Boniek: Najlepszym prezentem świątecznym dla Laty byłaby jego dymisja

PRZEGLĄD PRASY: " Grzesiu, najlepszym prezentem, jaki mógłbyś otrzymać pod choinkę, jest taki wynik głosowania, który sprawi, że przestaniesz być prezesem" - takie życzenia na łamach "Dziennika Gazety Prawnej" obecnemu prezesowi PZPN Grzegorzowi Lacie złożył Zbigniew Boniek.

Według Bońka możliwe jest, że grudniowy zjazd PZPN może przynieść w PZPN zmiany. Wszystko za sprawą przewrotu jakiego chce dokonać jeden z członków zarządu Kazimierz Greń. Jest jednak jeden warunek. - Sam Greń nic nie zrobi. Musi mieć naprawdę realne wsparcie. Jeśli rzeczywiście ma, to zrobi się ciekawie - uważa Boniek.

Były selekcjoner reprezentacji Polski sugeruje, że Lato nie nadaje się do sprawowania swojej funkcji. - Ja do Grześka jako do mojego kolegi z boiska nic nie mam. Mogę z nim iść na wódkę, kawały poopowiadać, choć on na moje merytoryczne argumenty odpowiadał folklorystycznie. Sęk w tym, że Grzegorz nie nadaje się na prezesa PZPN. Nie zna się na biznesie, zarządzaniu, nie ma pojęcia o polityce i marketingu. Zbliżają się święta, więc chciałbym Grzegorzowi złożyć życzenia: " Grzesiu, najlepszym prezentem, jaki mógłbyś otrzymać pod choinkę, jest taki wynik głosowania, który sprawi, że przestaniesz być prezesem". Mówię to bez złośliwości. Przecież w innym wypadku będzie coraz gorzej. Nazwisko "Lato" będzie się coraz gorzej kojarzyć - mówi.

Według Bońka trwanie przy władzy Laty nie zmieni niczego w polskiej piłce. - Funkcja prezesa to coś więcej niż miejsce do zarabiania pieniędzy. To jest misja. Prezes powinien mieć wizję, kontrolować, wyznaczać strategię, przygotowywać linię programową. A jaka jest wizja Grzegorza, wszyscy widzimy. Problemem wielu instytucji w Polsce jest to, że jak się ktoś do czegoś nadaje, to go nigdy nie wybiorą. Wybiorą najsłabszego, bo przy takim słabeuszu, można się zawsze ogrzać - powiedział Boniek, który przed rokiem przegrał w wyborach na prezesa PZPN właśnie z Latą.

Polski piłkarz może mieć końskie zdrowie uważa Paul Robbins

Więcej o: