Powtarzam, to nie jest oskarżenie Ingrid Paul. To opis sytuacji.

Dlaczego materiał został wyemitowany dopiero teraz? Holendrzy byli u pani już latem...

- Nie wiem. Zaraz zaczynają się zawody kwalifikacyjne kadry Holandii. Myślę, że program miał na celu pokazanie, do czego Holendrzy są zdolni w dyscyplinie, w której są siłą dominującą. Greta Smit zakończyła przed miesiącem karierę.

Dziennikarze tłumaczą, że ich śledztwo trwało tak długo, bo tylko pani otwarcie się w nim wypowiedziała. Inni nie chcą mówić pod nazwiskiem. Paul zaprzecza, kanadyjska federacja, w której jest teraz główną trenerką panczenistek, stoi za nią murem.

- Ja nikogo nie oskarżam. Potwierdzam fakty.

Wraca pani z zawodów Pucharu Świata w Salt Lake City. Spotkałyście się z Ingrid Paul na torze?

- Było wiadomo, że w holenderskiej telewizji pójdzie reportaż. Dostałam mnóstwo SMS-ów z poparciem z Holandii, że bardzo rozsądnie i słusznie zrobiłam, były SMS-y z gratulacjami. Ingrid Paul więc z pewnością też wiedziała. Ale zachowywała się tak, jakby mnie nie zauważała.

Gdyby doszło do sprawy sądowej - pewnie nie dojdzie - znajdzie się więcej świadków. Dziennikarze podczas wizyty w czerwcu podali kilka nazwisk. Ja postąpiłam uczciwie i nie muszę się tłumaczyć, że nie wzięłam pieniędzy.

W Holandii wybuchł skandal po słowach polskiej łyżwiarki ?