Liga angielska. Chelsea pokonana

Frank Lampard nie strzelił karnego, a jego Chelsea przegrała z Manchesterem City 1:2. Londyńczycy mają już tylko dwa punkty przewagi nad Manchesterem United, który rozbił West Ham 4:0.

Marzący o odzyskaniu mistrzostwa piłkarze ze Stamford Bridge tydzień temu pokonali 3:0 Arsenal. Wcześniej wygrali z Liverpoolem i MU, nie tracąc nawet gola. Przypominali walec niedający rywalom najmniejszych szans.

Maszyna Chelsea zaczęła rzęzić w środę. Ale porażką po rzutach karnych z Blackburn w Pucharze Ligi nikt się w Londynie nie przejął. Trener Carlo Ancelotti wystawił rezerwowych, decydującą jedenastkę zmarnował Gaël Kakuta znany bardziej z transferu, przez który na Chelsea nałożono zakaz kupowania nowych piłkarzy.

W sobotę Ancelotti puścił na boisko wszystkie gwiazdy, ale przegrał, bo City zagrało najlepszy mecz w sezonie. - Byliśmy fantastyczni od pierwszej do ostatniej minuty. Bardzo pechowo straciliśmy gola, ale udało nam się podnieść - mówił trener Mark Hughes.

Zespół Walijczyka na początku sezonu przypominający zbieraninę powoli przeistacza się w drużynę. Powoli, bo wciąż niektórzy gracze nie wiedzą, co robić na boisku. Zmuszanie Emmanuela Adebayora do powrotu na własne pole karne przy stałych fragmentach ociera się o sabotaż. Reprezentant Togo przy pierwszym golu biegał bez ładu i składu wokół dokonującego cudów bramkarza Shaya Givena. Irlandczyk wybronił w jednej akcji trzy strzały, ale po tym ostatnim piłka odbiła się od pleców Adebayora i wpadła do bramki.

Ale wtedy koncert zaczęło City napędzane przez szalonego Carlosa Téveza. Argentyńczyk zagrał najlepszy mecz w sezonie, strzelił zwycięskiego gola. Chelsea mogła zremisować, ale na siedem minut przed końcem Given obronił jedenastkę wykonywaną przez Lamparda. - Nie mamy powodów do zmartwień. Spisaliśmy się dobrze, ale Manchester zagrał jeszcze lepiej - mówił Ancelotti.

Porażka Chelsea najbardziej ucieszyła Manchester United. Mistrzowie Anglii w sobotę pokonali West Ham 4:0, a Alex Ferguson kolejny raz udowodnił, że jak nikt inny potrafi sprawić, że nawet piłkarze głębokich rezerw czują się potrzebni. Bohaterem ostatnich dni jest Darron Gibson, który od czterech lat próbuje przebić się do pierwszego składu. Nikt nie podejrzewa go o wielki talent, ale w środę strzelił dwa gole Tottenhamowi w Pucharze Ligi, w sobotę dołożył kolejnego.

Ferguson dał też kolejną szansę siedzącemu od początku sezonu na ławce lub trybunach Tomaszowi Kuszczakowi. Polak spisuje się świetnie, w trzech meczach puścił tylko jednego gola z rzutu karnego. W sobotę fantastycznie odbił piłkę po strzale z rzutu wolnego Alessandro Diamantiego. Polaka rozpiera energia, szaleje w bramce po golach dla MU. Ani on, ani Gibson nie dali Fergusonowi powodów, by znów posadzić ich na ławce.

Szkot świetnie radzi sobie mimo epidemii kontuzji w zespole. Już przed meczem z West Hamem urazy leczyło 9 piłkarzy, w tym siedmiu obrońców! Po 30 min spotkania z boiska zszedł utykający Gary Neville i na środku obrony Ferguson ustawił pomocnika Michaela Carricka. Inny piłkarz środka pola Darren Fletcher zaczął spotkanie na prawej obronie. - Nie wiem, jak będzie wyglądała nasza defensywa we wtorkowym meczu z Wolfsburgiem. Naprawdę nie wiem - mówił Szkot. MU ma zapewniony awans z grupy Ligi Mistrzów, ale walczy o pierwsze miejsce.

Tak relacjonowaliśmy na żywo mecz Manchesteru City i Chelsea ?