Czy Ebi Smolarek jeszcze wróci do futbolu?

Ebi Smolarek ostatni cały ligowy mecz w maju 2008. Od ponad stu dni nie ma klubu. Najlepszy polski piłkarz ostatnich lat od czterech miesięcy ćwiczy z wynajętym trenerem gdzieś pod Rotterdamem. Mimo to od nowego klubu oczekuje 40 tys. euro miesięcznej pensji. Czy i kiedy Euzebiusz Smolarek wróci do futbolu?

Miał być naszym piłkarzem wyjątkowym. Nieskażonego polską myślą szkoleniową wychowanka Feyenoordu przymierzaliśmy do czołowych klubów Europy. W sierpniu rozwiązał z nim kontrakt Racing Santander, jest bezrobotny.

Początek września. - Pójdę do drużyny, która będzie mnie chciała i w której będę grał. Dlatego tak długo czekam, żeby wybrać najlepszą ofertę. Skąd wiesz, że kluby się o mnie nie biją? - pytał mnie Euzebiusz Smolarek. Był już trzy tygodnie bez klubu.

Pod koniec września rozmawialiśmy ostatni raz. Wydawało się, że nadszedł koniec problemów. Ebi dostał zaproszenie na treningi Hamburger SV. Przeszedł testy wydolnościowe, rozmawiał z trenerem Bruno Labbadią i... na tym się skończyło.

Ostatni ligowy mecz, w całości, Polak rozegrał siódmego maja 2008. Dziewiątego września wszedł na ostatnie pół godziny meczu ze Słowenią. Od tamtej pory w piłkę nie gra.

Mówię to z serca i tak zawsze będę mówił

Ostatnią rozmowę Ebi zakończył wątkiem reprezentacyjnym - Stefan Majewski zastąpił wtedy Leo Beenhakkera: - Pewnych decyzji Holendra nigdy nie rozumiałem. Miał w eliminacjach niemal tych samych zawodników, ale nie potrafił stworzyć takiej samej drużyny i atmosfery jak w poprzednich.

Surowa ocena Leo, a przecież w kadrze mówiło się, że Holender ma do Ebiego wyjątkową słabość. Tylko on z nim rozmawiał, tylko on do niego dzwonił. Ale, jak na zawodnika mającego status gwiazdy drużyny, często zsyłał na rezerwę.

Po dobrej grze na mundialu w Niemczech, eliminacje Euro 2008 Ebi zaczął u Beenhakkera jako rezerwowy. - Byłem wk..., bo Beenhakker pamiętał mnie jako juniora Feyenoordu, nie widział we mnie dorosłego mężczyzny z Borussii - mówił kilka miesięcy później. Wtedy był bohaterem eliminacji. Zagrał od początku dopiero w trzecim meczu (z Kazachstanem). Strzelił gola i miejsca w składzie już nie oddał.

Po nieudanym Euro 2008 znowu usiadł na ławce w pierwszym meczu eliminacji MŚ. Kiedy w kolejnym, w San Marino, strzelił gola na 1:0, wykonał w kierunku ławki rezerwowych "kołowrotek" - gest oznaczający "może teraz też mnie zmienisz?". - Powiedzmy, że zabolała mnie kostka - tłumaczył Ebi, który schodząc na przerwę, dał koszulkę reprezentacji chłopakowi od podawania piłek. Leo podobno "kołowrotka" nie widział.

W marcu 2009 w Belfaście Beenhakker odesłał Ebiego na trybuny. Ten się wściekł. - To był dla mnie policzek, nigdy w kadrze tego nie przeżyłem. Trener uznał, że nie byłem w formie. Miał prawo. Ale cztery dni później już w formie byłem, bo zagrałem od początku i strzeliłem cztery gole San Marino. Widocznie coś we mnie zobaczył przez te parę dni - ironizował.

Mecze w reprezentacji są dla Smolarka bardzo ważne. Dziesięć lat temu dostał powołanie do holenderskiej młodzieżówki, rodzina zostawiła mu wolną rękę. Wybrał Polskę: - Choćbym nie wiem jak był niezadowolony, zawsze zagram dla Polski i kibiców. Ojczyzna jest dla mnie najważniejsza. Mówię to z serca i tak zawsze będę mówił. Bramki w reprezentacji są najważniejsze w życiu. Nieważne, ile ich zdobyłem. Liczy się każda i jest cenniejsza od tych w jakimkolwiek klubie.

Samotnik

W karierze Ebiego mieszają się nieustannie dwa momenty.

Pierwszy: Ebi gra i strzela gole. Wtedy jest szczęśliwy. Potrafi zadzwonić do dziennikarza późnym wieczorem i powiedzieć, że na stronie FIFA jak byk stoi, że San Marino wbił w Kielcach cztery, a nie trzy bramki - jak niektórzy sugerowali. I dodać, że został dziesiątym strzelcem w historii reprezentacji Polski. Ma 19 bramek w 40 występach. Z tego aż 16 w meczach o punkty! Ojciec - Włodzimierz, medalista MŚ z 1982 roku - ma 13 trafień w 60 występach.

Moment drugi: Ebi nie gra i nie strzela goli. Jest nieszczęśliwy. Winny jest cały świat i źli ludzie. Zamyka się. - To cecha samotników. Kiedy jest dobrze, samotnik nikogo nie potrzebuje. "Przyjaciele i "koledzy" sami się znajdują. Kiedy jest źle, samotnik nie potrzebuje kontaktu z kimkolwiek. Bo niby o czym porozmawiają - opowiada o Smolarku kolega z reprezentacji.

Kadrowicze mówią o nim chętnie i pozytywnie. Ze współczuciem pytają, co z nim się dzieje. Ale proszą, by nie pisać nazwisk.

Starsi porównują go do Emmanuela Olisadebe. - Niech ci nie przyjdzie do głowy pisać, że Ebi słabo mówi po polsku. Albo że nie rozumie i dlatego stoi z boku. To bzdury - mówi piłkarz z kadry trenera Jerzego Engela, u którego Smolarek debiutował w kadrze. - Ebi nie ma problemów z komunikacją jak "Oli", tylko jest odludkiem. Olisadebe, po każdym treningu, szedł do swojego pokoju i w nim siedział. Tam czuł się najlepiej. Między boiskiem a pokojem nie było nic. Tak samo jest z Ebim. Na kawę schodził rzadko. Ale to nie zarzut. Akceptowaliśmy, że nie miał takiej potrzeby. Taktował wszystkich jak kolegów z pracy, z którymi musi spędzić kilka godzin dziennie. To wszystko, potem drogi się rozchodziły.

Ebi specjalnej troski

- Ebi to piłkarz specjalnej troski - mówi o Smolarku trener Bogusław Kaczmarek. W latach 90. były asystent Beenhakkera jeździł na staże do Feyenoordu, gdzie Ebi uczył się futbolu. Bycie piłkarzem specjalnej troski w przypadku Smolarka oznacza, że bardziej niż inni potrzebuje czuć wsparcie trenera. Musi wiedzieć, że na niego postawi zawsze, że bezgranicznie w niego wierzy. - Przychylność, akceptacja, poparcie. Tego Ebi wymaga od trenera. Jeśli dostanie, odwdzięcza się na boisku - mówi Kaczmarek.

Takim trenerem był dla Ebiego Bert van Maarwijk. W 2000 roku wziął 19-letniego młokosa do pierwszej drużyny Feyenoordu, zdobył wicemistrzostwo Holandii. Ebi zagrał w Lidze Mistrzów i Pucharze UEFA. Zadebiutował w kadrze Engela i miał pojechać na mundial do Korei, ale doznał paskudnej kontuzji kolana. Do tego doszła krótka dyskwalifikacja za palenie marihuany, choć Ebi nigdy się do tego nie przyznał. Po 15-miesięcznej rehabilitacji wrócił do gry w klubie z Rotterdamu, gdzie wciąż pracował van Maarwijk.

W 2004 roku trener odszedł do Borussii Dortmund i Ebi... stracił miejsce. W styczniu 2005 roku van Maarwijk wypożyczył go za darmo do Niemiec. Tam Ebi się odrodził. W 81 ligowych występach strzelił dla Borussii 25 goli. W sierpniu 2007 roku za prawie pięć milionów euro odszedł do Racingu Santander. Van Maarwijk został selekcjonerem Holandii. Tam Ebiego powołać nie mógł.

W Santander Ebi na początku grał, trener Marcelinho mu ufał. Gole strzelał jednak głównie jego zmiennik, sprowadzony z Anderlechtu za dwa razy większe pieniądze Mohammed Tchité. W pierwszym sezonie Polak strzelił cztery gole w Primera Division (czterech kolejnych mu nie uznano). Po roku przestał być Hiszpanom potrzebny.

Może nie jest tak dobry jak mu się wydaje

Do Santander przychodził jako gwiazda Bundesligi, dostał kontrakt przekraczający milion euro. Racing znalazł dla niego klub (francuska Tuluza chciała zapłacić 4,5 mln euro), ale Ebi chciał za dużo. Kiedy po trzech tygodniach zaakceptował w końcu warunki, okazało się, że 24 godziny wcześniej Francuzi kupili Duńczyka Sorena Larsena z Schalke.

W ostatniej chwili okienka transferowego Ebiego wypożyczył Bolton. Do Premiership poszedł za pieniędzmi, szanse na grę - ze swoimi parametrami - miał marne. Zarobił dużo, ale wystąpił tylko w 12 meczach ligowych (nigdy w całym).

Po powrocie do Hiszpanii latem tego roku dziennik "AS" od razu zacytował jego złośliwą wypowiedź. Zapytany, jak widzi swoją pozycję w klubie, miał odpowiedzieć: "Ze mną w składzie zespół zajął szóste miejsce w lidze. Potem zostałem wypożyczony, a Racing się stoczył na dwunaste miejsce. Poprawy wymaga klub, a nie ja". Ebi wszystkiego się wyparł: "Dziennikarz wszystko zmyślił. Z nikim nie rozmawiałem". Po tym incydencie był w Racingu skończony.

Miesiąc później klub rozwiązał z nim kontrakt. - Nawet nie wiem, gdzie on jest i dokąd miałbym wysłać mu powołanie. Skoro żaden klub go nie chce, to może nie jest tak dobry, jak mu się wydaje? - mówił selekcjoner reprezentacji Franciszek Smuda przed nominacjami na mecze z Rumunią i Kanadą.

Czeka nie wiadomo na co

- Prawo Bosmana jest fajne dla gwiazd. Ale średnich piłkarzy są na rynku tysiące, stąd kłopoty Smolarka - mówi jeden z kadrowiczów Smudy. - Każdy dzień zwłoki to spadek formy i wartości Ebiego. On ma mentalność Holendra, uważa się za "produkt" wyższej jakości. Lekko zadufany w sobie, trochę bezczelny. A może też mu trochę wstyd, że nikt go nie chce? Miał o sobie większe mniemanie.

- Za dużo pochlebnych rzeczy o nim napisaliście i uwierzył, że faktycznie jest gwiazdą, której każdy chce płacić miliony - twierdzi inny reprezentant. - Czeka nie wiadomo na co. Ma z czego żyć, więc nie musi akceptować ofert za 300 tysięcy euro rocznie. Ale to by mogło oznaczać, że - choć ciężko mi w to uwierzyć - Ebiemu już nie chce się grać w piłkę.

Dziewiątego stycznia Euzebiusz Smolarek skończy 29 lat. Jeszcze nie jest za późno, by wrócić do futbolu. Ale z każdym dniem coraz trudniej.

Polskiej ekstraklasie daleko do Arsenalu ?

Więcej o: