EuroBasket 2009. Serbia pokazała Polsce miejsce w szeregu

- 10 tysięcy kibiców pcha nas do przodu, a my nie zdobywamy punktów. Nie zasłużyliśmy na wygraną - mówił po porażce 72:77 z Serbią trener Polaków Muli Katzurin.

Wygrana z Serbią miała przybliżyć Polskę do upragnionego ćwierćfinału. Warunkiem miał być dobry początek meczu, ale pierwsze minuty Polacy zepsuli. Pudła w ataku, zgubione piłki na własnej połowie, a przede wszystkim brak agresji i walki o każdą piłkę sprawiły, że mecz zaczął się od wyniku 0:7. - Nie zaczęliśmy jak gospodarz, który musi wygrać ważny mecz - przyznał Katzurin.

- Powinniśmy zacząć od dobrej obrony, a to Serbia spełniła ten warunek od pierwszej minuty. My popełniliśmy kilka łatwych strat, z których Serbia dostała łatwe punkty i musieliśmy gonić rywali przez cały mecz - dodał trener. - Jesteśmy wściekli - mówił podkoszowy Szymon Szewczyk. - Zagraliśmy niekonsekwentnie i niedokładnie, czyli zupełnie inaczej niż oczekiwał tego od nas trener i fantastyczni kibice.

Dzięki szybkim atakom oraz rzutom z dystansu Michała Ignerskiego biało-czerwoni wyszli na prowadzenie 12:10, a na początku drugiej kwarty wygrywali jeszcze 24:23 po trafieniu Marcina Gortata. Potem Serbowie zdobyli sześć punktów z rzędu i już do końca nie oddali prowadzenia.

W połowie trzeciej kwarty Polska przegrywała już 40:56 i Katzurin postawił na zmienników. Szewczyk walczył pod koszem za dwóch, a przebojowy Łukasz Koszarek biegał do utraty tchu. W jednej z akcji rzucił się na parkiet, wyrwał piłkę rywalowi, wstał z nią i pognał na kosz Serbów. Akcja, co znaczące, nie zakończyła się jednak punktami. - W pewnych momentach mieliśmy inicjatywę i mogliśmy odmienić losy gry, ale zabrakło nam dobrych decyzji - przyznał Katzurin.

Polska zmniejszyła straty do dwóch punktów (62:64 w 35. minucie), za trzy rzucał wówczas Koszarek. Spudłował, a Serbowie w kolejnych akcjach wykorzystywali błędy Polaków w obronie. Pomyłek pod własnym koszem było za dużo.

Zwycięstwa Polaków nad Bułgarią i Litwą we Wrocławiu rozbudziły nadzieje, porażka z Turcją nieco je ostudziła, przegrana z Serbią przypomniała biało-czerwonym ich miejsce w europejskim szeregu. Końcowy wynik nie pokazał jednak różnicy dzielącej polską i serbską koszykówkę. Faktyczny stan dyscyplin w obu krajach lepiej odzwierciedliłby np. rezultat 70:90.

Świetny serbski trener Duszan Ivković kieruje jednak zespołem, w którym średnia wieku nieznacznie przekracza 22 lata. Serbom brakuje pięciu graczy z NBA i dwóch czołowych strzelców Euroligi, ale budowana z myślą o igrzyskach w 2012 roku drużyna składa się z utalentowanych graczy, którzy na co dzień grają w Eurolidze. To młodzi Milos Teodosić, Novica Velicković i Milenko Tepic od lat decydują o medalach na młodzieżowych mistrzostwach Europy, to oni w Belgradzie czy Pireusie grają przed tysiącami kibiców, to o nich starają się najlepsze kluby Europy. Niebawem poważnie zainteresuje się nimi NBA.

O Polakach, nawet tych najlepszych, w najlepszej lidze świata nikt nie myśli. Wyjątek to Gortat, bez którego reprezentacja byłaby zespołem dwa razy gorszym. - Gdyby mecz trwał 50 minut, Marcin grałby 50 minut - powiedział Katzurin. Z Serbią Gortat grał przez całe spotkanie - zdobył 16 punktów, miał dziewięć zbiórek, trzy asysty i dwa bloki. Toczył wyrównany pojedynek z o wiele bardziej doświadczonym w NBA Nenadem Krsticiem.

Pozostali reprezentanci, absolutna czołówka polskich koszykarzy wzmocniona ze względu na dziury na obwodzie naturalizowanym Amerykaninem Davidem Loganem, to w skali Europy gracze przeciętni. No, może poza Maciejem Lampe i właśnie Loganem, ale akurat oni - najlepsi strzelcy zespołu po pierwszej fazie EuroBasketu - w meczu z Serbią zawiedli totalnie. Razem trafili tylko pięć z 19 rzutów z gry.

- Nasza obrona była na wysokim poziomie - szczególnie przeciwko Lampemu i Loganowi. Choć częściowo odbywało się to kosztem pilnowania narożników boiska, skąd Polacy trafili kilka razy na początku meczu - mówił Ivković. Serbowi chodziło m.in. o rzuty Ignerskiego, który zdobył 11 punktów w pierwszej kwarcie. Potem skrzydłowy z hiszpańskiej ligi ACB spudłował cztery z pięciu rzutów.

Polacy popełniali błędy w obronie, w ataku brakowało im agresji, strzelcy zawiedli, ale wygrana i tak była możliwa. W najważniejszym momencie, przy wyniku 62:64, trafiali jednak Serbowie. Czego zabrakło? - Nasi obwodowi nie grają na co dzień na najwyższym poziomie, a pewnych rzeczy trudno jest się nauczyć na treningach - tłumaczył Katzurin. - Teoretycznie wiemy, co mamy robić, ale na boisku trzeba radzić sobie ze zmęczeniem i wymagającą obroną rywala.

- Brakuje nam dobrych wyborów w trudnych momentach. Odrabiamy straty, zbliżamy się na dwa punkty, gramy u siebie, 10 tysięcy kibiców pcha nas do przodu, a my nie zdobywamy punktów. Nie zasłużyliśmy na zwycięstwo - mówił Katzurin.

Izraelczyk, który rzadko korzysta ze zmienników, w sobotę potraktował ich jako ostatnią deskę ratunku i niemal wygrał. Koszarek, Michał Chyliński i Krzysztof Roszyk po 10 minutach skutecznej pogoni byli wyczerpani, ale Katzurin dopiero w samej końcówce wrócił do teoretycznie najmocniejszego ustawienia. Dlaczego tak późno? - Najlepsi zawodnicy nie grali w tym meczu dobrze, a rezerwowi sprawili, że mieliśmy szansę ten mecz wygrać. Zmieniłem ich dopiero wtedy, kiedy uznałem, że nie mają już nic do zaoferowania - tłumaczył Katzurin. Czy nie uważa, że spóźnił się z decyzją? - Teraz, z perspektywy zakończonego meczu, łatwo jest powiedzieć, co powinno się zrobić. W trakcie meczu nie wiesz jednak, co da efekty - odparł trener.

Do końca fazy grupowej pozostały dwie kolejki. Biało-czerwoni wciąż mają szanse na awans do ćwierćfinału, ale kolejni rywale - Słowenia i Hiszpania - to o wiele dojrzalsze drużyny niż Serbia. Doświadczeni Słoweńcy i Hiszpanie mają świadomość, że wreszcie (Słowenia) albo wciąż (Hiszpania) stać je na medal. Na nieliczne atuty Polaków będą doskonale przygotowani.