ME siatkarek. Złoto w kolorze brązu

Winston Churchill zwykł mawiać, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Ja jednak uderzę się w pierś - szczerze żałuję. Żałuję, że tydzień temu pogrzebałem nasze dziewczyny i po holenderskim laniu nie dawałem im szans na walkę o medal w mistrzostwach Europy. A przecież na taką szansę zasługiwały i udowodniły to w następnych meczach.

Dziś cieszę się, że nie miałem racji, i jak miliony Polaków jestem dumny z polskiej siatkówki. Bo czy jest coś cudowniejszego niż dwa medale obu reprezentacji zdobyte na ME w ciągu niespełna dwóch tygodni? Nie ma. Szczególnie cieszy to, że te dwa krążki zostały wywalczone w stylu, jakiego nie pamiętam, a przyglądam się polskiemu sportowi już jakieś czterdzieści lat. Brązowe Złotka po losowym opuszczeniu drużyny przez Jerzego Matlaka niespodziewanie przeszły mentalną metamorfozę. Paradoksalnie, pozbawione wsparcia pierwszego trenera na boisku były twardsze i bardziej zdecydowane niż z Matlakiem przy linii. Drugi nasz szkoleniowiec Piotr Makowski też stanął na wysokości, niełatwego przecież, zadania. Podczas przerw był klarowny i spokojny, ale kiedy sytuacja wymagała poniesienia głosu, robił to bez wahania. Bez wątpienia był autentycznym wzmocnieniem polskiej drużyny.

Fenomenalny mecz z Rosją i bardzo nerwowy z Bułgarią pokazały, że bez Małgorzaty Glinki, Katarzyny Skowrońskiej i Eleonory Dziękiewicz też możemy grać bardzo dobrze. Ba, możemy walczyć o medale. Przywróciło to wiarę w Milenę Sadurek i jej koleżanki nie tylko u mnie, ale i u polskich kibiców. Na meczach z Belgią i Rosją bardzo daleko było do kompletu na trybunach łódzkiej Areny. Na mecz z Bułgarią znów zabrakło biletów, a przed telewizorami zasiadło prawie pięć milionów widzów. Drużyna pozbawiona swoich asów i trenera potrafiła podnieść się po słabym początku i uczynić te mistrzostwa niezwykle radosnymi.

To był wspaniały turniej. To, co zdarzyło się w czwartek, na długo zostanie w pamięci. Najpierw Holenderki - choć nie musiały - walczyły z Rosjankami poważnie na śmierć i życie. Wspaniałomyślnie darowały nam szanse walki o medale. Później, w naszym meczu, choć także nie musiały, Bułgarki zagrały tak, jakby walczyły o złoty medal igrzysk olimpijskich. I nie wiadomo, czy powodem była tradycyjna pansłowiańska miłość Bułgarów do Rosji, czy powody wyłącznie sportowe. Wierzę, że tylko te drugie. Tak czy inaczej sport zwyciężył i wygrali lepsi. A w całych mistrzostwach wygrały drużyny najlepsze, bo Holandia i Włochy zdecydowanie górowały nad pozostałymi rywalkami i zasłużenie znalazły się w wielkim finale. Dla nas jednak brąz jest ważniejszy i smakuje jak najprawdziwsze złoto. Gratulacje dla trenera Matlaka i jego wielkiej drużyny.

* autor jest dyrektorem sportu w Polsacie

'Wydarzenia' Polsatu: Złotka gromią Niemki! Jest brązowy medal! Polki zdobyły brąz - pokonały Niemki >