PLK: Anwil pokonał Turów, Pluta pokonał Urlepa

Rzutowe szaleństwo Andrzeja Pluty pozwoliło Anwilowi Włocławek pokonać PGE Turów Zgorzelec 76:73. Ale to goście prowadzeni już przez Andreja Urlepa byli lepiej zorganizowaną drużyną

Starcie drużyn, które od kilku sezonów próbują podgryzać Prokom w walce o mistrzostwo, w pierwszej połowie przypominało walkę dwóch bokserów wagi ciężkiej, którzy przyjęli taktykę klinczu. Efektownych akcji było mało, punkty zdobywano głównie po błędach, obie drużyny pudłowały z dystansu. Anwil na początku prowadził 14:7, ale Turów szybko odrobił straty i wyszedł na prowadzenie. I tak było przez całe spotkanie - jedno z najlepszych w tym sezonie w PLK.

Anwil do przerwy wygrywał 36:31, dzięki trójkom Bartłomieja Wołoszyna i Krzysztofa Szubargi, Turów po trzech kwartach prowadził 57:53 po rzutach Konrada Wysockiego i Justina Graya. Dobra gra Kamila Chanasa dała gospodarzom prowadzenie 61:59 na początku ostatniej części gry, ale seria trafień spod kosza Michaela Wrighta wyprowadziła Turów na prowadzenie 66:61 na pięć minut przed końcem.

Grę obu drużyn najlepiej można opisać za pomocą ich typowych akcji. Anwil swoją grę opierał na improwizacji i szybkości. W pierwszej połowie po stracie piłki pod atakowanym koszem rozpędzony Szubarga błyskawicznie wyjął ją z kozła rywalowi, obrócił się w okamgnieniu, oszukał przeciwników i trafił spod kosza. W trudnym momencie czwartej kwarty, kiedy Turów wygrywał 66:61, Nikola Jovanović trafił z trudnej pozycji za trzy o tablicę. Szczęśliwy rzut poderwał gospodarzy.

Turów na tle Anwilu wyróżniał się siłą spokoju i - przez większą część meczu - konsekwencją. Przewaga w ostatniej kwarcie zbudowana została na dokładnie zaplanowanych akcjach dwójkowych Williego Deane'a lub Graya z Wrightem. Trudno jednak powiedzieć, że w tych akcjach widać było rękę Urlepa, bo już za Sasy Obradovicia Turów opierał grę na amerykańskim środkowym. Anwil z dwójkowymi akcjami i z Wrightem sobie nie radził.

Turów pod względem taktycznym był lepszy, ale przegrał, bo w ostatnich akcjach zabrakło mu konsekwencji, a także samego Wrighta, który popełnił piąty faul w 39. minucie. Zabrakło też takiego snajpera, jakim jest Pluta. 35-letni rzucający w ostatnich dwóch minutach trafił dwie trójki - pierwszą z kontry z rogu boiska, kiedy tuż przed nim stał Deane. Anwil wyszedł na prowadzenie 73:69, a minutę później - znów po trójce Pluty - doprowadził do wyniku 76:72.

Rywale albo nie potrafili podjąć decyzji rzutowych (Wysocki, Robert Witka), albo pudłowali (Gray, Roszyk) i nie pomogły im nawet cztery rzuty wolne spudłowane w ostatniej minucie przez Szubargę.

Więcej o koszykówce w specjalnym dziale Sport.pl ?