Frank Vandenbroucke - śmierć kolarza we śnie

Frank Vandenbroucke został znaleziony martwy w pokoju hotelowym. - Miał wielki talent, ale słaby charakter - powiedział o zmarłym Belgu pięciokrotny zwycięzca Tour de France Eddy Merckx.

Vandenbroucke był u szczytu sławy pod koniec lat 90. Zadebiutował w zawodowym peletonie w wieku 19 lat i od razu zaczął odnosić zwycięstwa, m.in. w wyścigu Paryż - Nicea. W 1999 roku wygrał klasyk Liége - Bastogne - Liége, dwa etapy we Vuelcie. To był najlepszy rok w jego karierze, ale też początek jej końca. Kilka miesięcy po sukcesie w Liége został zatrzymany przez policję francuską za rozprowadzanie środków dopingujących. W tym czasie opuściła go przyjaciółka i matka jego dziecka Clotilde.

"Staczałem się coraz niżej" - opisał ten okres w życiu w wydanej w ubiegłym roku autobiografii "Nie jestem Bogiem". Sportowych sukcesów nie notował, stał się za to bohaterem plotkarskich rubryk. Miał kolejny nieudany związek - z włoską modelką Sarah Pinacci - policyjne patrole łapały go pijanego za kierownicą, w jego domu znaleziono narkotyki, a w 2002 roku środki dopingujące. Zasłynął jednym z najdziwaczniejszych tłumaczeń dopingowiczów. Na pytanie śledczych, do czego przeznaczony był klenbuterol, odpowiedział: - Dla mojego psa.

Po raz ostatni był na topie w 2003 roku. Zajął drugą pozycję w Tour des Flandres. Potem zapadł w depresję, był coraz bardziej uzależniony od narkotyków, kilkakrotnie podejmował próby samobójcze. - Najbardziej cieszę się z tego, że żyję - powiedział na początku roku po podpisaniu kontraktu z mało znaną grupą Cinelli.

Przed wyjazdem do Senegalu umawiał się na treningi z Aldo Sassim, szkoleniowcem mistrza świata Cadela Evansa. - Kiedy dwa lata temu chciał popełnić samobójstwo, ludzie mówili, że skończy jak Marco Pantani - mówił były dyrektor sportowy Vandenbroucke'a Alain Doloeil. Pantani, zwycięzca Tour de France z 1998 roku, został znaleziony martwy w pokoju hotelowym w Rimini w dzień św. Walentego. Później okazało się, że zmarł na skutek przedawkowania narkotyków. - Mieliśmy nadzieję, że będzie inaczej, w ostatnim czasie wyglądał całkiem dobrze - dodał Doloeil o Belgu.

W Senegalu Vanderbroucke od piątku spędzał wakacje. Ostatnią noc życia z niedzieli na poniedziałek spędził z nieznaną Senegalką. O 4 nad ranem jego towarzyszka zeszła do hotelowej recepcji. Prosiła o ścierkę, bo Vandenbrucke wymiotował. Później opuściła pokój. Belg został sam. Służby hotelowe znalazły go martwego w pokoju o godz. 20. Belgijskie media podają, że przyczyną śmierci 34-letniego kolarza był zator płucny.