Premier League. Wigan spełnia marzenia

Chelsea przegrała pierwszy mecz w sezonie. Drużynę wielkiego trenera Carlo Ancelottiego 3:1 pokonało Wigan nowicjusza Roberta Martineza. Nowym liderem został Manchester United, który wygrał ze Stoke 2:0

W sześciu kolejkach londyńczycy nie stracili punktu, dali sobie strzelić ledwie trzy gole. W siódmej spisali się słabiutko. Oddali dwa celne strzały. Ale może nie przegraliby, gdyby nie incydent z 51. minuty, gdy pędzącego na bramkę Hugo Rodallegę sfaulował Petr Czech. Bramkarz Chelsea dostał czerwoną kartkę, Kolumbijczyk wykorzystał rzut karny i Wigan prowadziło 2:1. Tuż przed końcem trzeciego gola strzelił Paul Scharner. - Nie wiem, dlaczego graliśmy tak źle - mówił Carlo Ancelotti.

Porażka Chelsea to jedna największych niespodzianek sezonu. Rywali różni wszystko. Wigan istnieje dzięki Davidovi Whelanowi, założycielowi firmy JJB Sports produkującej sprzęt sportowy, który 14 lat temu kupił czwartoligowy klubik i doprowadził do Premier League. Występująca w najlepszej lidze świata od czterech lat drużyna broni się przed spadkiem, w najlepszym wypadku walczy o miejsce w środku tabeli. Słynie ze świetnego skautingu i rewelacyjnych transferów. Tylko w tym roku klub zarobił na sprzedaży Luisa Valencii do Manchesteru United i Wilsona Palaciosa do Tottenhamu 29 mln funtów.

Rekordowego zakupu Whelan dokonał w lutym, sprowadzając z Newcastle Charlesa N'Zogbię za 6 mln funtów.

Chelsea dwa lata temu zapłaciła milion mniej za 15-letniego Aliu Djalo z Boavisty. W drużynę, która mierzy w Puchar Europy, Roman Abramowicz wpompował kilkaset milionów funtów. Ściągał do Londynu trenerów światowej klasy - od José Mourinho przez Guusa Hiddinka po Luiza Felipe Scolariego.

Przed sezonem szansę dał Ancelottiemu. 50-letni Włoch grał w półfinałach mundialu i Euro, dwa razy zdobywał Puchar Europy. Następne dwa dołożył jako trener. Jego trofea z trudem zmieściłby się w autobusie Chelsea.

Roberto Martinez o reprezentacji Hiszpanii nawet nie marzył. Jego boiskowe sukcesy ograniczają się do wygrania trzeciej ligi z Wigan. Dwa lata temu został trenerem i ze Swansea znów triumfował w League 1, bijąc po drodze kilka klubowych rekordów.

Martineza pokochali kibice wieszający na meczach flagę z napisem "In Roberto we trust" ("W Roberto wierzymy"), chwalący trenera za ofensywny, efektowny styl gry. Pokochali piłkarze i dziennikarze słuchający godzinami opowiadającego o futbolu trenera.

Latem wrócił do Wigan. - Chcę, by pracował u nas minimum trzy lata. Nawet jeśli spadniemy do drugiej ligi, Roberto zostanie z nami - mówił Whelan. 36-letni trener odpowiedział, że za trzy lata jego zespół zadebiutuje w europejskich pucharach.

Zaczął fatalnie. Z sześciu meczów w lidze Wigan przegrało cztery, odpadło z Pucharu Ligi po porażce 1:4 z drugoligowym Blackpool. - Piłkarze powinni wiedzieć, że w naszym klubie obowiązują pewne standardy. Nie tego się spodziewałem - grzmiał po porażce z drugoligowcem.

Wściekał się i tłumaczył, bo przegrywał nie tylko z MU i Arsenalem, ale także słabymi Wolves i Evertonem. - Potrzebujemy czterech miesięcy, by się zgrać. Na razie piłkarze słabo się rozumieją - tłumaczył Martinez.

Mimo klęsk trenera chwalono. - Nie znam go zbyt dobrze, ale podziwiam styl gry, który wpaja piłkarzom - mówił Arsene Wenger.

Właśnie do francuskiego trenera Arsenalu porównują Martineza Anglicy. I to nie z powodu filozofii budowania klubu opartej na sprowadzaniu młodych piłkarzy. Martinez chce, by piłkarze długo rozgrywali piłkę, każda akcja jego drużyny powinna się składać z kilku podań. - Wymagam kreatywności. Niech przegrywają, ale w dobrym stylu. Futbol powinien sprawiać radość graczom i kibicom. Jeśli ktoś uważa inaczej, powinien zmienić zawód - tłumaczy hiszpański trener.

Po spotkaniu z Chelsea triumfował. - Tu nie chodzi o taktykę czy technikę. Mecze z zespołami wielkiej czwórki przegrywaliśmy w głowach. Z nimi trzeba grać tak jak z każdym innym zespołem. Nikt nie może powiedzieć, że nie zasłużyliśmy na zwycięstwo - mówił Martinez.

Teraz zapowiada, że jego drużyna zacznie regularnie wygrywać z najlepszymi. I spełni marzenia Whelana, który już raz był bardzo blisko stworzenia wielkiego klubu. 20 lat temu mógł kupić 51 proc. akcji Manchesteru United za 11 mln funtów. Zrezygnował, bo uznał, że fani innych drużyn przestaną kupować wyroby JJB Sports. - Podejmowałem lepsze decyzje biznesowe - mówi dziś prezes Wigan.

Liczby

4

punkty w poprzednich 34 meczach z MU, Chelsea, Arsenalem i Liverpoolem zdobyło Wigan.

5

asyst w ostatnich dwóch meczach MU zaliczył Ryan Giggs

Nowe Leeds na Anfield? Szejk spłaca długi Portsmouth ?

Więcej o: