Marcin Prus żegna się z siatkówką

Już 8 stycznia Marcin Prus oficjalnie pożegna się z fanami. Jest to na pewno jedna z najbarwniejszych postaci polskiej siatkówki. Jego sportową karierę przerwały jednak kontuzje i siatkarz nigdy nie wrócił do czynnego uprawiania sportu. Jak sam mówi, kontuzje były jego największą porażką sportową.

8 stycznia 2010 roku planuje Pan pożegnalny mecz w Nowym Sączu. Dlaczego akurat to miasto wybrał Pan na pożegnanie z kibicami?

Marcin Prus: Mecz jak już wiadomo zostanie rozegrany 8 stycznia o godzinie 19.00 w Nowym Sączu. Wybrałem to miasto, bo padła stamtąd najlepsza propozycja organizacji. Pojawił się Dariusz Grzyb, który był już organizatorem spotkań siatkarskich w Nowym Sączu. Zorganizował tam m.in. SuperPuchar i mecze Muszynianki.

Idąc tym tropem postanowiłem podjąć współpracę i zorganizowałem spotkanie pod szyldem Marcin Prus i Przyjaciele, ze względu na to, że wiem, iż ta opcja wypali na 100%. Temu człowiekowi ufam, bo zobligował się do tego, że wszystkim się zajmie. Mam być osobą, której ten mecz będzie dedykowany.

Może Pan uchylić rąbka tajemnicy jak będzie wyglądało to pożegnalne spotkanie?

- Koncepcja samego meczu nie została mediom jeszcze przedstawiona ze względu na to, że jeszcze tak naprawdę nie została stworzona. Będą moi koledzy z telewizji, będą chłopaki, z którymi grałem w lidze i w reprezentacji. To wszystko oczywiście przeplata się z rozgrywkami ligowymi i może być problem ze ściągnięciem tych osób. Podejmujemy jednak wszystkie kroki, żeby takie spotkanie zorganizować.

Chcemy też połączyć to przede wszystkim z meczem charytatywnym, na którym będą licytacje gadżetów siatkarskich, koszulek, piłek na określony cel. Na razie jednak nie chce zdradzić, jaki to będzie cel. Samo założenie meczu urodziło się jakieś półtora miesiąca temu. Spotkałem się w Warszawie z Panem Darkiem, który zapytał, czy nie miałbym nic przeciwko gdyby taki mecz został zorganizowany. Oczywiście się zgodziłem. Chcemy też ten mecz poprzedzić jakimś treningiem z dziećmi.

Jeżeli chodzi o sam mecz, to nie mamy jeszcze ustalone, czy będziemy grali więcej niż trzy sety, czy też nie. Sama idea jest taka, że chciałbym przez to spotkanie podziękować wszystkim kibicom i tym, którzy ze mną się zetknęli. Walczyłem bardzo długo o to, żeby wrócić na parkiet. Okazało się, że taka opcja była niemożliwa. Sądzę, że bardzo dużym problemem dla mnie będzie rozegranie pięciu setów. Chciałbym jednak już powiesić te buciki na przysłowiowy kołek i zakończyć ten etap siatkarski, żeby się skupić na innym.

Po drodze było wiele sukcesów reprezentacyjnych i klubowych. Który z nich utkwił Panu najbardziej w pamięci?

- Jeżeli chodzi o prestiż to na pewno były to Mistrzostwa Świata i zdobycie złotego medalu w Bahrajnie. Do tego tytuł najlepszego zawodnika na świecie czy też inaczej najbardziej wartościowego zawodnika turnieju, MVP. Była to rzecz bardzo cenna dla mnie. Wtedy dałem z siebie maksimum. Turniej był rozgrywany jeszcze według starych zasad, ze starą siatkówką.

Trzeba było bardzo mocno się namęczyć, żeby taki tytuł otrzymać. Wtedy był to turniej rocznika ' i młodszych. Ja reprezentowałem rocznik ', więc jakby przeskoczyłem o rok tych wszystkich, z którymi i przeciwko którym grałem. Oczywiście jest to nagroda indywidualna, ale uważam, że jest najbardziej cenna z nagród i tytułów, jakie udało mi się zdobyć zarówno w juniorskiej jak i seniorskiej siatkówce.

A jakie było największe rozczarowanie, jakie Pan przeżył na parkiecie?

- Sportowo na pewno to, że organizm nie wytrzymał do naturalnego zakończenia kariery. Porażki w sporcie się zdarzają, ale nie ma żadnej gorszej porażki dla sportowca niż przerwanie kariery przez kontuzję. Heroiczna walka, jaką podjąłem, może miała odpowiedni wydźwięk, ale nie przyniosła żadnych skutków. Większa porażka niż kontuzja mi się nie przytrafiła.

Czytaj więcej na Reprezentacja.net ?

Więcej o: