Radwańska: To był trening, dopiero II runda coś powie

- Ten mecz był za szybki, za łatwy, by można coś powiedzieć. Prawdziwy test będzie dopiero w II rundzie z Marią Kirilenko. To trudniejsza rywalka, moja gra musi być już na poziomie 100 procent - mówi Sport.pl Agnieszka Radwańska po zwycięstwie 6:1, 6:2 z Austriaczką Patricią Mayr w I rundzie US Open. Polka ciągle martwi się swoją kontuzją dłoni.

Śledź twittera Ciastonia z US Open ?

Jakub Ciastoń: Kamień spadł pani chyba z serca?

Agnieszka Radwańska: - Czuję dużą ulgę, bo do końca nie byłam pewna jak będzie z ręką. Na treningach nie grałam przecież na 100 procent. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że rywalka bardzo pomogła. Nie grała jakoś nadzwyczajnie. Nie musiałam się specjalnie wysilać. To był taki trening na punkty, a nie mecz. Pozwalała mi nawet na akcje serve and volley, co właściwie na tym poziomie się nie zdarza.

Na dłoni pojawił się ogromny opatrunek. Czy pomógł? I czy w ogóle odczuwała pani ból w trakcie spotkania?

- Opatrunek rzeczywiście jest ogromny, ale tylko tak groźnie wygląda. W rzeczywistości pod spodem mam piankę wokół tego obszaru zapalenia przy palcu, żeby jak najmniej naciskać to miejsce. Opatrunek jest duży, bo musi dobrze trzymać piankę. Zdał egzamin, bo ból odczuwałam tylko momentami w końcówce. Poza tym, było w porządku.

W każdej przerwie wcierała pani sobie coś w opatrunek. Co to było?

- Talk. Chodzi o to, że z takim opatrunkiem uchwyt rakiety nie jest tak pewny. Talk miał wchłaniać wilgoć, pot. Dobrze, że nie było gorąco, bo wtedy ręka mogłaby się ślizgać, a opatrunek odkleić.

Taki był plan, żeby zagrywać dużo dropszotów, grać agresywnie?

- To standardowa gra, gdy jest uraz. Trzeba sprawić, by mecz toczył się jak najszybciej. Udało się, ale podkreślam jeszcze raz, że rywalka nie stawiała wielkiego oporu. Była zdenerwowana.

Co dalej? Możemy już być spokojni, czy wciąż trzeba się martwić kontuzją?

- Ten mecz był za szybki, za łatwy, by można coś powiedzieć. Prawdziwy test będzie dopiero w II rundzie z Marią Kirilenko. To trudniejsza rywalka, moja gra musi być już na poziomie 100 procent. Będę dalej oszczędzać dłoń na treningach, chodzić na akupunkturę i inne zabiegi. Tuż po meczu miałam już robione okłady. Mam nadzieję, że będzie lepiej.

Pani tata wspomniał o jakimś tajemniczym włoskim specjaliście od fizjoterapii, który leczy takie urazy. O co chodzi?

- Jest taki Włoch, który ma różne takie " maszynki" do naświetlań. Wyleczył w zeszłym roku Ulę [młodszą siostrę Agnieszki], ale ona miała cystę. Nie wiem, czy zajmuje się też zapaleniami. Zapytamy.

Dlaczego nie zrezygnuje pani z debla? Czy w tej sytuacji nie lepiej skupić się na singlu?

- Zapisy do debla były dwa tygodnie temu. Gdyby były do niedzieli, to pewnie bym zrezygnowała. Na razie gramy, zobaczymy jak będzie. Mam nadzieję, że debel nie będzie tego samego dnia co singiel.

Tenisowy blog Jakuba Ciastonia z US Open ?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.