Serie A. O trenerze, który chciał grać fair play

Na meczu Ascoli-Reggina piłkarze gospodarzy nie zauważyli sygnalizującego kontuzji zawodnika gości i zdobyli bramkę. Rozpętała się bijatyka, z boiska wyleciał obrońca Regginy. Po wznowieniu gry piłkarze Ascoli stali bez ruchu i patrzyli jak Reggina strzela gola. Zdecydował o tym trener Ascoli Giuseppe Pillon. Zamiast zrozumienia i pochwały za grę fair play spotkał się z wściekłymi kibicami. O całej sprawie pisze Rafał Stec, dziennikarz Sport.pl i ?Gazety Wyborczej?.

Zdarzyło się tam, gdzie nie wdzięczą się ani Cristiano Ronaldo, ani Ibrahimovic, ani nawet Thierry Henry. Na meczu Ascoli - Reggina, we włoskiej Serie B. Było 0:0, mijała 14. minuta, gdy obrońca Regginy Valdez kopnął piłkę w kierunku linii bocznej. Chciał ją wybić na aut, utykał, sygnalizował kontuzję. Prawoskrzydłowy Ascoli, niejaki Sommese, nie zauważył, co się dzieje, przejął piłkę, pogalopował, dośrodkował, Antenucci strzelił gola, drużyna gospodarzy objęła prowadzenie.

Wybuchła karczemna awantura. Rozjuszeni goście ponieśli kolejną stratę - innego obrońcę Costę, który uderzył Sommesego, sędzia ukarał czerwoną kartką.

Po kilku minutach chaosu wznowiono grę, a piłkarze Ascoli znieruchomieli. Nie reagowali, kiedy przeciwnicy wbiegali w ich pole karne i zdobywali bramkę. Pozwolić Regginie na wyrównanie nakazał trener Giuseppe Pillon. Zresztą sami zobaczcie:

WIDEO: Zobacz całą sytuację na Z czuba ?

Piłkarze Ascoli stracili następne dwa gole, przegrali 1:3. Porażka może ich słono kosztować. Bronią się przed degradacją, tkwią w strefie spadkowej.

Zachwyceni Włosi, których martwią przemoc i nienawiść rozsadzające pierwszoligowe stadiony, sławią trenera za niezwykły gest fair play. W Ascoli nastroje panują odmienne.

Mówił po meczu Sommese, który przejął wyrzucaną na aut piłkę: - Po golu zostałem kopnięty i uderzony. Wcale nie chciałem, by wyrównali.

Mówił bohater popołudnia, trener Pillon: - Chwalą mnie wszędzie, tylko nie w Ascoli. Długo nie wychodziliśmy z szatni, bo czekało na nas 400 kibiców. Byli wściekli. Najpierw sądziłem, że z powodu porażki lub trzech sezonów rozczarowań, ale okazało się, że rozwścieczyło ich moje zachowanie. Nie podjąłem decyzji samodzielnie, podbiegło do mnie kilku graczy i pytało, co robimy. Zareagowałem instynktownie, spontanicznie. Ale ludzie nie zrozumieli. Włosi nie są na takie gesty gotowi, kultura sportowa umarła, calcio toczy poważna choroba. Wybierasz między byciem złodziejem, a byciem tchórzem. Gdybyśmy wygrali po tamtym golu 1:0, miałbym dzisiaj znacznie mniej problemów. Dlatego powiem szczerze: nie wiem, czy drugi raz postąpiłbym tam samo.

Skomentuj całe wydarzenie na blogu Rafała Steca ?