Cristiano Ronaldo dla Sport.pl: Nie jestem zbawicielem

- Nie rozumiem tych, którzy mnie nienawidzą. Nie zgadzam się, kiedy zarzucają mi, że gram nie fair. Ja kocham futbol czystą miłością. I jestem pewien, że ci fani, którzy kochają futbol, kochają Cristiano Ronaldo - mówi Sport.pl najlepszy piłkarz świata we wszystkich plebiscytach.

Rozmawialiśmy w czwartek w centrum Madrytu w średniowiecznej Real Fábrica de Tapices, czyli cały czas czynnej fabryce artystycznych dywanów, tuż po ogłoszeniu pierwszego notowania Castrol Ranking (www.castrolfootball.com), w którym Ronaldo, ambasador firmy, zajął trzecie miejsce.

Michał Pol: Real zremisował z Gijon, przegrał z AC Milan i skompromitował się 0:4 z trzecioligowym Alcorcón. Wygląda na to, że "Królewscy" nie potrafią wygrywać bez Cristiano Ronaldo.

Cristiano Ronaldo: Nie mogę się już doczekać, żeby wrócić do gry i pomagać kolegom, bo to najbardziej kocham robić. Ale nie jestem zbawicielem, tylko jednym z piłkarzy Realu.

I mówi to najdroższy piłkarz świata! Czy świadomość tego przeszkadza na boisku? Zwiększa presję?

- Absolutnie nie. To całkiem miłe wiedzieć, że jest się tym najdroższym. Ale wychodząc na mecz, oczywiście nie myślę o takich sprawach. Presja towarzyszy mi od lat. Na samym początku musiałem się zmienić, żeby sobie z nią poradzić. Dziś presja, jakiej jestem poddany w Realu z powodu tych wszystkich oczekiwań, tylko mnie nakręca. Kocham taką presję!

Gdyby był pan właścicielem klubu, zapłaciłby pan za Cristiano Ronaldo 95 mln euro?

- Absolutnie! Nawet więcej (śmiech)!

Trenerzy i kapitanowie reprezentacji wybrali pana na piłkarza zeszłego roku, jest pan też zdobywcą Złotej Piłki. Myśli pan, że po latach Ronaldo będzie stawiany obok Maradony, Pelego, Zidane'a?

- Mam przed sobą jeszcze sporo lat, żeby na to zapracować. Co prawda w klubowej piłce wygrałem z Manchesterem United wszystko, co było do wygrania, ale mam wrażenie, że moja kariera dopiero się zaczyna. Wcale nie mam poczucia, że jestem na samym szczycie. Do tego potrzebny jest sukces z reprezentacją. Marzę o zdobyciu mistrzostwa świata, ale na razie musimy stoczyć ciężki bój z Bośnią o wyjazd na mundial w RPA. Musimy znacznie poprawić grę. Mamy dobry zespół, ale nie fantastyczny. Bośniacy mają kilku świetnych piłkarzy, wielkich i silnych. Ale Portugalia po prostu musi wygrać, musi pojechać do RPA. Co to byłyby za mistrzostwa świata bez Cristiano Ronaldo? (śmiech).

Cristiano Ronaldo: najlepszy na świecie jest obecnie Thierry Henry Czy po zaledwie pięciu meczach ligi hiszpańskiej jest pan już w stanie wskazać różnice między La Liga a Premier League?

- Największa różnica, jaką odczuwam, to moja rola na boisku. Trener Pellegrini dał mi o wiele więcej swobody, niż miałem w MU. Sam mogę decydować, gdzie chcę grać w tym, a gdzie w innym meczu. Mam nadzieję, że pozwoli mi to stać się lepszym piłkarzem, niż byłem na Old Trafford, bardziej efektywnym. Liga angielska na pewno jest szybsza, bo sędziowie znacznie rzadziej przerywają grę. Za to w La Liga grają lepsi technicznie piłkarze, o większych umiejętnościach niż na Wyspach. Tu nawet kluby broniące się przed spadkiem potrafią grać z wielkimi świetny technicznie futbol. Dlatego w mojej opinii to najlepsza liga świata.

Jest pan za zwolnieniem Pellegriniego? Prasa spekuluje, że zastąpi go Luis Aragonés, który zdobył z Hiszpanią mistrzostwo Europy.

- Jestem szczęśliwy, że pracuję z trenerem Pellegrinim, i nie uważam, żeby to był właściwy moment do zmiany. Przechodzimy trudne chwile, przegraliśmy i nikt się z tego nie cieszy. Ale też nie jest tak, że świat się kompletnie zawalił. Katastrofy zdarzają się w futbolu najlepszym drużynom. Najważniejsze, jak zareagujemy na nie my, piłkarze. Musimy zacząć grać lepiej. A przede wszystkim wyciągnąć nauczkę z niepowodzeń i przestać w przyszłości lekceważyć rywali. Nasza gra na pewno się poprawi. Wciąż walczymy o trofea na wszystkich frontach. Wciąż możemy je wszystkie zdobyć.

Prezes Realu Florentino Pérez zapowiada, że to nie koniec wielkich zakupów. Uważa pan, że w klubie przydaliby się jeszcze tacy piłkarze jak Steven Gerrard czy Franck Ribery? A może wolałbym pan kogoś innego?

- Obecny skład Realu jest na tyle silny, że klub powinien walczyć o najwyższe trofea. Po co gadać o wzmocnieniach, skoro na każdej pozycji grają tu najlepsi piłkarze świata. Musimy to tylko udowodnić.

Według ogłoszonego właśnie Castrol Ranking, na postawie analizy statystyk, najlepszym obecnie piłkarzem Europy jest Thierry Henry, a nie Cristiano Ronaldo czy Leo Messi. Jest pan zaskoczony?

- Z jednej strony nie jestem pewien, czy Castrol Ranking odzwierciedla ranking światowy. Z drugiej - ciężko z nim dyskutować, bo opiera się nie na czyjejś opinii, ale na matematycznej analizie milionów danych. Tak czy siak na koniec sezonu postaram się znaleźć na jego czele.

Czy fanom są potrzebne statystyki Castrol Index? Oni przecież wiedzą swoje, kto jest najlepszy.

- W dzisiejszym futbolu znajomość statystyk jest koniecznością i dobrze, że wreszcie poznaje je rzesza fanów. W Manchesterze United dokładnie monitorowane były wszystkie parametry, jak skuteczność strzałów z różnych stref boiska, podania, odbiór piłki, straty, ile kto przebiegł kilometrów itd. Drużyna, która chce odnosić sukcesy na najwyższym poziomie, musi wiedzieć, które elementy powinna ulepszyć, a które atuty wykorzystać.

Czy jako jeden z najczęściej faulowanych piłkarzy na świecie uważa pan, że boiskowi artyści powinni dostawać więcej wsparcia od sędziów?

- Zdecydowanie. Niektórych utalentowanych technicznie zawodników można zatrzymać tylko niezgodnie z przepisami, co też czynią obrońcy. Jesteśmy więc o wiele bardziej narażeni na kontuzje. W Hiszpanii sędziowie troszczą się o takich piłkarzy o wiele bardziej niż w lidze angielskiej, więc to kolejny powód do radości, że się tu znalazłem.

A jak podoba się panu pomysł, żeby boiskowych brutali karać zawieszeniem na tak długo, aż ich ofiary wrócą do gry?

- To zbyt surowa kara. W futbolu dochodzi do wielkiej liczby kontaktów i tak ekstremalne urazy są dziełem przypadku. Nie wierzę, żeby jakikolwiek piłkarz wychodził na boisko z myślą, żeby skrzywdzić przeciwnika. Zdarza się ostra gra, momentami nie fair, ale nikt nie atakuje z zamiarem wyłączenia rywala na długie miesiące. To zadanie sędziów nie dopuścić do brudnej gry, mają czerwone i żółte kartki, żeby temu zapobiegać, i to wystarczy.

Czy gdyby jako 17-latek nie trafił pan ze Sportingu Lizbona do Manchesteru United Aleksa Fergusona, byłby pan dziś innym piłkarzem?

- Na pewno! Gdybym zaczął wymieniać wszystkie rzeczy, których się tam nauczyłem, które udoskonaliłem, które zrozumiałem, ten wywiad musiałby trwać kilka godzin. To był dla mnie perfekcyjny klub, a sir Alex okazał się perfekcyjnym trenerem. Ukształtował zawodnika, którym dzisiaj jestem. Wszystko na Old Trafford było niesamowite: trener, koledzy, fani, stadion

Utrzymuje pan kontakt z kolegami?

- Oczywiście, przecież spędziłem w klubie sześć wspaniałych lat i zostawiłem wielu przyjaciół. Jestem w stałym kontakcie z Rio, Vidiciem, Rooneyem, Nanim, Andersonem, Kuszczakiem No i oczywiście z Aleksem Fergusonem. Od kiedy jestem w Madrycie, co jakiś czas rozmawiamy przez telefon. Sir Alex jest moim wielkim przyjacielem.

Doświadczył pan kiedyś jego słynnej "suszarki", kiedy zbliża twarz do twarzy winowajcy i wrzeszczy?

- Doznałem nieraz i nikomu nie polecam. To przeżycie, które pamięta się długo. Ale kiedy drużyna gra źle, zwłaszcza bardzo dobra drużyna, to normalne, że trener się wkurza. To jak matka, która daje klapsa dziecku, bo je kocha i chce, żeby się nauczyło na przyszłość np. nie przechodzić przez ulicę na czerwonym świetle. Ferguson to człowiek, którym rządzą emocje, ale właśnie takich reakcji po nim oczekiwaliśmy. Takie traktowanie wiele razy otwierało nam oczy. Jego metody od lat znakomicie sprawdzają się w MU. To wielki, wielki menedżer. Kocham sir Aleksa, za wszystko, co dla mnie zrobił.

Kochają pana miliony fanów na świecie, ale i miliony szczerze nie znoszą. Messi, Kaka, Zlatan czy Rooney nie budzą takich emocji.

- Nie rozumiem tych, którzy mnie nienawidzą. Nie zgadzam się z tymi, którzy zarzucają mi, że gram nie fair. Ja kocham futbol czystą miłością. I jestem pewien, że ci fani, którzy kochają futbol, kochają Cristiano Ronaldo.

David Beckham ? znów w Milanie

Więcej o: