Ebi w Kavali. To dziwny klub

- Sprowadzono mnie tutaj, żebym strzelał gole. Niczego innego się ode mnie nie oczekuje - mówił we wtorek Ebi Smolarek po podpisaniu kontraktu z AO Kavala.

Polak szukał klubu od sierpnia, gdy został zwolniony z Racingu Santander. Udało się dopiero we wtorek. Podpisał dwuipółletni kontrakt. - Nie wiemy, ile zarobi Smolarek. Kavala to dziwny klub. Nie wiadomo, jaki ma budżet i czym zajmuje się jej właściciel Makis Psomiadis - mówi grecki dziennikarz.

Psomiadis jeszcze trzy lata temu był prezesem AEK Ateny. Potem zainwestował w małą, trzecioligową Kavalę. Po roku klub grał już w drugiej lidze, w poprzednim sezonie wywalczył awans do pierwszej. Po 14 kolejkach zajmuje ósme miejsce. - Rozmawiałem z Michałem Żewłakowem z Olympiakosu, wiem, że liga grecka nie jest łatwa. Ale uważam, że Kavala to dla mnie świetne miejsce. To bardzo rodzinny klub - mówił uśmiechnięty Smolarek greckim dziennikarzom.

Prezesem Kavali jest syn Makisa Psomiadisa Stavros. Marzy o awansie do europejskich pucharów i zadecydował o sprowadzeniu Smolarka. - Mają kilku wartościowych piłkarzy, wciąż inwestują. Z Liverpoolu wypożyczyli bramkarza Charlesa Itandje, z Panathinaikosu Sotirisa Leontioua. Brakowało im tylko strzelca. Jedynym wartościowym napastnikiem jest Nigeryjczyk Benjamin Onwuachi, który kiedyś trenował w Juventusie. To jemu będzie partnerował Polak - mówi Grek.

W niedzielnym meczu z Panioniosem Ebi jeszcze nie zagra. Twierdzi, że najpierw musi potrenować z zespołem. Prawdopodobnie zadebiutuje 5 stycznia z Levadiakosem.

Przeczytaj sylwetkę Ebiego Smolarka ?

Więcej o: