Jak polskie kluby (nie) szukają piłkarzy

Wisła zrobiła świetny interes zatrudniając Marcelo, ale sparzyła się na napastniku Beto. Dlaczego polskie kluby mają problem z pozyskiwaniem utalentowanych piłkarzy? Gazeta Wyborcza i Sport.pl rozmawiają z Pawłem Gunią - Skautem Anderlechtu Bruksela i Markiem Jóźwiakiem - skautem Legii Warszawa.

- Kiedy Wisła interesowała się Marcelo, do Brazylii przyjechał dyrektor sportowy Jacek Bednarz i oglądał go w kilku meczach. Zrobił świetny interes, bo to piłkarz, który miał świetną opinię wśród skautów. Dziś 22-letni obrońca jest wart ok. 3 mln euro. Ale ta sama Wisła zupełnie inaczej przeprowadziła transfer Beto. Każdy skaut w Brazylii powiedziałby, że to piłkarz, który w wieku 19 lat grał w reprezentacji juniorów, ale później zatrzymał się w rozwoju. Żeby takie rzeczy wiedzieć, trzeba piłkarza zobaczyć, popytać, spędzić trochę czasu w Brazylii. Polskie kluby jak żadne inne specjalizują się za to w testach. Ładują piłkarza do samolotu i po 24 godzinach lotu wysyłają na trening. Często w środku zimy. Bez sensu - opowiada Paweł Gunia, skaut Anderlechtu Bruksela.

Zajmujący się wyszukiwaniem piłkarzy w Legii Marek Jóźwiak: - Ile meczów oglądam? Wszystko zależy od pory roku. Zwykle w tygodniu spotkania odbywają się w piątek, sobotę i niedzielę. Jeśli na te trzy dni rozłożą się np. mecze na Mazowszu - w Nowym Dworze, Otwocku, Nadarzynie - mogę obejrzeć cztery-pięć. Jeśli nie, to zwykle skupiam się na jednym piłkarzu, którego akurat chcemy zobaczyć. W lecie nie ma rozgrywek, więc oglądam np. mistrzostwa juniorów - mówi skaut Legii.

Obszerne wywiady z Gunią i Jóźwiakiem w poniedziałek na Sport.pl i w Gazecie Sport, dodatku do Gazety Wyborczej

Ryszard Wieczorek unplugged - czytaj tutaj ?