Oto wyniki badań zawodników Ekstraklasy. Polski piłkarz zapuszczony

Zawodowiec z Zachodu nie pozwoli sobie, żeby więcej niż 8 proc. wagi jego ciała stanowił tłuszcz. W polskiej Ekstraklasie są piłkarze, u których stwierdzono 17 proc. Czołowi gracze ligi nie umieją zrobić prawidłowego przysiadu

Wyniki badań polskich ligowców - nie tylko piłkarzy, ale także hokeistów, siatkarzy czy koszykarzy - zbierał przez lata Michał Wilk, pracownik z katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego. Specjalizuje się w przygotowaniu motorycznym. - Jestem przerażony, patrząc na osiągnięcia naszych zawodowców - mówi Sport.pl.

Z badań w zachodnich klubach, które przekazali nam fachowcy z Athletes Performance z Arizony, wynika, że poziom tkanki tłuszczowej u piłkarzy waha się między 6 a 8 proc. Jeśli któryś z zawodników po krótkim urlopie przekroczy normę, dostaje indywidualny program "naprawczy". Nie rozpocznie właściwych przygotowań do sezonu, jeśli nie dojdzie do siebie.

- Od tego wszystko się zaczyna. Trzeba mieć zdrowe ciało, by zająć się jego przygotowaniem do ekstremalnego wysiłku - opowiada nam Shad Forsythe z Athletes Performance, którego Jürgen Klinsmann ściągnął do szykującej się na poprzedni mundial reprezentacji Niemiec.

Teraz Forsythe odpowiada za przygotowanie motoryczne reprezentacji Niemiec od U-16 do seniorów. - Zajmowałem się też Evertonem, Manchesterem United - mówi Forsythe. - Tam nie do pomyślenia jest, by piłkarz przekroczył wyznaczony próg tkanki tłuszczowej. O nadwadze nie wspominam.

Jak jest w Polsce? Wilk analizował wyniki kilku klubów ekstraklasy - są piłkarze z tkanką tłuszczową przekraczającą 15-17 proc. masy ciała. - Zdarzają się i tacy, którzy mają większe problemy - opowiada Wilk. - Spotkałem ligowego hokeistę, którego ciało w 30 proc. składało się z tłuszczu.

"Zapuszczenie" polskich piłkarzy potwierdza Remigiusz Rzepka. Jego klinika prowadzi badania kilku zespołów ze Śląska. Zgłaszają się do niego (czasem w tajemnicy przed swoimi klubami) zawodnicy, chcąc przejść funkcjonalną ocenę motoryczną - FMS (Functional Movement Screen). - To seria siedmiu ćwiczeń sprawdzających podstawowe przygotowanie ciała do wysiłku. Właściwie to fundament do wszystkiego. Jeśli piłkarz nie potrafi zrobić prawidłowego przysiadu z wyprostowanymi plecami, jest o wiele bardziej narażony na kontuzje niż ten, który wykonuje ten element poprawnie.

Każde z siedmiu ćwiczeń oceniane jest w skali 0-3. Maksymalna ocena to 21. - W Polsce nie spotkałem piłkarza, który zebrałby "oczko".

W klubie ze środka ekstraklasy średnia ocen to 14-15. Forsythe: - W reprezentacji Niemiec mamy trzech-czterech graczy z oceną 21. Chciałby pan wiedzieć, kto to był? Obowiązuje mnie tajemnica...

Wspólnie z Rzepką obejrzałem nagranych na wideo polskich piłkarzy i siatkarzy poddawanych ocenie FMS. Jeden z czołowych pomocników ligi, właściwie jej gwiazda, miał problem z prawidłowym przysiadem. Wilk dodaje, że niektórzy ligowcy nie są w stanie podciągnąć się na drążku.

- Dobrym sprawdzianem porównującym naszych i zachodnich sportowców jest również pomiar mocy mięśniowej określany na podstawie czasu lotu oraz kontaktu z podłożem podczas wyskoku. Czas lotu powyżej 0,65 s to u zawodowych sportowców norma. Średnie czasy polskich piłkarzy to 0,54 s, siatkarzy - 0,61 s, hokeistów 0,49 s - opowiada Wilk. Norma czasu kontaktu z podłożem w tym badaniu (im krótszy, tym lepiej) to 0,2 s. Piłkarze mieli 0,38 s, siatkarze - 0,31 s, a hokeiści - 0,41s.

Forsythe za tydzień przyjeżdża do Polski. Przygotowując się do wykładów, rozmawiał z polskimi fachowcami od przygotowania fizycznego i trenerami piłkarskimi. - Wiem jedno: Waszym piłkarzom brakuje indywidualnego prowadzenia od strony motorycznej. Stąd tak złe wyniki badań i ocen FMS. Jeśli wszyscy ćwiczą tak samo, nie skorzystają też na tym ci, którzy mają jeszcze rezerwy, by poprawić swoje parametry.

Trener przygotowania motorycznego: Polscy piłkarze mogą mieć końskie zdrowie ?

Więcej o: