Najlepsze mistrzostwa świata w historii polskich wioseł

Znów wygrała czwórka terminatorów! To były najlepsze mistrzostwa świata w historii polskich wioseł. W Poznaniu biało-czerwoni zdobyli dwa złota, srebro i brąz!

Niepokonana była czwórka podwójna i kobieca dwójka podwójna. Tytuł wicemistrzowski ma kobieca dwójka podwójna wagi lekkiej, brąz zdobyła męska czwórka bez sternika wagi lekkiej.

To dorobek lepszy od rekordowego, z 2007 r. w Monachium, który Polska skończyła z dorobkiem dwóch złotych medali - oczywiście naszej czwórki podwójnej oraz dwójki ze sternikiem.

W Poznaniu, który na Jeziorze Maltańskim rozgrywał mistrzostwa świata po raz pierwszy, znów najszybsza była czwórka podwójna, jedna z najlepszych osad w historii. Zdobywała ona już złoto olimpijskie w Pekinie i rok po roku cztery złote medale mistrzostw świata. Adam Korol, Marek Kolbowicz, Konrad Wasielewski i Michał Jeliński są na największych imprezach światowych niepokonani od igrzysk w Atenach, gdzie pechowe czwarte miejsce rozpoczęło ich niezwykłą karierę. W całym polskich sporcie trudno znaleźć takich dominatorów.

Wyścig w Poznaniu miał być dla polskiej czwórki szczególnie trudny. Mistrzowie płynęli po raz pierwszy na wielkiej imprezie na własnym torze, przed swoją publicznością. - Trochę to nas wszystkich stresowało - mówił trener Aleksander Wojciechowski, poznaniak. - Kibice tak się przyzwyczaili do naszych sukcesów, że interesuje ich tylko złoty medal. Zaczepiali nas przed startem i pytali tylko o mistrzostwo. Niektórym się wydaje, że włączamy w pewnym momencie coś w komputerze i jest zwycięstwo. A my nie mamy patentu na wygrywanie - zastrzegał Adam Korol.

Poszło jednak jak z płatka.

- Wszystko idealnie się ułożyło. Świetnie zaczęliśmy, potem kontrolowaliśmy wyścig i płynęło nam się bardzo dobrze - mówi Michał Jeliński. - Byliśmy nawet przygotowani na ostry finisz, gdyby była taka potrzeba. Ale nie było.

Polacy wyprzedzili Australię i Niemców, których przed finałowym startem obawiali się najbardziej.

Trzecie miejsce polskiej czwórki bez sternika wagi lekkiej w składzie Paweł Rańda, Miłosz Bernatajtys, Łukasz Siemion i Łukasz Pawłowski to mniej, niż można było się spodziewać. Trener osady Marian Drażdżewski nie ukrywał, że liczył na złoto. Srebrni medaliści olimpijscy z Pekinu wystąpili w nieco zmienionym składzie - Łukasz Siemion płynął w miejsce kontuzjowanego Bartłomieja Pawełczaka. - Z Łukaszem pływamy dopiero od miesiąca, więc oczywiście, że musimy się zgrać - przyznał Paweł Rańda. Wystarczyło to na brązowy medal, za dyktującymi mordercze tempo Niemcami oraz Duńczykami. Złoto i srebro nie uciekły z powodu braku sił, ale błędów i wiatru. - Fala na Malcie była wysoka i gubiliśmy rytm - przyznali wioślarze.

- Nie wypadało dziś nie zdobyć medalu. Zawody odbywały się przecież w Polsce, na trybunach pojawili się znajomi, rodziny. Nikt z nas nie chciał ich zawieść - mówił Łukasz Siemion. - Cóż, teraz mamy się od czego odbić - dodał Miłosz Bernatajtys.

Najbardziej pechową polską osadą jest chyba męska ósemka. Po dramatycznym wyścigu na igrzyskach w Pekinie, gdzie zajęła piąte miejsce, teraz w nieco już zmienionym składzie w Poznaniu znów przegrała medal! Ósemka sunęła kilkanaście metrów za prowadzącymi Niemcami, za mistrzami olimpijskimi Kanadyjczykami, za Brytyjczykami i Holendrami. Ale na ostatnich 500 metrach sytuacja zaczęła się zmieniać. Polacy przyspieszyli, minęli Brytyjczyków, gonili Holendrów. Brązowy medal przegrali o 0,07 s. Wojciech Gutorski, Mikołaj Burda, Sławomir Kruszkowski, Michał Szpakowski, Piotr Hojka, Marcin Brzeziński, Krystian Aranowski, Rafał Hejmej, sternik - Daniel Trojanowski zajęli czwarte miejsce, za Holandią.